Dziękuję za niezapomniane chwile spędzone w małżeństwie z Twoim synem. Teraz przynoszę go z powrotem do Ciebie.

newskey24.com 23 godzin temu

14 listopada 2025 dziennik

Droga Zofio,

Z przykrością przyznaję, iż nie mogę już nazywać Cię mamą, choć kiedy po raz pierwszy Cię spotkałem i Twoja córka Ludmiła wyznała mi, iż chcę zostać jej mężem, miałem nadzieję, iż tak będzie. Moje najbliższe przyjaciółki od lat były zamężne, zazdrośnie obserwowały szczęśliwe małżeństwa, w których mężowie i żony dbają o siebie nawzajem, okazują szacunek i miłość.

Marzyłem o rodzinie, w której mężczyzna zawsze stoi przy żonie, w której znajdę oparcie, w której wychowamy dzieci i wspólnie będziemy się nimi opiekować. Chciałem być partnerem, który troszczy się o swoją żonę, by czuła moją miłość i mogła ze mną rozmawiać o wszystkim.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem, jak traktujesz swoją córkę, pomyślałem, iż Twój dom wyhodował właśnie takiego mężczyznę, którego potrzebuję. Przed ślubem wypowiedziałaś jedno zdanie, które wyznaczało przyszłość, której nie zapomniałem: Ludmiła przyzwyczajona jest do życia z jednym mężczyzną. Te proste słowa były odzwierciedleniem tego, co wlałaś w swoją córkę od najmłodszych lat.

Ludmiła nigdy nie odmówiła mi biegu do apteki po leki, choć apteka znajdowała się kilka kroków od domu. Gdy Twoje drzwi wejściowe skrzypiały, ja natychmiast sięgałem po smar, by je nasmarować, więc nie musiałaś martwić się o poważny problem. To, iż w naszym mieszkaniu w Warszawie drzwi skrzypią w różnych tonacjach, nie przeszkadzało tak samo jak opadające drzwi szafy.

Kiedy odwoziłem Cię do domu, zamiast zaproponować wspólny spacer po Łazienkach, wywołałeś burzę, oskarżając mnie o bezduszność, lenistwo i przyzwyczajenie do wygodnego życia. Czyż nie wygodniej jest jechać samochodem niż pociągiem, a nie ciągnąć ciężkie torby samemu? Twoje pragnienie świeżego powietrza było oczywiste.

Jestem wdzięczny, iż w momentach, gdy nie mogłaś zasnąć i w środku nocy podzieliłaś się ze mną swoim złym samopoczuciem, nie myśląc o porannych obowiązkach, wziąłem taksówkę, bo wieczorem wypiłem trochę i nie chciałem ryzykować prawa jazdy. Zamiast podziękować, usłyszałem od Ciebie, iż nie ma nic złego w powstrzymaniu się od picia, jeżeli twoja matka może potrzebować pomocy w nocy. Oczywiście, możesz powstrzymać się od wszystkiego, nie tylko od alkoholu, bo jesteś moją teściową, a ja tylko jej synem.

Gratuluję Ci, iż nie oddajesz mi miejsca w relacji z Ludmiłą, choć to absurd, by dzielić się kobietą. Ty nie chcesz się nią dzielić z nikim.

Dzięki Bogu, iż nie mieliśmy dzieci. Gdybyśmy mieli, od razu domagałyby się czasu taty, a babcia zawsze miałaby pierwszeństwo. Twój troskliwy syn nie wsparł mnie wtedy, gdy naprawdę potrzebowałem pomocy; zrobiła to moja przyjaciółka, rozumiejąc, iż depresja niczego nie zmieni. Liczyłem na choć kilka słów wsparcia od Ciebie, a zamiast tego on ponownie skierował się ku Tobie.

Przyznaję, przegrałem; nie mogłem stać się dla Ludmiły tym, kim Ty jesteś dla niej. Szkoda, iż moje starania przeszły niezauważone. On naprawdę zakochał się w jednej kobiecie w Tobie. Słowa miłości, które do mnie skierował, były jedynie formalnością.

Chcę być potrzebny mężczyźnie, nie potrzebuję błyszczącego ideału, który układa życie w sztywne schematy, jak Twój syn. Niech czasem wróci do domu po drinku z kolegami z pracy tego nigdy nie pozwalał sobie on sam. Najważniejsze, żeby mnie potrzebował, troszczył się o moje porażki i cieszył się z moich sukcesów.

Z euforią dostrzegam, iż mój mąż nigdy nie będzie takim człowiekiem. Nie mieliśmy z nim dzieci, bo nie potrzebowałem silnych emocji; Twój syn oszczędzał Twoje serce i tylko Twoje. Ta gospodarność skłoniła mnie do rozważenia ciąży. Teraz w moim życiu pojawi się drugi człowiek oraz mały chłopiec, który przyjdzie na świat za trzy miesiące.

Obiecuję wychować tego chłopca na prawdziwego mężczyznę, ale nie w Twoim rozumieniu tego słowa. Dziękuję Ci za doświadczenia, które zdobyłem w małżeństwie z Ludmiłą. Zwracam Ci go zdrowego, troskliwego i opiekuńczego. Niech będzie szczęśliwy.

Lekcja, którą wyniosłem: nie warto mierzyć miłości i obowiązków w proporcjach, które nakładają inni; prawdziwa wartość leży w szacunku do siebie i do tego, co naprawdę kochamy.

Idź do oryginalnego materiału