Dzień dobry, kochanie.

polregion.pl 1 tydzień temu

Dzień dobry, kochanie.

On, jak zwykle, obudził się minutę przed dzwonkiem budzika. To nawyk z czasów wojska. Przetoczył się z łóżka na podłogę i, nie otwierając oczu, zrobił kilka pompek. Krew przyjemnie zawrzała w żyłach, odpędzając resztki snu.
Obudzę chłopaków, Len.

Chłopaki dziesięcioletni synowie-bliźniacy spali w sąsiednim pokoju. Dwie miniaturowe kopie ojca, z lekko otwartymi ustami, jakby śnili ten sam sen.

Ogrzewanie w domu szwankowało całą noc, więc z porannym bieganiem postanowił nie ryzykować. Nie budził ich wcześniej. Przyglądał się już dobrze zarysowanej sylwetce swoich chłopaków.

W ich wieku był ich całkowitym przeciwieństwem chudy, niezdarny, przygarbiony. Nieśmiały, co rówieśnicy odbierali jako tchórzostwo. Nauka przychodziła mu łatwo, trudniej znosił drwiny kolegów. Nie umiał się bronić; wiedział, iż jest słabszy. Na wuefie dawał z siebie wszystko, ale kpiące uwagi nauczyciela zabijały w nim zapał. jeżeli chodzi o sportowe sekcje, mama była stanowcza:
Nie po to urodziłam inteligentnego chłopca, żeby teraz uczył się rozbijać nosy.

Nieśmiałość przeszkadzała mu i tu, więc marzenie o byciu silnym przegrało kolejną rundę. Zresztą, mama rzadko okazywała charakter głównie otaczała go troską, czułością i ciepłem I właśnie od ich nadmiaru uciekł zaraz po szkole do wojska. Po dwóch latach wrócił wysportowany, z perspektywą kariery w boksie. Delikatny, nieśmiały chłopiec stał się twardym kandydatem na mistrza sportu. Ku rozpaczy matki i euforii Instytutu Kultury Fizycznej postanowił kontynuować karierę.

Studenckie lata otworzyły nowe życie: częste zawody, akademik, nowi przyjaciele. Pojawił się też nowy problem dziewczyny. Mimo sukcesów w boksie, nieśmiałość nie zniknęła. Zaloty, zaproszenia na randki, choćby zwykła rozmowa z dziewczyną w wieku dwudziestu lat wydawała się równie trudna jak w dzieciństwie. Aż pojawiła się ona.

Helena była gwiazdą instytutu. Mistrzynią w skokach do wody, smukłą, jasnowłosą pięknością o zielonych oczach. Mądra, uśmiechnięta, ale cicha, jakby nie z tego świata. Stąd przezwisko Kosmitka. Zaprzyjaźnili się od razu.

Było im dobrze razem. Godzinami chodzili, nie mówiąc słowa. Kibicowali sobie na zawodach. Po pierwszym pocałunku od razu jej się oświadczył.

Ślub kosmitów świętował cały rok akademicki. Lubili ich za szczerość i dobroć.

Rok później Hela wzięła urlop dziekański ciąża. On zaczął wieczorami dorabiać na Dworcu Wschodnim jako tragarz. Dziwne, ale właśnie wtedy pierwszy raz poczuł się silny. Nie przez ciężkie worki, ale przez to, iż zrozumiał: da radę. Utrzyma rodzinę, wychowa dzieci. Jest silny, bo ma ją.

Hela bardzo się denerwowała, ale lekarz uspokajał, iż ciąża przebiega dobrze, choćby żartował:
Mogę cię zmartwić tylko jednym: jeżeli nie lubisz dzieci, będzie ciężko będziesz miała bliźniaków.

Nocami marzyli wspólnie, wyobrażali sobie, jakimi staną się ich dzieci, jak oni sami zmienią się z czasem, jaki dom kupią nad morzem Ale noc jest po to, by marzyć.

W przeddzień porodu złapała go za rękę i, patrząc głęboko w oczy, poprosiła:
Obiecaj mi, iż cokolwiek się stanie, nie zostawisz ich

Na początku się zdziwił. Chciał się obrazić, ale spojrzał w jej oczy i tylko skinął głową. Następnego dnia zaczęły się skurcze. Poród był długi, trudny. Prawie dobę była nieprzytomna, lekarze nie mogli znaleźć źródła krwawienia. Gdy wreszcie się udało, było za późno.

Nie pamiętał, co działo się z nim tej nocy. Wszystko zlało się w gorączkowy koszmar. Ocknął się nad ranem na Dworcu Wschodnim, leżąc w kałuży. Miał mdłości, głowę rozsadzał ból. Alkohol wciąż krążył w jego żyłach, ale jedna myśl natychmiast go otrzeźwiła: czekają na niego dwaj synowie.

Skończył instytut z dobrymi wynikami, ale na zawody już nie jeździł. Komitet sportowy przydzielił mu mieszkanie, do którego wprowadził się z chłopakami. Na początku pomagała matka, potem synowie podrośli i żyli we trójkę. Prowadził sekcje sportowe w CWKS, ale gdy chłopcy poszli do szkoły, zatrudnił się tam jako wuefista. Na Dworzec Wschodni wciąż jeździł pensja nauczyciela była niska. Tylko worków już nie nosił, od kilku lat był brygadzistą.

Życie jakoś się ułożyło, ale w sercu wciąż było ciężko: czasem chciało się komuś wygadać, a bez Heli czuł się jak niemowa.

Przyjaciele próbowali go kiedyś ze

Idź do oryginalnego materiału