Gdy byłam w pracy, mąż poszedł odebrać dzieci, a kiedy do niego podeszłam, nie otworzył mi drzwi.

newsempire24.com 4 godzin temu

Kwiecień 2025

Dziś w pracy, kiedy skończyłam zmiany, mój mąż, Jan, miał przyjść po nasze dzieci. Podszedłam do drzwi wejściowych, a on po prostu ich nie otworzył. Stałam na progu, czując, jak w sercu rośnie kolejny ciężar.

Mieszkam jeszcze pod tym samym dachem co rodzice mama i tata w Łodzi a moje dzieci, Piotrek i Zofia, zamieszkały z Janem. Nie dlatego, iż kocha ich bezgranicznie, ale dlatego, iż postanowił mnie tak karać.

Nasze spotkanie zaczęło się obiecująco. Poznaliśmy się dzięki wspólnemu koledze na imprezie w Warszawie. Od razu poczuliśmy do siebie sympatię i postanowiliśmy nie odkładać ślubu. Rok później powiedzieliśmy sobie tak. Byłam już w ciąży, a rodzice obu stron pomogli nam szukać lokum kupili nam małą kawalerkę za 80tys. zł. Była niewielka, ale nasza własna przestrzeń.

Zaraz po narodzinach Piotrka zaczęły się kłopoty. Jan nie był przygotowany na nocne maratony, na rozrzucone zabawki i na ciągłe przewijanie. Nie podobało mu się, iż muszę nieustannie być przy synku.

Rok później znowu czekałam dziecko przyszedł na świat Zosia. Nasz związek pogorszył się jeszcze bardziej. Życie w tej małej kawalerce stało się nie do zniesienia. Jan był coraz bardziej drażliwy, kłóciliśmy się przy każdym calu. Zrzucał na mnie wszystkie winy: iż rodzice nie zapewnili nam lepszego mieszkania, iż po dwóch porodach przybrałam na wadze, iż jestem złą matką i iż moje dzieci hałasują. Widać było, iż nasza rodzina powoli się rozpada.

Postanowiłam posłać dzieci do przedszkola i znaleźć pracę. Do tej pory byłam gospodynią domu. Jan coraz częściej wracał pod wpływem alkoholu, a jego żądania wobec mnie i dzieci rosły. Uznałam, iż muszę odejść i zapewnić sobie i dzieciom własne mieszkanie, choćby dzięki własnym zarobkom.

Znalazłam pracę w Poznaniu, a wśród kolegów poznałam miłego mężczyznę, z którym zaczęliśmy się spotykać. To było jak wdech świeżego powietrza. W domu czekała mnie tylko niekończąca się lista obowiązków: sprzątanie, pranie, gotowanie, prasowanie i pijany Jan.

Pewnego dnia nie wytrzymałam i podjęłam decyzję. Zabrałam Piotrka i Zosię i wyjechałam. Na kilka dni zamieszkałam u rodziców, a potem wynajęłam małe mieszkanie w Łodzi. Kilka tygodni później, będąc w pracy, dowiedziałam się, iż Jan przyszedł do przedszkola po dzieci. Gdy podeszłam do drzwi jego mieszkania, nie otworzył mi ich, choć był w domu.

Teraz postawił mi ultimatum: albo wracam, albo wnioskuje o rozwód, a dzieci zostaną z nim, a ja będę płacić alimenty. Boję się, iż tak się stanie ma znajomości, a sąd może przychylić się po jego stronie. Najgorsze jest to, iż Jan nie dba o dzieci, używa ich jedynie jako broni przeciwko mnie. W głębi serca wiem, iż jeżeli nie poddam się jego żądaniom, w końcu znudzą się nim i wrócą do mnie. Ale jak mam przetrwać ten czas niepewności? Nie potrafię tego sobie wyobrazić.

Idź do oryginalnego materiału