Kiedy byłem w pracy, moja żona poszła odebrać dzieci, a kiedy podszedłem do niej, nie otworzyła mi drzwi.
Mieszkam teraz z rodzicami w małym mieszkaniu w Pradze, a moje dzieci Kacper i Zuzanna są z Anną. Nie dlatego, iż ją bardzo kocha, ale dlatego, iż postanowiła mnie w ten sposób karcić.
Nasze spotkanie zaczęło się dobrze. Poznaliśmy się dzięki wspólnemu znajomemu. Od razu się polubiliśmy, więc nie zwlekaliśmy z weselem. Rok później wzięliśmy ślub w kościele św. Anny. Byłem już w ciąży. Rodzice mój ojciec Staszek i matka Maria pomogli nam szukać lokum i kupili nam skromną kawalerkę. Była niewielka, ale nasza własna.
Po porodzie naszego syna Kacpra zaczęły się problemy. Anna nie była przygotowana na to, iż noworodek potrafi płakać po nocach i iż w domu zalegają rozrzucone zabawki i przewieszone pieluchy. Nie podobało jej się, iż muszę cały czas zajmować się dzieckiem.
Rok później pojawiła się kolejna dobra wiadomość spodziewaliśmy się kolejnego dziecka. Urodziła się Zuzanna. Wtedy nasz związek jeszcze bardziej się pogorszył. Życie w jednej małej kawalerce stało się niewygodne. Anna często była zirytowana, kłóciliśmy się nieustannie.
Anna obwiniała mnie o wszystko: o to, iż rodzice nie zapewnili nam odpowiedniego mieszkania, iż po dwóch porodach przybrałam na wadze, iż jestem złą matką, iż źle wychowuję dzieci i iż hałasują. Z czasem widziałem, jak rodzina powoli się rozpada.
Postanowiłem posłać dzieci do przedszkola i poszukać pracy, bo dotąd byłem bezrobotny. Niestety Anna coraz częściej wracała do domu w stanie nietrzeźwym, a żądania wobec mnie i wobec dzieci rosły. Postanowiłem, iż jeżeli znajdę pracę, mogę odejść i wynająć własne mieszkanie.
Znalazłem zatrudnienie w firmie logistycznej w centrum Warszawy. Poznałem też miłego faceta, z którym zaczęliśmy się spotykać. To było dla mnie oddech w domu czekały jedynie sprzątanie, pranie, gotowanie, prasowanie i pijana żona.
Pewnego dnia nie wytrzymałem i podjąłem decyzję. Wziąłem Kacpra i Zuzannę i odszedłem. Przez kilka dni spędziłem u rodziców, a potem wynająłem małe mieszkanie w Mokotowie. Pewnego dnia, kiedy byłem w pracy, Anna przyjechała do przedszkola i zabrała dzieci. Podszedłem do niej, a ona po prostu nie otworzyła drzwi, choć była w domu.
Teraz postawiła przede mną warunek: albo wrócę, albo złoży pozew o rozwód, a dzieci zostaną z nią, a ja będę płacił alimenty. Boję się, iż tak się stanie, bo ma wpływowych znajomych i sąd może przychylić się do niej.
Najgorsze jest to, iż nie dba o dzieci. Używa ich tylko jako przynęty, by mną manipulować. Głęboko w sercu wiem, iż jeżeli nie spełnię jej żądań, w końcu się zmęczy i wróci do mnie. Ale nie wiem, jak długo mam wytrzymać, nie mając pewności, co przyniesie jutro.










