13 listopada 2023
Drogi pamiętniku,
Jarek, słyszysz mnie? Czy mam czekać do czterdziestu lat, żeby naprawić błędy młodości? Dlaczego to właśnie ja muszę płacić za to, iż w Twoim garażu było ciekawsze niż z własnym synem? zapytała Grażyna z autentycznym niedowierzaniem w głosie.
Grażyno, odpuść! nalegałem. Byłem głupi, nie doceniałem, nie rozumiałem, co tracę. A teraz wszystko przepadło, Staszek już mnie nie uważa za ojca.
A w czym on się myli? uśmiechnął się gorzko. Przez siedemnaście lat mieszkał nie z ojcem, a z sąsiadem z kamienicy. Myślałaś, iż dziecko można wyłączyć i włączyć jak telewizor, kiedy przyjdzie Ci pograć w tatę?
Ujrzałem w jego twarzy znany gniew, ten sam, który Grażyna widziała za każdym razem, gdy temat padł o moje ojcowskie obowiązki.
Grażyno, dość! To już przeszłość. Daj mi jeszcze jedną szansę nalegałem uparty.
Żebyś się pobawił i zostawił wszystko na mnie, a kolejny chłopiec dorastałby bez ojca? skrzyżowała ręce na piersi. Dzięki, miałam już dosyć. Nie ma o czym dyskutować.
Zobaczyłem na twarzy grymas urażenia i gniewu. Nie miałem nic do powiedzenia, więc tylko zagniewany sygnalizowałem i wciągnąłem się w telefon.
Kłótną zakończyliśmy. Na razie. Problem jednak nie zniknął. Rozmowa pozostawiła we mnie ciężki osad. Nie chodziło tylko o absurdalne żądania męża bolało mnie to za naszego syna, Staszka.
Byłam dwadzieścia trzy, kiedy Staszek przyszedł na świat. Wciąż pamiętam, jak stałam przy szpitalnym wejściu, zmęczona i szczęśliwa, trzymając w ramionach maleńki, zwinięty w biały kocyk. Jarek stał przy nas, jak sęp, nie odchodząc kroku. Promieniał z radości, poprawiał kocyk, całował mnie w czoło, a czasem z szacunkiem podnosił syna na ręce.
Wszystko w mojej twarzy! Z taką małą brodą zachwycał się z błyskiem w oczach. Teraz jestem ojcem, Grażyno. Dopiero zaczynam to rozumieć. Będę z nim wszystko robił! Będę chodził na spacery, przewijania, nauczania gry w piłkę… Będę najlepszym tatą na świecie, zobaczysz!
Patrzyłam na niego tym samym zachwycającym blaskiem w oczach i wierzyłam w każde słowo. Myślałam, iż będziemy mieć idealną rodzinę, pełną miłości, troski i wspólnych radości.
A rzeczywistość, jak to zwykle bywa, okazała się bardziej prozaiczna i surowa…
Głęboka noc. Ciemne kręgi pod oczami przechadzały mnie po pokoju, kołysząc krzyczącego od kolki niemowlaka. To już trzeci raz w nocy. Jarek przewracał się niespokojnie w łóżku, wciągając kołdrę na głowę.
Dość go już! syknął cicho. Jutro mam pracę, muszę wstać wcześnie!
W takich chwilach musiałam uciec do drugiego pokoju, łzy bezsilności w oczach. Dziecko krzyczało jeszcze głośniej, bo chciało zostać w sypialni, ale nie miałam wyboru. Zamknęłam drzwi i godziny kołysząc Staszka, starając się dać mężowi choć odrobinę snu.
Weekend. Zmęczona tygodniem bez snu, ostrożnie poprosiłam:
Jarek, może wyjdziesz z nim na dwie godziny? Ja już spadam z nóg, potrzebuję snu…
Grażyno, później? Teraz nie mogę, mam plany. Obiecałem chłopakom podwieźć auto, będziemy naprawiać.
Ale już nie dam rady…
Aniu, jesteś silna. Poradzisz sobie. Ja potem wrócę i pomogę.
Drzwi zamykały się, zostawiając mnie samą z siłą i wyczerpującym macierzyńskim obowiązkiem. Później nigdy nie nadeszło.
Czas płynął. Staszek rósł. Próbowałam nawiązać choćby łaskawy kontakt między ojcem a synem. Podszedłem do Jarka, który leżał rozłożony w fotelu, oglądając mecz. Podniosłam mu różowatego szkraba, ciągnącego ręce.
Weź go, spędź trochę czasu, poprosiłam nie dla odpoczynku, a by związać rodzinę.
Jarek wziął syna niechętnie, jakby podano mu podejrzany pakunek. Trzymał go na wyciągniętych rękach, nie przytulając, patrząc przez niego na telewizor. Minuta, półtorej i znów niechlujnie położył chłopca na podłodze, wracając do meczu.
Staszkowi minęło już pięć. Siedział na dywanie w salonie, budując z klocków zamek. Jarek przeszedł obok, nie patrząc na niego. Syn też nie wzniósł wzroku. Przyzwyczaił się do nieobecności ojca.
Nie można było nazwać Jarka całkowicie nieudacznikiem. Przynosił pieniądze do domu, pomagał mi w kuchni i sprzątaniu. Ale dzieciństwo syna przegapił. Czy więc dziwić się, iż dorosły Staszek nie postrzegał go jako ojca?
Staszek, jak w szkole? zapytał Jarek kiedyś.
Ehh nic specjalnego, wszystko w porządku odpowiedział niepewnie.
Oceny w porządku? nie poddawał się Jarek. Daj znać, jeżeli coś potrzebujesz, może wskażę coś, co pomogę. Edukacja jest ważna. Nie chcę, żeby mój syn został sprzątaczem.
Nie, tato, dzięki. Wszystko gra mruknął Staszek, uciekając do swojego pokoju.
Może w weekend wybierzemy się na ryby? wołał Jarek, goniąc go.
Staszek już nie reagował. Ja jedynie wiedziałam, iż dziś w szkole ma dyskotekę, zaprosił tam dziewczynę z klasy, w której mu się podoba, a ona odmówiła. Poza tym, wędkowanie go nie kręciło.
Było jasne, iż pociąg odjechał. Staszek nie był już małym chłopcem, który łaknął uwagi ojca. Dzieciństwo, które Jarek chciał nadrobić, przepadło nieodwracalnie. Gdy to pojął, chciał dostać czystą kartę drugie dziecko. Ja, pamiętająca każdą bezsenną noc, stanowczo się sprzeciwiłam.
Wkrótce cała rodzina dowiedziała się o naszych kłótniach.
Córeczko, wiem wszystko, Jareczku mi wszystko opowiedział. Posłuchaj mamy, miej drugie dziecko. Jarek się zmienił, dorósł! Daj mu drugą szansę, to szczęście, mieć jeszcze jedno dziecko!
Moja teściowa dodała:
Grażyno, jeżeli nie urodzisz, możesz go stracić. Mężczyzna marzy, by być ojcem. Nie urodzisz inny się o to zatroska. To też ci się przyda. Pomyśl o przyszłości. Wasz pierwszy syn niedługo wyleci z gniazda. Drugi wzmocni małżeństwo i zapewni wsparcie w starości.
Czułam się podwójnie urażona, słysząc to od innych kobiet. Jakby moje ciało stało się przedmiotem jakiejś szalonej wyprzedaży. Wszyscy widzieli we mnie jedynie matkę i żonę, nie zmęczoną kobietę, która już przeszła tę drogę i doskonale pamięta, jak to się kończy.
W desperacji wpadłam na plan, częściowo absurdalny, ale mający wszystko udowodnić. W szafie znalazłam starą pudełko z rzeczami Staszka i wygrzebałam tam zakurzoną, ale wciąż działającą wirtualną zwierzakotę Tamagotchi. Mały elektroniczny pupil, którego trzeba karmić, bawić, leczyć i sprzątać.
Gdy Jarek wrócił z pracy, podałam mu plastikowe jajko z małym szarym ekranem.
Co to? zapytał zdziwiony, oglądając prezent.
To twój okres próbny. Spróbuj choć ułamek tego, co czeka cię jako ojca. Musisz karmić tę zabawkę co godzinę i dbać o nią. Jak coś źle zrobisz, będzie piszczeć. jeżeli po roku Tamagotchi przez cały czas żyje, uwierzę, iż jesteś gotowy na dziecko.
Jarek spojrzał na mnie pytająco, po czym roześmiał się głośno, uznając to za żart. Gdy zobaczył mój spokojny wyraz twarzy, rozbawienie przerodziło się w irytację.
Naprawdę? Porównujesz żywe dziecko do tej zabawki?
Zrób przynajmniej to. jeżeli nie poradzisz sobie z tą zabawką, to o jakim dziecku mówimy?
Mąż uśmiechnął się, uznając to za drobnostkę, i schował gadżet do kieszeni. Przez trzy pierwsze dni wstawał nocą, by nakarmić wirtualnego pupila. Piątego dnia już się denerwował, ale nie porzucił misji. Po tygodniu narzekał, iż nie radzi sobie z pracą z powodu braku snu.
Ósmego dnia wrócił do domu i rzucił Tamagotchi na stół. Na ekranie pojawił się wyraźny krzyż, oznaczający porażkę.
Zapomniałem nakarmić. W pracy awaria odrzekł Jarek, unikając mojego spojrzenia.
Od tej chwili kłótnie i sprzeczki nie zniknęły, ale ucichły. Atmosfera niezrozumienia i urazy pozostały, jednak Jarek nie nalegał już tak natarczywie.
Trzy lata później życie ułożyło się na nowo. Staszek, już student, przyniósł do domu swoją dziewczynę, a niedługo ogłosili, iż spodziewają się dziecka.
Jarek znów rozbłysł entuzjazmem. Mówił o drugim szansie, tym razem w roli dziadka. Kupił wózek z odłożonych pieniędzy, kupował kombinezony nieadekwatne rozmiarami i zestawy konstrukcyjne z drobnymi elementami. Przysięgał, iż będzie najlepszym dziadkiem na świecie, który pomaga, siedzi i spaceruje.
Patrzyłam na to z zdrowym sceptycyzmem.
Kiedy nadszedł wnuk, historia powtórzyła się przewidywalnie. Pierwsze tygodnie Jarek naprawdę angażował się, kołysał dziecko, robił zdjęcia. Jednak po początkowym entuzjazmie jego zapał wygasł. Z własnej woli młodzi zamieszkali w wynajętym mieszkaniu, a pomoc Jarka sprowadzała się do rzadkich, starannie zaplanowanych weekendowych wizyt, kiedy dziecko było wyprane, nakarmione i w dobrym humorze. Gdy tylko maluch popłakiwał, Jarek znajdował pilną sprawę: telefon w pracy, spotkanie, matka i jej domek na wsi.
Ja wkroczyłam na ratunek, obserwując tę scenę, patrząc na syna i jego zmęczoną dziewczynę, i wiedziałam: podjęłam adekwatną decyzję. Staszek wyroślił w wrażliwego i odpowiedzialnego mężczyznę, nie zostawiającego żony samej. A Jarek pozostał tym, kim zawsze był człowiekiem, który kocha jedynie ideę ojcostwa, nie jego istotę.
**Lekcja:** nie wystarczy kochać pojęcie bycia rodzicem; trzeba codziennie żyć jego prawdziwą odpowiedzialnością, choćby gdy nie ma się na to ochoty.








![Wkrótce otwarcie nowej wystawy w Muzeum Armii Krajowej [ZDJĘCIA]](https://krknews.pl/wp-content/uploads/2026/02/628005872_1852332922187251_9091874312598494104_n.jpg)





