Gdy powiedziałem żonie, iż jej córka to nie mój problem, prawda o naszej rodzinie w końcu wyszła na jaw – historia Roberta, Emilii i trudnych relacji z byłym mężem

twojacena.pl 5 godzin temu

Po latach samotności, gdy wielu moich znajomych już dawno ułożyło sobie życie i założyło rodziny, ja wciąż pozostawałem kawalerem. choćby mój młodszy brat, Grzegorz, miał już żonę i dwójkę dzieci. Rodzina nie szczędziła mi pytań przy każdej okazji kiedy wreszcie odbędzie się mój ślub, kiedy zatańczą na weselu? Sam czułem, iż pora przejść do kolejnego etapu życia. Gdy miałem 34 lata, postanowiłem, iż czas porzucić kawalerską swobodę.

Pamiętam, jak pewnego wieczoru, jeszcze za dawnych lat, wybrałem się do klubu w Warszawie. Tam spotkałem kolegę z pracy, który był w towarzystwie kobiety. Wpadliśmy na siebie przy barze, zaczęliśmy rozmowę.

Witaj, Dawidzie! Co Cię tu sprowadza?
Dobry wieczór, Robercie. To moja koleżanka przyjechała z Wrocławia. Wpadliśmy tu się trochę rozerwać.
Przedstawisz nas?
Oczywiście! To jest Dobrosława.
Miło mi, Dobrosławo. Mam na imię Robert.
Wzajemnie. Nowe znajomości zawsze cieszą. Może zaprzyjaźnimy się?
Byłbym zaszczycony.

Była niezwykle miła, nieco nieśmiała, ale z klasą. Od razu mnie oczarowała. Z rozmowy wyszło, iż Dobrosława ma córkę Zuzannę, która chodziła już do szkoły podstawowej. Początkowo zastanawiałem się, czy dam radę w takiej sytuacji, ale gwałtownie doszedłem do wniosku, iż nie ma w tym nic złego.

Zamieszkaliśmy razem i przez pewien czas wszystko układało się idealnie. Córka Dobrosławy niemal stale była czymś zajęta lekcje, zajęcia pozaszkolne, muzyka. Latem wyjeżdżała do babci na wieś. Dobrosława nie pracowała, sądząc, iż dzięki mojej pensji, która była solidna, nie musimy się martwić o potrzeby rodziny.

Jednak z czasem zauważyłem, iż Dobrosława ma coraz to nowe oczekiwania. Nie chodziło tylko o zakupy spożywcze, ale o kolejne wydatki korepetycje, kursy, wyjazdy. Co rusz potrzebne były dodatkowe złotówki.

Robercie, mogę dostać pieniądze na dodatkowe lekcje dla Zuzi? Przydałoby się też zapłacić za zajęcia z języka i wyjazd na warsztaty.
Nie ma problemu, zależy mi, by dziecko się rozwijało.

Ale z miesiąca na miesiąc wydatki rosły. Cierpliwość kończy się każdemu. W końcu przyszedł czas, gdy nie wytrzymałem musiałem szczerze porozmawiać z żoną.

Dobrosławo, wczoraj dzwoniła wychowawczyni. Szykujcie wycieczkę, zgadza się?
Tak. Zuzanna bardzo chce pojechać, ale to kosztuje. Wszyscy już wpłacili pieniądze, czekają na nas.
Czy naprawdę muszę za wszystko płacić sam? Czemu jej ojciec nie partycypuje w żadnych kosztach?
Wiedziałeś, iż mam córkę! Pogodziłeś się z tym! Gdybyś był skąpy czy zimny, nie wiązałbyś się ze mną. Jestem rozczarowana!

Słowa zakończyły się łzami Dobrosławy, która zamknęła się w sypialni. Czułem się źle, więc przeprosiłem ją i dałem potrzebne pieniądze, jednak niesmak pozostał. Zastanawiałem się, dlaczego ojciec Zuzi nie płaci za nic. Postanowiłem zapytać jeszcze raz.

Dobrosławo, nie chcę się kłócić, ale proszę powiedz mi, czemu nie bierzesz od swojego byłego żadnych pieniędzy na córkę?
Nie chcę tych pieniędzy. Sama wolę o wszystko zadbać.

Ale to nie jest w porządku. W praktyce to obcy mężczyzna ma utrzymywać Twoje dziecko, podczas gdy jej własny ojciec w ogóle się tym nie interesuje!
Ty nazywasz się obcym? Myślałam, iż Zuzi traktujesz jak własną córkę. Myślałam, iż jesteś dobrym człowiekiem.

Nie musisz mnie oskarżać. I ja mogę mieć swoje żale.
Rób jak chcesz. Nie będę prosić mojego byłego męża o pomoc. jeżeli nie chcesz mi już pomagać, sama sobie poradzę. Nie będziemy się przed nikim kajać. Poczujesz ulgę? Rozstańmy się, jeżeli tak trzeba.
Nie rozumiem tej złości. Porozmawiajmy i ustalmy coś naprawdę.

Nie chcę żadnych rozmów. Idę spać. Możesz sobie leżeć na kanapie.

Tej nocy spałem na łóżku w salonie. Przewracałem się niespokojnie, rozmyślając o tym wszystkim. Jasne stało się, iż Dobrosława jest bardzo dumna, zaś ja nie mam żadnego autorytetu dla jej córki. Czułem też, iż z wiekiem Zuzanny te problemy będą tylko narastać. A jej ojciec? Najwyraźniej miał wszystko gdzieś. Któregoś dnia przeglądałem komputer żony i natrafiłem na zdjęcie jej byłego męża w eleganckim aucie, w dobrej marynarce. Nie wyglądało, by klepał biedę. Sam mógłby wesprzeć córkę, gdyby tylko Dobrosława go o to poprosiła. To duma nie pozwalała jej zwrócić się po należne jej wsparcie. Wtedy podjąłem decyzję, by spotkać się z nim osobiście.

Takie to były czasy. Do dziś rozmyślam nad tym, jak łatwo rodzinne sprawy mogą być spętane przez ludzką ambicję i urażoną dumę. Wtedy zrozumiałem, jak ważne są szczerość i wzajemne zrozumienie, choćby jeżeli wszystko wydaje się już przesądzone.

Idź do oryginalnego materiału