Gdy Zosia przypadkiem podsłuchała rozmowę, bo jej przyjaciółka nie rozłączyła się po telefonie, odkryła, co naprawdę myślą o niej i jej rodzinie – ta historia wstrząsnęła jej zaufaniem do ludzi

newsempire24.com 3 godzin temu

Kiedy usłyszałem tę historię od mojego znajomego, całkowicie zmieniło się moje podejście do ludzi, podobnie jak mojej żony. Zaczęliśmy spędzać mniej czasu z przyjaciółmi i rzadziej opowiadaliśmy im o prywatnych sprawach. Nie to, iż nagle przestaliśmy im ufać przez cały czas utrzymujemy dobre relacje ale po prostu przestaliśmy wpuszczać kogokolwiek do naszego domowego świata. Wszystko przez niefortunne zdarzenie, które przytrafiło się mojej bliskiej przyjaciółce Małgorzacie i jej mężowi, Pawłowi.

Tworzyli zgraną paczkę z innym małżeństwem Agatą i Mirosławem. Kobiety znały się jeszcze z czasów studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim, a ich mężowie pracowali razem w jednej z dużych krakowskich firm informatycznych. Kiedyś Agata wyszła za Mirosława, a niedługo później urodziła im się córka. To Małgorzata przedstawiła Pawła swojemu przyjacielowi z pracy i tak powstały dwie zaprzyjaźnione rodziny.

W pewnym momencie Mirosław rzucił robotę i znalazł o wiele lepiej płatną posadę w Warszawie. Agata też złapała dobrą pracę i zaczęli coraz rzadziej widywać się z Małgorzatą i Pawłem. Małgorzata w tym czasie często była na zwolnieniu lekarskim, bo na świecie pojawiły się kolejne dzieci. Szefostwu przestało się to podobać i pod pierwszym lepszym pretekstem została zwolniona.

Paweł musiał pracować na dwa etaty, żeby Małgorzata i ich czwórka dzieci (trzech synów i córka) mieli co jeść i gdzie mieszkać. Mimo wszystko, radzili sobie całkiem nieźle. Kiedy tylko udało im się trochę odłożyć, kupili dom niedaleko Wieliczki. Zadbali o niego, mieli swoje ogródki, powoli remontowali wnętrza. przez cały czas nie byli bogaczami, ale żyło im się coraz lepiej.

Natomiast Agata z Mirosławem nie myśleli o zakładaniu rodziny, skupiali się na karierze, często wyjeżdżali na urlopy do Sopotu czy Zakopanego, żyli według własnego uznania.

Pewnego razu Agata i Mirosław zaprosili Małgorzatę z Pawłem wraz z dziećmi na weekend do swojego domu na wsi pod Tarnowem. Uznali, iż to świetny pomysł, żeby odpocząć od krakowskiego zgiełku. Chcieli urządzić grill, popływać w pobliskiej rzeczce, wybrać się na spacer do lasu. Pogoda aż się prosiła o wyjazd za miasto. Agata zadzwoniła do Małgorzaty, przekazała zaproszenie, a ta ucieszyła się, ale powiedziała, iż musi najpierw pogadać z Pawłem i wieczorem oddzwoni, żeby potwierdzić.

Agata zostawiła przez przypadek telefon na stole, nie rozłączyła rozmowy. Małgorzata usłyszała wtedy, jak Agata rozmawia z Mirosławem o niej i jej rodzinie. To, co padło, wstrząsnęło Małgorzatą do głębi.

Z rozmowy wynikało, iż Agata i Mirosław uważali Małgorzatę i Pawła za kompletnie nieporadnych życiowo. Ich zdaniem, przez czwórkę dzieci nie potrafili wyjść finansowo na prostą, ledwo starczało im od pierwszego do pierwszego. Dom według nich był w opłakanym stanie, dzieci rozpuszczone i krnąbrne, a Małgorzata mówiła wiecznie tylko o pieluchach i katarach. Twierdzili nawet, iż połowę dzieci powinni oddać do domu dziecka.

Paweł, mąż Małgorzaty, rzekomo był wulgarny i prostacki, nie dało się z nim normalnie porozmawiać. Po chwili połączenie samo się rozłączyło. Małgorzata z Pawłem byli w szoku, mieli ochotę pojechać do tych “przyjaciół” i powiedzieć im co o tym sądzą. Jednak nim zdążyli ochłonąć, zadzwonił telefon. To Mirosław radośnie oznajmił, iż wpadną w weekend i czy coś przygotować. Paweł powiedział, iż jasne, zapraszamy, i rozłączył się.

Małgorzata i Paweł przemówili sobie szczerze o całej sytuacji i uznali, iż spokojnie poczekają na wizytę. Agata z Mirosławem przyjechali z niedrogim przetworem kupionym na targu i najtańszymi ciastkami “dla dzieciaków”. Od progu Mirosław rzucił:

No, widzę, jakie tu macie ciasno z kasą, skoro choćby dobrych rzeczy nie możecie kupić! No to my wam dzisiaj zrobimy porządny obiad, bo u nas to zawsze stół ugina się od specjałów. Najpierw coś zjedzcie, a potem pomożecie, bo roboty sporo.

Małgorzata i Paweł byli tak zaskoczeni, iż nie wiedzieli, co powiedzieć. Na dokładkę Agata dodała:

A dlaczego przez cały czas nie macie dzieci? Przecież czas leci…

Nie śpieszy nam się, mamy jeszcze chwilę odpowiedziała Mirosławowi koleżanka.

Agata wywróciła oczami i dodała: Ja już wiem, kto decyduje w tej sprawie. Tylko prości ludzie mają dzieci od razu, mądrzy najpierw żyją dla siebie.

Na te słowa wszyscy zamilkli. Było jasne, iż Agata i Mirosław wiedzą wszystko o rodzinie Małgorzaty, choć nie powinni. Po krótkiej, wymuszonej rozmowie, “przyjaciele” znaleźli wymówkę, żeby gwałtownie wrócić do siebie.

Co o tym myślicie? Czy Małgorzata z Pawłem powinni byli potraktować gości ostrzej, czy też lepiej zachować spokój? Jak wy byście postąpili na ich miejscu?

Idź do oryginalnego materiału