Gorycz na dnie duszy: „Już dawno powinieneś trafić do domu dziecka! Wynoś się z naszej rodziny!” – krzyczałam łamiącym się głosem do kuzyna Dymka, którego kiedyś kochałam jak brata. Dziecięca fascynacja, rodzinne spotkania przy polskim stole, podziw dla jego rysunków… wszystko zmieniło się po śmierci jego mamy. Przygarnęliśmy go, choć jego własny ojciec umył ręce. Dymek, starszy o dwa lata, od pierwszego dnia zaczął wyliczać swoje żądania: kolejka elektryczna, magnetofon, jeansy, kurtka z Pewexu… Rodzice spełniali wszystko, a on odwdzięczał się kłamstwami, kradzieżą mojej skarbonki i podrywaniem mnie, a później moich koleżanek. Nikt nie chciał o tym słuchać, a kiedy podniosłam głos, odwrócił się ode mnie na zawsze. Rodzina już wcześniej znała jego drugie oblicze, ale nikt nie ostrzegł nas na czas. Dymek został w końcu mężem nieugiętej Kaśki, która latami znosiła jego zdrady, kłamstwa i opuszczenie, także wtedy, gdy zamieszkał z inną w Kazachstanie. Po latach Dymek wrócił, został wzorowym katolikiem, mają wnuki… Ale ja do dziś nie potrafię przełknąć goryczy tej historii, choćby z miodem.

naszkraj.online 5 godzin temu
GORYCZ NA DNIE DUSZY Dom dziecka dawno już na ciebie czeka! Wynoś się z naszej rodziny! wrzeszczałam głosem, który ledwo mnie słuchał. Adresatem mojego najwyższego oburzenia był mój kuzyn, Bartek. Boże, jak ja go kiedyś kochałam! Jasne jak świeże zboże włosy, niebieskie oczy, zawsze szeroki uśmiech. Cały Bartek. Często cała rodzina zjeżdżała się na imieniny […]
Idź do oryginalnego materiału