Jak chcesz, to sobie zrób!

polregion.pl 2 godzin temu

Tobie się zachować sama się zachowuj westchnęła matka, patrząc na syna.

Mamo, ty urodziłaś dla siebie, nie dla mnie, to i zajmij się swoim Jasiem sam. Ja muszę się wyspać przed szkołą.

Krzysiek, no tak często cię nie proszę. Tylko raz go odprowadź. W końcu pierwszy wrze, wszyscy będą z rodzicami…

Właśnie, z rodzicami przerwał syn. A gdzie byli moi, jak ja miałem linie? Zawsze z malcem. To niech on teraz pójdzie sam, nie złamie się.

No nie zawsze… Tylko parę razy tak było. Ale my nie specjalnie…

No to teraz też „nie specjalnie” spokojnie odparł Krzysiek i wypił łyk kawy.

Anna poczuła się bezradna. Nie spodziewała się takiego oporu. W końcu oni go utrzymują, a on ani myśli pomagać.

Słuchaj zaczęła, marszcząc brwi. Żyjesz w rodzinie. W rodzinie się pomaga. My z tatą dla ciebie robimy wszystko dajemy kieszonkowe, sprzątamy, gotujemy, czasem choćby w twoim pokoju. To i ty bądź tak miły.

A ja nie prosiłem, żebyście sprzątali mój pokój. I bez kieszonkowych też bym dał radę. Mam już osiemnaście lat, nie jestem ani dzieckiem, ani niańką. Moje zdanie też się czemuś liczy.

Po tych słowach Krzysiek wziął kubek i poszedł do siebie. A Anna została sama z ciężarem na sercu i gorszą myślą: iż jej syn jest egoistą.

Kiedy to się stało?

Pierwsze małżeństwo Anny nie wyszło. Ojciec Krzysztofa nigdy nie dorósł wolał wylegiwać się na kanapie, grać i scrollować telefon, zamiast budować rodzinę. Czasem pracował, ale ledwo starczało mu na siebie. W końcu Anna postawiła sprawę na ostrzu noża rozwiodła się i wyjechała do matki.

Gdy wyszła za mąż drugi raz, Krzysiek miał pięć lat. W tym wieku dziecko jeszcze akceptuje nowego rodzica. Piotr gwałtownie znalazł z nim wspólny język i niedługo stał się „ojcem”.

A gdy Krzysiek miał dziesięć lat, urodził się Jaś. Może od tego momentu wszystko zaczęło się psuć, choć Anna tego nie widziała.

Wtedy po raz pierwszy Krzysiek poszedł na rozpoczęcie roku sam. Anna po porodzie ledwo się trzymała na nogach. Piotr pracował, dziadkowie byli za daleko jedni w Krakowie, drudzy na działce.

Krzysiu, no to się tak złożyło… Dasz radę sam? zapytała przepraszająco. Wiesz, iż gdybym mogła, to bym poszła…
Wiem westchnął. Nic się nie stało. Nie jestem już mały.

Wtedy Ani wydawało się, iż wszystko w porządku. Może i był zawiedziony, ale nie narzekał. Jak się okazało pamiętał to doskonale.

Trzy lata później historia powtórzyła się. Tym razem Krzysiek musiał iść sam, bo Jaś złapał infekcję w przedszkolu.

A chorował często. Pewnego razu przyniósł choćby ospę akurat przed wycieczką Krzysztofa do Warszawy. Chłopak musiał zostać w domu.

Mamo, no ja rozumiem, ale czy on musi być wszędzie? Może go chociaż na kwarantannę odstawisz? zirytował się, gdy Anna smarowała mu plamy zielonką.
Krzysiu, jesteśmy rodziną… Gdzie on, tam i ja. A ja po domu chodzę, gotuję…

Anna rozumiała syna. Za każdym razem, gdy Jaś chorował, zaraz łapał to i Krzysiek. Ale uważała to za nieuniknione.

Z czasem chłopak zaczął się buntować, gdy proszono go o pomoc. Najpierw nie odmawiał wprost tylko zwlekał albo robił tak, iż Anna wolała zrobić to sama. Zaniepokoiło ją to, ale zrzucała na wiek. choćby gdy zaczęły się kłótnie.

Dlaczego ja mam usunąć kurz w salonie, skoro nie przebywam? To wyje tam z małym, od was ten bałagan! wybuchnął pewnego dnia.
Za to jesz w kuchni odparła. A sprzątam tam ja. I gotuję przy okazji.
Ty każdy okruszek wycierasz. Gdybym żył sam, to bym tak nie szalał. Tobie to potrzebne, to sobie rób.

Czasem Anna zmuszała go do pomocy. Czasem przymykała oko nerwa nie było warto. I tak doszli do tego, iż nie było komu odprowadzić Jasia do szkoły. Dziadkowie daleko, Piotr w delegacji, Anna nie mogła wyjść z pracy. A Krzysiek pierwszy raz odmówił wprost.

Co teraz?

Najpierw zadzwoniła do męża.

A tak? Dorosłości chce? No to niech spróbuje warknął Piotr. Jak chce, to niech zobaczy, jak to jest bez „tato, podwieź” i „mamo, odbierz paczkę”.
Tylko bez ostrych ruchów zlękła się Anna. On już i tak się od nas oddala. A tak to całkiem ucieknie.
Niech ucieka. Zobaczymy, jak sobie poradzi bez naszego wsparcia.

Anna westchnęła. Mąż miał trochę rację, ale bała się. Piotr był uparty i choć kochał Krzysztofa jak syna, mógł postawić twarde warunki.

Problem z Jasiem rozwiązała koleżanka z pracy, Ola. Nie tylko odprowadziła chłopca, ale i zabrała go później na lody. To nie to samo, co rodzice, ale zawsze coś.

Olu, jesteś zbawieniem podziękowała Anna, gdy odbierała syna. Wstąp na herbatę.
Spoko. Ty też mojego parę razy odebrałaś. Trzeba się trzymać.

Anna jednak namówiła ją na kawę. I zwierzyła się z problemów ze starszym synem. Ola miała tylko dwadzieścia sześć lat pamiętała, jak to jest być nastolatkiem.

Wiesz, ja rozumiem Krzysztofa westchnęła. Samamusiała zająć się młodszym rodzeńswem. Może za bardzo na niego naciskasz? Dla niego sprzątanie to nie obowiąz

Idź do oryginalnego materiału