– Jak długo jeszcze zamierzasz rodzić? – zapytała mnie z ironią moja teściowa.

newskey24.com 4 dni temu

Co ty, jakaś wytwórnia bobasów jesteś? Ile tych dzieciaków jeszcze planujecie mieć? z przekąsem zapytała mnie teściowa, pani Wiesława.
Cześć, pani Wiesiu! Tak miło jak zawsze odparła spokojnie Małgosia. To, iż Michał powiedział, iż spodziewamy się dziecka, aż tak panią zirytowało? zapytała grzecznie.

A jak myślisz? Przecież po trzecim wnuku prosiłam, żebyście już skończyli z tym rozmnażaniem! Ale jak grochem o ścianę. Specjalnie dałam ci na sylwestra paczkę prezerwatyw, żebyś w końcu wzięła się w garść! posapnęła teściowa pod nosem.

Małgosia aż się uśmiechnęła, przypominając sobie, jak to na urodziny najstarszego syna, mama Michała wręczyła jej prezent wielką paczkę prezerwatyw, oczywiście z ukrytym przekazem, iż czas skończyć z produkcją wnuków.
O, dostaliśmy wiadomość, ale z naturą człowiek nie wygra odpowiedziała Małgosia z miną niewiniątka.
Żarty sobie stroisz? To radź sobie sama z tą swoją gromadką, bo ja wymiękam. Pomagać już nie będę
No, adekwatnie to

Nie zdążyła dokończyć, bo telefon zapiszczał i rozłączyło rozmowę. Małgosia rzuciła aparat na łóżko, uśmiechnęła się pod nosem i pogładziła po jeszcze zupełnie płaskim brzuchu. Spodziewali się czwartego dziecka i to własnie doprowadzało panią Wiesławę do białej gorączki. Dziewczyna nie bardzo rozumiała, czemu teściowa aż tak się tym przejmuje.

Bo prawda jest taka, iż teściowa nigdy nie pomagała przy wnukach jakoś specjalnie. Najwyżej raz w miesiącu odwiedzi małych, a poza tym tylko na święta doniesie jakiś prezent raczej symboliczny niż z polotem. Małgosi się to nie podoba, ale siedziała cicho. Mogłaby, stać ją przecież, kupić dzieciom czekoladki albo jakieś ciuszki, no ale po co? Widocznie nie miała ochoty. Gniew trzymała w sobie choćby do męża nie mówiła nic na temat teściowej.

Za to Michał nie narzekał zarabiał całkiem godnie, Małgosia też tu i ówdzie dorabiała, ogarniając biznesik w domu. Gdy zaczęło wpadać więcej grosza, pozwoliła sobie na zatrudnienie opiekunki, żeby miała czas popracować, a dzieciaki nie przeszkadzały jej w domowym biurze. Niania chodziła z nimi na spacery, bawiła się, a Małgosia mogła w spokoju zabrać się za kolejne zamówienia.

Rodzinka jak z katalogu gdyby nie wieczne fochy Wiesławy. Od początku nie przepadała za synową, a po trzecim wnuku otwarcie pokazywała, iż ma już dosyć. Najbardziej się zagotowała, kiedy Małgosia zaszła w trzecią ciążę i choćby doradzała usunięcie. Z czasem wnusię pokochała, jakby była jej ulubioną. Ale kiedy wydawało się, iż okręt płynie po spokojnych wodach, przyszła wieść o czwartym dziecku. Małgosia z Michałem wcale nie planowali tak gwałtownie powiększać rodziny, ale cóż stało się, Pan Bóg dał dziecko, to i sił na wychowanie doda!

Radosna nowina raczej nie rozczuliła pani Wiesi. Małgosia podejrzewała, iż teściową martwi to, iż syn przestanie ją wspierać finansowo. Michał co miesiąc odpalał mamie konkretną kwotę i to chyba najwięcej ją stresowało. Kolejne dziecko to wyższe koszty, więc i jej zapas zniknie.

A Małgosia wcale nie miała nic przeciwko temu, by Michał pomagał matce dopóki nie szkodzi to dzieciom. Póki co starczało na wszystko, więc kibicowała mężowi choćby przy najbardziej szlachetnych gestach: to mama za jego fundusze wyleczyła sobie zęby, to nad morzem wypoczęła, to mieszkanie odmalowała.

Ale jeżeli Małgosia miała rację i Wiesława naprawdę boi się o swoja kasę, z każdym wnukiem nerwy będzie miała coraz większe. Tylko te wieczne pouczanki i wzdychania mogą młodej matce do reszty napsuć zdrowia.

Oczywiście, żadna jej interwencja nie zachęci Małgosi ani Michała do przerwania ciąży. Decyzja już zapadła: czwarte dziecko będzie i koniec!
Zostaje jedno pytanie: czy teściowa ma w ogóle prawo wtrącać się w liczbę wnuków?

Idź do oryginalnego materiału