Jak ziemia może nosić takie matki! Odesłała swoje własne dziecko do domu dziecka, bo nie chciała go leczyć, a chłopczyk miał zaledwie cztery lata.
Moja najbliższa przyjaciółka to Wanda. Znamy się od ponad trzydziestu lat. Jest cudowną osobą i byłaby świetną matką, ale los nie dał jej i jej mężowi własnych dzieci. Mimo tego nie rozeszli się łączy ich wyjątkowo silna więź i prawdziwa, głęboka miłość.
Mam dwie córki. Wanda została ich matką chrzestną to przecież moja najlepsza przyjaciółka, mieszka tuż po sąsiedzku. Dlaczego miałabym wybrać kogoś innego? Pamiętam, jak Wanda bawiła się z moimi dziećmi, wielokrotnie zostawała z nimi, gdy jej potrzebowałam. Potem często obie płakałyśmy w kuchni, iż nie może mieć swojego dziecka.
I pewnego dnia zadzwoniła do mnie dalsza kuzynka mojego ojca, żeby powiedzieć, iż jej daleka krewna zamierza umieścić syna w domu dziecka. Lekarze postawili trudną diagnozę, a ta kobieta nie miała pieniędzy na leczenie. Jej matka zresztą nie przejmowała się dzieckiem interesowały ją tylko własne sprawy, uganiała się za mężczyznami.
Wanda opowiedziała mi o wszystkim i wyznała, iż czuje, iż powinna pojechać i zobaczyć chłopca. Potem jej mąż przyznał, iż od razu, gdy Wanda popatrzyła na dziecko i zobaczyła jego smutne oczy, wiedziała, iż nie może go tam zostawić. On też się zgodził.
Nie było łatwo. Ponad rok intensywnej rehabilitacji, wizyty u kolejnych specjalistów. Okazało się, iż chłopiec jest autystyczny, ale Wanda i jej mąż zrobili dla niego wszystko. Udało się powoli wyprowadzili go na prostą.
Może trudno w to uwierzyć, ale dziś Mateusz ma już 24 lata. To normalny, młody mężczyzna, skończył studia wyższe, zdobył sportowe medale i jest prawdziwą dumą swojej rodziny.
Wczoraj wróciłam z jego ślubu.











