Jak nogi rozkładać, to potraficie. Ale gdy trzeba wziąć odpowiedzialność, to lepiej zrezygnować z dziecka

twojacena.pl 1 dzień temu

Dawno temu, w szarym blokowisku pewnego polskiego miasta, żyła sobie Lidka z mężem. Dziecko ich było wyczekane i upragnione. Przez dziewięć miesięcy mąż, Wojtek, otaczał ją troską, odprowadzał i przyprowadzał z politechniki. Szczególnie w śliskie dni zakazywał jej wychodzić, byleby tylko nic jej się nie stało.

Lecz tuż przed porodem wysłano go w delegację. Mógł odmówić i tak planował rzucić pracę, gdy tylko dziecko przyjdzie na świat. Bo nie po to się zakłada rodzinę, by żona sama radziła sobie z niemowlęciem.

Skurcze zaczęły się, ledwo Wojtek odjechał. Ból był nie do zniesienia, a do tego nie miał jej kto podać ręki. Nie tak miało wyglądać powitanie ich pierworodnego.

Dziewczynka urodziła się zdrowa, ale Lidce nie chciało się choćby dzwonić do męża z nowiną. Niech się dowie od obcych, skoro wyjechał.

Okiem obrzuciła salę. Naprzeciw leżała czterdziestoletnia Krystyna. Przy drugim łóżku młoda dziewczyna, Kinga, gadała przez telefon. A pod drzwiami jakaś kobieta wtuliła twarz w ścianę, tłumiąc szloch.

Lidka, wyczerpana porodem, opadła na szpitalną poduszkę z niebieskim znaczkiem i zapadła w sen. Jakby świat wokół przestał istnieć.

Będzie pani karmić dziecko? usłyszała przez mgłę. Ocknęła się, pełna radości.

Ale pielęgniarka stała przy płaczącej kobiecie pod drzwiami.

No co, nic nie mówisz? Weź je choć na ręce. Spójrz, jaka śliczna. Kobieta zastygła, ale się nie odwróciła.

Jak się rozkładać, to każdy potrafi. A jak wziąć odpowiedzialność, to lepiej oddać dziecko mruknęła pielęgniarka i wyszła.

Pierwsza odezwała się Krystyna, nie kryjąc emocji:

Myślisz, iż ja tego dziecka chciałam? Czterdzieści trzy lata mam, syn żonaty, niedługo wnuczka będzie. A tu taka historia Co teraz zrobić? Dziecko niewinne. Jakbyś nie chciała, to byś nie donosiła. A teraz ma się tułać po domach dziecka? Pomyślałaś, jak jej będzie, gdy od początku świata ją zdradzą?

Ania rozpłakała się jeszcze głośniej. Już nie ukrywała łez szlochała, jakby ktoś otworzył tamę.

Co ci po płaczu? nie ustępowała Krystyna. Bierz dziecko, karm i nie bądź głupia.

Może ją zgwałcili? wtrąciła Kinga, odkładając telefon. Albo to dziecko od kogoś bliskiego ojczyma może?

Lidka słuchała i czuła, jakby to ona zawiniła. Przecież ma szczęście mąż ją kocha, rodzice wspierają. A ta kobieta? Nikomu niepotrzebna. I dziecko też.

Dziewczynka wyrośnie z goryczą. Bo rodzice pili. Bo mężczyzna, który obiecywał małżeństwo, uciekł, gdy tylko dowiedział się o ciąży.

Nie będzie baloników na powitanie, nie będzie kwiatów dla matki. Gdzie pójdzie sama? A z dzieckiem gdziekolwiek?

Zrobiło się Lidce wstyd i żal tych ludzi. Zapytała:

A gdyby było gdzie iść, to byś wzięła dziecko?

Ania spojrzała na nią jak na wariatkę:

Oczywiście, ale tak się nie stanie. Wzięła to za kpinę, znów odwróciła się do ściany i zamilkła.

A po kilku godzinach Lidka powiedziała uroczyście:

Będziecie mieszkać w akademiku. Moja mama jest kierowniczką. Zostaniesz sprzątaczką, a wam dadzą pokój.

O! odezwała się Kinga. Mam nowy kocyk na wypis. Zadzwonię do męża, mamy dwa, po co nam tyle?

A ja ubranka przyniosę dodała Krystyna. Po mojej córce zostały, nie nowe, ale czyste i zadbane. Nam niepotrzebne, mam syna. Wnukom i tak kupią nowe.

Nazajutrz kobiety z innych sal zaczęły przynosić rzeczy. Jedna wózeczek, druga kołderkę, ktoś pieluszki.

A ja nic nie mam westchnęła młoda dziewczyna z sąsiedniej sali. Kupię mleko modyfikowane, na wszelki wypadek.

Ania wybuchnęła płaczem, ale już nie z rozpaczy, tylko z wdzięczności za to nieoczekiwane dobro.

Oddam, zarobię mamrotała. A kobiety klepały ją po ramieniu:

Oddaj komuś, kto będzie potrzebował.

Wieczorem, zasypiając, Lidka myślała, jak pięknie się wszystko ułożyło. Ani będzie dobrze. Spotka jeszcze dobrego człowieka.

A jej córeczka? Będzie miała mamę. I to najważniejsze.

Idź do oryginalnego materiału