Jak ośmieszyłam swoją teściową – pewnie do dziś pamięta ten dzień

newsempire24.com 13 godzin temu

To wszystko wydarzyło się na samym początku mojego życia małżeńskiego, kiedy ja i mój mąż, Wojciech, właśnie się pobraliśmy. Pamiętam ten czas jak przez mgłę snu, w którym codzienność mieszała się z czymś osobliwym i nieuchwytnym. Już od samego początku zaskakiwało mnie niezwykłe zachowanie mojej teściowej, Wandy.

Na naszym weselu w Warszawie była tak spięta i ponura, iż można by pomyśleć, iż przyszła na stypę, a nie na ślub własnego syna. Po uroczystości, kiedy zmuszeni byliśmy mieszkać u niej, bo nie mieliśmy jeszcze własnego mieszkania, każda chwila u jej boku stawała się coraz bardziej surrealistyczna.

Już od przekroczenia progu jej mieszkania powitała nas niecodzienną serdecznością, za którą kryło się coś nieokreślonego. Myślałam, iż jej sztywność podczas wesela była wynikiem złego samopoczucia, ale z uśmiechu, który przypominał pękniętą porcelanę, wyzierała cicha agresja, okraszona złośliwym żartem i ukrytą drwiną. Jakby chciała mi dokuczyć, ale nie bezpośrednio. Zaczęła mi robić uwagi pod pretekstem matczynych rad.

Często budziła się w środku nocy, żeby ponownie umyć naczynia, które wieczorem dokładnie już wyczyściłam. Zdumiona kiedyś zapytałam ją, co robi o takiej porze, a ona z dziecięcą niewinnością w głosie odparła, iż zmywa brudne talerze.
Czyli moje mycie jest złe? pomyślałam wtedy sennie, a cień tej myśli na zawsze pozostał w mojej głowie.

Długi czas nie rozumiałam jej zachowania. Sądziłam, iż te uprzejme przytyki wynikają z troski i traktowałam je jak porady. choćby zwierzałam się jej z kłopotów między mną a Wojciechem.

Zupełnie niespodziewanie dowiedziałam się od mojej przyjaciółki, Magdy, która pracowała jako kierowca w miejscu pracy teściowej, iż Wanda opowiadała współpracownikom niestworzone rzeczy o naszej rodzinie. W plotkach grałam rolę bezwzględnej i interesownej, a Wojciecha przedstawiała jako niezaradnego i biednego. Życie rodzinne zaczęło przypominać dziwną grę.

W tym momencie zrozumiałam, iż Wanda wcale nie jest moją sprzymierzeńczynią.

Teściowa była obsesyjnie pedantyczna. Jej mieszkanie w śródmieściu było czyste jak sala operacyjna, a od nas wymagała niemal laboratoryjnej sterylności. Próbowaliśmy ja i Wojciech stanąć na wysokości zadania, ale jej oczekiwania były nie do spełnienia.

Gdy wyjechała na dwutygodniową delegację do Krakowa, zostawiła nam wyraźne polecenie utrzymania idealnej czystości. choćby najmniejszy paproch na dywanie lub włos w łazience groził istną katastrofą. Wiedzieliśmy, iż po jej powrocie czeka nas inspekcja, więc postanowiliśmy wziąć urlop od gruntownych porządków, sprzątać tuż przed jej powrotem.

Wanda jednak zaplanowała wszystko inaczej i podała fałszywą datę powrotu chciała nas zaskoczyć i przyłapać na braku porządku. Co więcej, zamierzała przyprowadzić ze sobą gromadkę koleżanek, by zrobić mi wstyd. Ich przyjazd miał być niczym senna procesja nieoczekiwanych gości.

Na szczęście Magda, moja czujna przyjaciółka, podsłuchała podstępny plan teściowej i uprzedziła mnie. Poczułam wtedy świdrujący gniew, a we śnie rzeczywistość zadrgała dziwnością: zabrałam się do sprzątania z zapamiętaniem i wyczyściłam wszystko tak, iż błyszczało jak lustrzane odbicie. Potem czekałam.

Wanda zjawiła się z orszakiem koleżanek i uśmiechniętym kierowcą. Wchodziły do mieszkania cicho, a każda z nich wyglądała jak postać z barwnego malowidła na suficie kościoła. Wanda triumfalnie otworzyła drzwi, prowadząc swój senno-rzeczywisty pochód.

Ich zdziwienie, gdy zobaczyły lśniące, wręcz nierealnie czyste mieszkanie, było tak komiczne, iż czułam się jak bohaterka absurdu. Koleżanki Wandy spoglądały na nią z niemałym zdumieniem, szeptały do siebie, a ja wróciłam spokojnie do swojego odkurzacza, odstawiając go na miejsce.

A skąd ty znalazłaś tak czysty dywan? zapytałam z uśmiechem, posyłając Wandzie szczyptę słowiańskiej ironii.

Teściowa pobladła, marszcząc się jak stara brukselka, przeszukiwała każdy zakamarek mieszkania, a ja mocno trzymałam ręce, powtarzając w myślach: “Nic nie znajdziesz, nic nie znajdziesz!”

W rezultacie Wanda stała się obiektem żartów w pracy, jej plotki przestały być słuchane. Część współpracowników nagle zaczęła brać moją stronę w rodzinnych sporach. Wyrządziłam jej niemały uszczerbek na dumie i choć minęło już siedemnaście lat, pewnie tamten sen wciąż powraca w jej pamięci.

Idź do oryginalnego materiału