Jak szeroko nogi rozkładać, to potraficie. Ale gdy trzeba wziąć odpowiedzialność, to lepiej zrezygnować z dziecka

polregion.pl 13 godzin temu

**Dziennik, 15 listopada**

Cóż za dzień Kiedy nogi rozkładać, to każdy potrafi. Ale wziąć odpowiedzialność za dziecko to już lepiej się poddać.

Lidia i jej mąż, Marek, od dawna marzyli o dziecku. To miał być ich pierwszy, upragniony potomek. Przez dziewięć miesięcy Marek otaczał ją troską odprowadzał na uczelnię, wracał po zajęciach, a w czasie śliskich zimowych dni wręcz zakazywał wychodzić z domu. A tuż przed porodem wysłano go w delegację. Mógł odmówić, przecież i tak planował zrezygnować z pracy po narodzinach dziecka. Nie godzi się ciągle jeździć po świecie, gdy mama zostaje sama z niemowlęciem.

Skurcze zaczęły się, ledwo Marek odjechał. Ból nie do zniesienia, a do tego pustka nie tak wyobrażała sobie ten moment.

Dziewczynka urodziła się zdrowa, ale Lidia nie miała ochoty dzwonić do męża. Niech się dowie od obcych.

Rozejrzała się po sali. Naprzeciw leżała czterdziestokilkuletnia Krystyna. Przy drugim łóżku młoda dziewczyna, Kinga, gadała przez telefon. A pod drzwiami jakaś kobieta płakała, twarząc do ściany.

Po tym, co przeszła na sali porodowej, Lidia padła na poduszkę z niebieskim stemplem i zapadła w głęboki sen.

Będzie pani karmić? usłyszała przez mgłę. Otworzyła oczy z nadzieją, ale pielęgniarka stała przy płaczącej kobiecie.

Dlaczego pani milczy? Weź dziecko choć na ręce. Zobacz, jaka śliczna mówiła łagodnie. Kobieta nie odwróciła się.

Jak nogi rozkładać, to każdy potrafi. Ale dziecko wychować to już za trudne? Pielęgniarka westchnęła i wyszła.

Pierwsza odezwała się Krystyna, nie kryjąc emocji:

Myślisz, iż ja chciałam to dziecko? Mam czterdzieści trzy lata, syn już żonaty. niedługo wnuczka, a tu taka niespodzianka! Ale co teraz? Dziecko nie jest winne. jeżeli nie chciałaś, to po co donosiłaś? Żeby teraz wędrowało po domach dziecka? Myślałaś, jak będzie żyło, odrzucone od pierwszego dnia?

Kinga odłożyła telefon i dodała:

Może ją zgwałcili? Albo dziecko od kogoś bliskiego ojczyma?

Lidia słuchała, czując dziwną winę. Miała wszystko kochającego męża, wsparcie rodziców, a i tak narzekała. A tu kobieta, której nikt nie potrzebuje. I ta mała, która już na starcie dostała od życia cios.

Wyrośnie, pełna goryczy. Bo rodzice pili. Albo dlatego, gdyż mężczyzna, który obiecywał małżeństwo, uciekł na wieść o ciąży.

Nie będzie balonów, kwiatów, żadnej radości. Matka sama, bez pomocy, z dzieckiem na rękach.

I wtedy Lidia zapytała:

jeżeli będzie gdzie iść, zabierzesz ją?

Kinga spojrzała na nią jak na wariatkę:

Oczywiście, ale to niemożliwe. Wzięła to za szyderstwo i znów odwróciła się do ściany.

Dwie godziny póżniej Lidia oświadczyła uroczyście:

Będziecie mieszkać w akademiku. Moja mama jest kierowniczką. Znajdzie ci pracę przy sprzątaniu i pokój.

O! Kinga oderwała się od telefonu. Mam nowy kocyk na wypis. Zadzwonię do męża, mamy dwa, po co nam tyle?

A ja przyniosę ubranka dodała Krystyna. Po mojej córce zostały, nie nowe, ale czyste i zadbane. Syn ma już swoje dzieci, wnukom i tak kupują nowe.

Następnego dnia kobiety z innych sal zaczęły przynosić rzeczy. Wózek, łóżeczko, kołderkę.

A ja nie mam nic westchnęła jedna z pacjentek. Kupię mleko modyfikowane, na wszelki wypadek.

Kinga wybuchnęła płaczem, ale tym razem z ulgi.

Oddam wszystko, zarobię mamrotała. A inne matki głaskały ją po ramieniu:

Oddasz komuś, kto będzie potrzebował.

Wieczorem, zasypiając, Lidia myślała, iż wszystko dobrze się ułoży. Kinga znajdzie jeszcze dobrego człowieka. A jej córeczka będzie miała dom.

Czego więcej trzeba?

**Lekcja na dziś:** Czasem najciemniejsza chwila przynosi nieoczekiwane światło. Wystarczy, iż ktoś poda rękę.

Idź do oryginalnego materiału