Ale jak to, nie chcesz przyjąć nazwiska męża? wybuchła moja teściowa w Urzędzie Stanu Cywilnego, aż wszyscy obejrzeli się zaskoczeni.
Ania wcale nie marzyła o ślubie. Skończyła dopiero dziewiętnaście lat, kiedy zaszła w ciążę ze swoim chłopakiem z liceum, z którym była już kilka lat. Czuła, iż nie ma wyjścia nie chciała, żeby jej dziecko wychowywało się bez ojca.
Choć Bartek był starszy, to jednak mentalnie był dzieckiem i totalnym maminsynkiem. Przynajmniej nie uciekł od odpowiedzialności jasno powiedział, iż się ożeni i będzie ojcem. Ruszyły więc przygotowania weselne.
Ania tak naprawdę chciała po cichu powiedzieć tak, a nie robić wielkie przedstawienie. Ale okazało się, iż jej rodzina i przyszła teściowa mają zupełnie inne plany: koniecznie bal na sto fajerek. Ania nie mogła pojąć, po co wydawać takie worki pieniędzy na imprezę, skoro za te oszczędności mogłaby urządzić kącik dla dziecka, kupić wózek czy pieluszki. Ale nikt jej nie słuchał. Restaurację, suknię, choćby listę gości wszystko wybrała za nią teściowa razem z jej siostrą. Pytała ją kto? Ola jej własna siostra i chrzestna, i oczywiście pani Danuta, matka Bartka!
Gdy przyszło do przymiarki sukni ślubnej, Ania miała ochotę schować się pod ziemię. Czarna wizja koronek, błyszczących ozdób i miliona falban aż ją bolała. Ani Ola, ani pani Danusia nie słynęły z dobrego smaku Gdy Ania odmówiła udziału w przymiarkach, natychmiast usłyszała, iż jest niewdzięcznicą i sprawia wszystkim przykrość. Ale zbytnio się tym nie przejęła miała na głowie maturę, egzaminy no i nadchodzący poród.
Na ślub przyszła w zwykłej, prostej białej sukience, która układała się na niej idealnie i w której czuła się dobrze. Właśnie wtedy wszystko się zaczęło.
Rodzina Bartka nie miała pojęcia, iż Ania nie zamierza przyjąć jego nazwiska. Bartek wiedział nie zrobił żadnych scen. Ale pani Danuta dostała szału i zaczęła krzyczeć przez całą salę:
Jak to możliwe, iż nie chcesz nazywać się jak mój syn?!
Ania tylko uśmiechnęła się pod nosem i odsunęła się na bok. Wiedziała, iż następnego dnia czeka ją kolejne przedstawienie wiejskie wesele u rodziny Bartka na Podkarpaciu. Szkoda było jej nerwów. Jej małżeństwo przetrwało ledwie kilka lat. Bartek okazał się mizernym mężem i ojcem z przypadku całe weekendy ślęczał przy komputerze i miał rodzinę gdzieś. Aż pewnego dnia Ania nie wytrzymała, spakowała się i po prostu wyjechała.
Pani Danuta nie mogła tego przeboleć. A Ania wreszcie mogła spokojnie odetchnąć poczuła się wolna i szczęśliwa jak nigdy dotąd.












