„Jak to nie zamierzasz zajmować się dzieckiem mojego syna?” – nie wytrzymała przyszła teściowa – Po pierwsze, wcale nie odwracam się od Igorka. Przypomnę, iż w tym domu to właśnie ja po pracy, jak przystało na porządną żonę i matkę, zarywam drugi etat przy gotowaniu, praniu i sprzątaniu. Mogę pomóc i podpowiedzieć, ale nie zamierzam całkowicie przejmować na siebie obowiązków rodzica. – Jak to nie zamierzasz?! To co, jesteś taka dwulicowa? – D…a jesteś, Rytka. Kto chce pracować, jeżeli mu za to nie płacą? – jak zwykle na zjeździe klasowym, Swietka postanowiła skrytykować wszystko i wszystkich. Ale czasy, kiedy Rita nie miała nic do powiedzenia, już dawno minęły. Teraz nie bała się odpowiedzieć, więc nie przepuściła okazji i odprawiła z kwitkiem złośliwą Swietkę. – jeżeli musisz się martwić, skąd wziąć pieniądze, to nie znaczy, iż każdy ma takie same problemy – wzruszyła ramionami. – Ja po tacie mam dwa mieszkania w Warszawie. Jedno jego, gdzie mieszkaliśmy do rozwodu rodziców, a drugie dostał po babci i dziadku, potem przeszło na mnie. A ceny najmu tam są zupełnie inne – spokojnie wystarcza mi na życie i przyjemności, więc nie muszę brać pracy byleby tylko płacili. Ty przecież dlatego zmieniłaś zawód z lekarki na ekspedientkę? To był sekret. Rita obiecała nikomu o tym nie mówić. Ale jeżeli Swieta rzeczywiście chciała zachować tę informację w tajemnicy, powinna uważać, co mówi – przynajmniej nie nazywać publicznie Rity „d…ą”. Naprawdę myślała, iż to jej ujdzie płazem? jeżeli tak, to d…a na pewno nie Rita. – Sprzedawczyni, serio? – Obiecałaś milczeć! – oburzyła się Swieta, po czym wybiegła z restauracji z płaczem. – Dobrze jej tak – komentował Andrzej po chwili ciszy. – Też tak uważam. Kto ją w ogóle zaprosił? – dopytywała się Tania. – Przecież ja wszystkich zapraszałam – głosem przepraszającym powiedziała Anna, była przewodnicząca klasy. – Pamiętałam, iż Swieta nie była zbyt miła w szkole, ale ludzie przecież się zmieniają. Chyba. Nie wszyscy. – Nie zawsze – wzruszyła ramionami Rita. Cała grupa się roześmiała, a po chwili zaczęto dopytywać Ritę o jej pracę. To było zwykłe zainteresowanie – nikt nie wyśmiewał jej wyboru ani nie obrażał. Mało kto znał tę branżę (i nikt nie życzyłby jej choćby wrogowi), przez co krążyło wiele mitów i nieporozumień. Wszystko to Rita wyjaśniała podczas rozmowy z dawnymi znajomymi. – Po co w ogóle ich leczyć, skoro to bez sensu? – zapytał któryś z dawnych kolegów ze szkoły. – A kto powiedział, iż nie ma sensu? Słuchajcie, miałam chłopca, pięć lat. Podczas porodu wydarzyło się coś złego, doszło do niedotlenienia – i w konsekwencji opóźnienia rozwoju psychicznego. Rokowania, jak na taki przypadek, były dobre – po prostu zaczął mówić później, około trzeciego roku życia, teraz rodzice prowadzą go do logopedy i neurologa. Ale ma duże szanse pójść do zwykłej szkoły i nie mieć w życiu większych problemów. A gdyby nikt się nim nie zajął – wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. – Czyli nie musiałaś szukać pracy dla pieniędzy, więc zajęłaś się czymś społecznie potrzebnym – podsumował Waldek. Po czym rozmowa przeszła na temat życia i rodzin innych kolegów. Rita nagle poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Uznała, iż to paranoja, ale potem znowu miała to wrażenie. Rozejrzała się dyskretnie – nikt nie patrzył. Uspokoiła się, wróciła do rozmowy, a w końcu całkiem zapomniała o dziwnym przeczuciu. Tydzień później. Rano, szykując się do pracy, Rita zauważyła, iż jej samochód został zablokowany. Zadzwoniła pod numer widoczny za szybą obcego auta, odebrał młody mężczyzna, przepraszając i natychmiast obiecał zjechać i odblokować miejsce. – Przepraszam najmocniej – był bardzo uprzejmy. – Przyjechałem załatwić sprawy, nie było gdzie stanąć, tylko tak. Nazywam się Maks. – Rita – przedstawiła się. Maks wywarł na niej dobre wrażenie. Sposób bycia, styl, choćby perfumy sprawiły, iż chętnie poszła z nim na randkę. Potem jeszcze na jedną. Po trzech miesiącach nie wyobrażała sobie życia bez Maksa. Tym bardziej iż zarówno matka Maksa, jak i jego syn z pierwszego małżeństwa przyjęli Ritę bardzo ciepło. Dziecko okazało się wymagające, ale Rita – dzięki doświadczeniu zawodowemu – gwałtownie odnalazła z Igorem wspólny język. Doradziła Maksowi, jak lepiej nawiązywać kontakt z synem i pracować nad jego rozwojem. Pod koniec pierwszego roku związku zamieszkali razem – Rita przeprowadziła się do Maksa i Igora. Swoje mieszkanie bez problemu wynajęła przez to samo biuro, co dwa warszawskie. Wtedy zaczęły się pierwsze niepokojące sygnały. Na początku drobiazgi – „pomóż Igorkowi się ubrać”, „posiedź chwilę, póki pójdę do sklepu”. To jeszcze było do zaakceptowania – Rita miała z chłopcem dobry kontakt, a sama akurat nic ważnego do zrobienia. Stopniowo jednak prośby stawały się coraz bardziej uciążliwe. Rita musiała poważnie porozmawiać z Maksem – iż jego dziecko to przede wszystkim jego odpowiedzialność. Jest gotowa pomagać w miarę możliwości, ale nie zamierza brać na siebie większości obowiązków, bo Igor nie jest jej synem, a zawodowo z dziećmi pracuje i tak aż nadto. Maks niby się zgodził, a potem, tuż przed ślubem, zaczęli z matką układać szczegółowy plan rehabilitacji syna i wnuka. Ale wyraźnie sugerowali, iż to Rita będzie się tym zajmować po pracy. – Zaraz, zaraz, spokojnie – przerwała im. – Mieliśmy się dogadać, Maks, iż swoim synem zajmujesz się sam. Nie proszę cię, byś pomagał mojej mamie, robił jej remont czy rozwiązywał jej problemy – sama wszystko ogarniam, ile mogę. – No, ale co porównujesz – prychnęła przyszła teściowa. – Matka to dorosły, dziecko to dziecko! Chyba nie sądzisz, iż po ślubie będziesz dalej odsuwać się od Igorka, a my to zaakceptujemy? – Po pierwsze, nie odsuwam się od Igorka. Przypomnę, iż ogarniam tutaj gotowanie, pranie i sprzątanie po pracy. Ale rehabilitacji Igora na siebie nie wezmę – to syn Maksa, więc to Mak powinien robić najwięcej. Mogę pomóc i doradzić, ale nie przejmę całości obowiązków. – To jak to – nie zamierzasz? Jesteś obłudna! Umiesz opowiadać swoim znajomym o pracy, ale jeżeli trzeba naprawdę dzieckiem się zajmować – już nie ma cię w pobliżu? – O co adekwatnie wam chodzi? – zdziwiła się Rita. Wtedy nagle zrozumiała – przypomniała sobie, iż matka Maksa dorabiała w tej samej restauracji, gdzie odbywał się zjazd klasowy. No jasne, wszystko zaplanowali, by przerzucić na mnie odpowiedzialność za ich dziecko? – Myślałaś, iż naprawdę mam ochotę być z kimś takim jak ty? – nie wytrzymał Maks. – Gdyby nie Igor i twoja praca, choćby bym na ciebie nie spojrzał… – No to nie patrz – zdjęła pierścionek, rzuciła nim w byłego już narzeczonego. – Pożałujesz – zagrozili Maks z matką. – Normalnemu facetowi niepotrzebna taka szara mysz z marną pracą bez pieniędzy. – Mam dwa mieszkania w Warszawie, o pieniądze się nie martwię – odpaliła Rita. I gdy zobaczyła ich miny, spokojnie poszła się pakować. Oczywiście, zaraz potem próbowali się pogodzić, zasypując ją obietnicami, przeprosinami i zapewnieniami o wielkiej miłości. Rita – nie będąc „d…ą” – nie uwierzyła im. Pośmiała się tylko, iż Maks stracił swoją „myszkę” i raczej to nie ona będzie żałować. Całą sytuację potem opowiadali ze znajomymi ze szkoły, śmiejąc się z absurdu. A Rita przez cały czas marzy, by spotkać człowieka, który pokocha ją nie za pieniądze czy umiejętności, ale po prostu za to, kim jest. A póki co, wystarczy jej ukochana praca, przyjaciele i może… kot – on przynajmniej pozwala się wychować, w odróżnieniu od niektórych mężczyzn.

naszkraj.online 10 godzin temu
Jak to nie zamierzasz opiekować się dzieckiem mojego syna? nie wytrzymała teściowa. Po pierwsze, nie wybrzydzam na Igorka odpowiedziała spokojnie Rita. Chciałabym tylko przypomnieć, iż to właśnie ja, po pracy, jak przykładna żona i matka, biorę na siebie drugi etat w kuchni, pralni i przy sprzątaniu. Chętnie pomogę, podpowiem, ale nie zamierzam brać na siebie […]
Idź do oryginalnego materiału