Kto się opiekował babcią, to nie ma znaczenia! Mieszkanie i tak należy do mnie! spierają się moja matka i ja.
Moja matka grozi mi procesem sądowym. Dlaczego? Bo mieszkanie po babci nie należy do niej ani do mnie, tylko do mojej córki. Barbara uważa to za skrajną niesprawiedliwość. Według niej lokum po babci powinno przypaść jej, ale babcia Stanisława postanowiła inaczej najprawdopodobniej dlatego, iż mój mąż Paweł i ja mieszkaliśmy u niej i opiekowaliśmy się nią przez ostatnie pięć lat.
Moją matkę można określić jako egoistkę. Zawsze stawiała własne potrzeby ponad potrzeby innych. Była zamężna trzykrotnie, ale ma tylko dwoje dzieci: mnie Annę Kowalską i moją młodszą siostrę Grażynę. Z Grażyną mam dobry kontakt, ale z mamą relacje już nie są tak bliskie.
Ojca prawie nie pamiętam. Rozwiódł się z matką, gdy miałam dwa lata. Do sześciu lat mieszkałam z matką u babci Stanisławy. Z jakiegoś powodu babcia wydawała mi się nieprzyjemna pewnie dlatego, iż Barbara ciągle płakała. Dopiero kiedy dorosłam, zrozumiałam, iż była to dobra osoba, chcąca, by jej córka stała się samodzielna.
Po pierwszym rozwodzie matka po raz drugi wyszła za mąż i zamieszkała ze swoim nowym mężem Janem. W tej małżeństwie urodziła się Grażyna. Barbara mieszkała z Janem siedem lat, po czym się rozwiodła. Tym razem nie pojechaliśmy do babci. Jan pojechał do pracy, a my zostaliśmy w jego mieszkaniu na kilka lat. Po trzech latach Barbara po raz trzeci wyszukała nowego partnera Krzysztofa i przeprowadziliśmy się do jego domu.
Krzysztof nie był zachwycony, iż Barbara ma dzieci, ale nigdy nie robił nam krzywdy. Po prostu nas ignorował. Matka wciągnęła się w nowy związek, zazdrościła mu i robiła hałaśliwe sceny przy rozbijanym porcelanie.
Raz w miesiącu Barbara zaczyna pakować, ale Jan zawsze ją powstrzymywał. Grażyna i ja przyzwyczailiśmy się do tego i przestaliśmy jej zwracać uwagę. Zajmowałam się wychowaniem Grażyny, bo mama nie miała na to czasu. Dobrze, iż mieliśmy babcie bardzo nam pomagały. Potem wstąpiłam do domu studenckiego, a Grażyna zamieszkała u Stanisławy. Ojciec pomagał nam, a matka dzwoniła jedynie w wakacje.
Przyzwyczaiłam się do tego, iż mama nie troszczy się o nas. Grażyna nie tolerowała tego i zawsze broniła się przed matką. Najbardziej obraziła się, gdy Barbara nie przybyła na jej zakończenie szkoły.
Dorastamy. Grażyna wychodzi za mąż i przeprowadza się z mężem do Poznania. Ja i Paweł nie spieszymy się z małżeństwem, choć jesteśmy razem od lat. Mieszkamy w wynajętym mieszkaniu w Krakowie. Często odwiedzam babcię, jesteśmy sobie bliskie, ale staram się nie zakłócać jej spokoju.
Nagle babcia zachorowuje i trafia do szpitala. Lekarze mówią, iż potrzebuje stałej opieki. Zaczynam codziennie ją odwiedzać, robię zakupy, gotuję, sprzątam i rozmawiam z nią. Dbam też o to, by brała leki o wyznaczonych porach. Przez sześć miesięcy regularnie ją odwiedzam, czasem z Pawełem, który pomaga naprawić drobne usterki i posprzątać mieszkanie.
Babcia proponuje, byśmy wprowadzili się do niej, żebyśmy mogli zaoszczędzić na własnym mieszkaniu i nie wydawać pieniędzy na czynsz. Bez wahania zgadzamy się mam z babcią świetne relacje, a ona lubi Paweła. Wprowadzamy się i po sześciu miesiącach odkrywam, iż jestem w ciąży. Decydujemy, iż dziecko zostanie w naszym rodzinnym domu, a babcia cieszy się na przyjście prawnuczka. Świętujemy w lokalnej kawiarni z krewnymi, ale matka nie przychodzi i nie dzwoni z gratulacjami.
Gdy nasza córeczka Zuzanna ma dwa miesiące, babcia upada i łamie nogę. Muszę jednocześnie dbać o babcię i małe dziecko, więc potrzebuję pomocy mamy. Dzwonię, proszę o wsparcie, ale Barbara odmawia, mówiąc, iż jest chora i przyjdzie później. Obietnica nie zostaje spełniona.
Sześć miesięcy później babcia przechodzi udar i zostaje przykuty do łóżka. Opieka nad nią staje się niewyobrażalnie trudna. Gdyby nie Paweł, nie wiem, jak bym przetrwała. Z czasem babcia wraca do mowy, znów chodzi i je. Po udarze żyje jeszcze dwa i pół roku, widząc, jak jej prawnuczka zaczyna chodzić. Umiera spokojnie we śnie. Dla nas to ogromny cios kochaliśmy babcię i bardzo jej brak.
Matka przychodzi jedynie na pogrzeb, a po miesiącu wraca, by wyrzucić nas z mieszkania i przejąć je dla siebie. Jest pewna, iż ma do tego prawo. Nie wie, iż babcia w testamencie po narodzinach Zuzanny zapisała jej to lokum. Dlatego matka nic nie dostaje.
Oczywiście Barbara nie jest zadowolona. Żąda, bym oddała jej mieszkanie, grożąc procesem. Jak podłość! Zabrałaś babci dom, a teraz samodzielnie w nim mieszkasz! Nie przejdziesz z tym tak daleko! To mieszkanie ma należeć do mnie!
Wiem, iż matka nie dostanie lokum. Mam notariusza i prawnika, którzy potwierdzili, iż mieszkanie jest naszym prezentem od babci. Będziemy w nim mieszkać i, jeżeli nasze drugie dziecko będzie dziewczynką, nazwę je na cześć babci.






