Jako dziecko byłam ciekawa, kim jest mój ojciec. Dorastałam w domu dziecka i z czasem jego nieobecno…

newsempire24.com 4 godzin temu

Jako dziecko zawsze byłam ciekawa, kto jest moim ojcem. Wychowywałam się w domu dziecka i z czasem jego nieobecność stała się dla mnie czymś tak oczywistym jak cotygodniowy rosół w niedzielę. W wieku czternastu lat poznałam ojca moich dzieci i wtedy zupełnie nie zależało mi na tym, żeby szukać własnego taty. Życie po prostu płynęło dalej.

Później rozstałam się z partnerem i właśnie wtedy zupełnie przypadkiem los sam popchnął mnie w stronę ojca. Prowadzę własny biznes i pewnego pięknego dnia zjawił się u mnie klient. Rozgadaliśmy się, jakbyśmy się znali od lat, i nie wiedzieć czemu, zdradziłam mu, iż nigdy nie spotkałam swojego ojca. Ten pan postanowił mi pomóc. Ojca znaleźliśmy w małej wiosce pod Ostrołęką, gdzie całe życie przeżył według własnego rozkładu jazdy.

Kiedy w końcu go spotkałam, poczułam emocje nie do opisania. Ogromne szczęście! Zaczęłam snuć plany: wspólne wyjazdy, codzienne rozmowy, drobne przysługi. Kupowałam mu ubrania, rozpieszczałam, jeździliśmy razem na wycieczki i to ja płaciłam za wszystko nieważne, czy miał grosz, czy nie. Patrzyłam na niego zaniedbanego i samotnego i miałam wrażenie, iż powinnam nadrobić wszystkie te zgubione lata.

On opowiadał, iż jest sam; iż ma dzieci we wsi, ale one nie pozwalają mu mieć kobiety, bo według nich każda, która się do niego zbliża, robi to wyłącznie dla jego pieniędzy. Poprosiłam, żeby przedstawił mi tę kobietę, o której mówił i którą jak twierdził kocha. Zgodził się. Poznałam ją: skromna, pracowita kobieta, która opiekowała się ojcem. Po jej zachowaniu widać było, iż jest w porządku. Ale dzieci mojego ojca nie akceptowały jej. Wyzywali ją, dzwonili po policję, traktowali jak zło konieczne.

Kiedy spytałam ją, dlaczego tak robią, przyznała, iż ojciec ma domy, działki i spore oszczędności w banku, a dzieci boją się, iż ktoś mu coś zabierze.

Od tego momentu zaczęły się plotki. Mówili, iż pojawiłam się, żeby zabrać ojcu wszystko, co ma. choćby nie nosiłam przecież jego nazwiska. Ale on bardzo chciał, żebym się na nie przemianowała ponoć taka jego ostatnia wola. Ja nie chciałam kłopotów, ale w końcu się zgodziłam. Od tego czasu tylko się pogorszyło. Liczba słownych przytyków wzrosła, konflikty przeszły z trybu szeptanego na tryb krzykliwy.

Z kobitką ojca coraz bardziej się zaprzyjaźniłam. Zaproponowałam im cichy ślub i wzięli go potajemnie. Dzieci otrzymały wtedy zapał rzeżuchy w marcu były złe na cały świat: na nich, na mnie, na pogodę. Powiedziałam im, iż ojciec ma prawo być szczęśliwy. Małżeństwo rodziców nie zawsze było usłane różami, ale któregoś razu, już po ślubie, zaprosiłam ich razem na wyjazd. Zwykle jeździłam z samym ojcem. Tym razem jego żona spytała mnie, ile dołożę do kosztów odparłam z uśmiechem, iż nie dołożę nic, bo jak jeżdżę z ojcem, to ja go sponsoruję.

I wtedy usłyszałam od niej coś, co mną wstrząsnęło: iż nic z tego, co myślałam o ojcu, nie jest prawdą. Ojciec przez całe życie świetnie się miał finansowo, tylko dzieci go trzymają za portfel. Nie pozwalają na żadne wydatki ani na siebie, ani na przyjemności. Ja myślałam, iż ledwo wiąże koniec z końcem, bo mieszkał w niedokończonym domu i wyglądał na ubogiego, a tak naprawdę pieniędzmi rządził ktoś inny.

Od tamtej pory starałam się go zachęcać, żeby cieszył się tym, co ma. Ale on tylko wzdychał, iż dzieci mu nie pozwalają. Po ślubie jego żona zaczęła prosić, żeby choć trochę dorzucił się do domu, do zakupów, do życia. Przy każdej takiej prośbie wybuchał jak czajnik na gazie. Ostatecznie dawał ale po burzy histerii. Opowiadała mi o tym i nie widziałam w tym nic niestosownego.

Któregoś dnia, gdy byłam u nich razem, poprosiła go, żeby kupił obiad dla jej ojca. Ojciec się zagotował: Ty zapłać, bo dzisiaj znowu to samo, dość tego!, i zaczęła się awantura. Stanęłam w jej obronie. Zapytałam go, czy chciałby, aby mój mąż odmówił jedzenia mojemu dziadkowi. Powiedziałam, iż to nie fair ta kobieta gotuje mu, pierze, troszczy się, a on? On mi odburknął, iż ma dość tych ciągłych próśb o wydatki na dom.

Wtedy mnie tknęło: ojciec był chciwy wobec tej, która codziennie troszczyła się o niego, a niezwykle hojny wobec dzieci, które przychodziły tylko po zapomogę.

Ostatecznie jego związek się rozpadł. Teraz mieszka sam. Niby jedna córka się nim zajmuje, ale wszyscy wiedzą, iż to on utrzymuje ją, zięcia i wnuki. Pozostałe dzieci dzwonią, rozkazują, a on przelewa bez mrugnięcia okiem. Kobiecie, która była przy nim, zawsze odmawiał.

Nie jestem już wobec niego taka sama. Kocham go, ale nie jak dawniej. Nie zapraszam na wyjazdy, kontakt sporadyczny. jeżeli nie zadzwonię ja, on nie zadzwoni wcale. Nie umiem już być tamtą córką. Trochę mnie to smuci, bo odnalezienie ojca było dla mnie jak wygrana w totka, a teraz… jakby dla mnie nie istniał.

Idź do oryginalnego materiału