**Dziennik osobisty**
Tobie trzeba ty i rób usłyszałam od syna, gdy poprosiłam go o pomoc.
Mamo, urodziłaś dla siebie, a nie dla mnie, więc zajmij się swoim Jasiem sama. Ja muszę się wyspać przed zajęciami odparł Kacper, przeciągając się leniwie na kanapie.
Kacper, przecież tak rzadko cię o coś proszę. Tylko raz, żebyś odprowadził go do szkoły. To przecież pierwszy września, wszyscy będą z rodzicami
Właśnie z rodzicami przerwał mi syn. A gdzie byli moi, kiedy ja miałem akademie? Zawsze z malcem. Więc niech i teraz idzie sam, świat się nie zawali.
Nie zawsze Tylko kilka razy tak było. Ale to nie było specjalnie
No to teraz też tak wyszło odparł spokojnie Kacper, popijając herbatę.
Zamarłam. Nie spodziewałam się takiego oporu. W końcu my go utrzymujemy, a on ani myśli angażować się w życie rodziny.
Słuchaj zaczęłam, marszcząc czoło. Żyjesz w rodzinie, a w rodzinie wszyscy powinni sobie pomagać. My z tatą pomagamy tobie dajemy kieszonkowe, gotujemy, sprzątamy, czasem choćby w twoim pokoju. Więc bądź tak miły i odwdzięcz się.
A ja nie prosiłem, żebyście sprzątali mój pokój. I bez kieszonkowych też dam radę. Mam już osiemnaście lat, nie jestem małym chłopcem ani niańką. Moje zdanie też powinno się liczyć.
Po tych słowach wstał, wziął kubek i poszedł do swojego pokoju. Zostałam sama. Z ciężarem na sercu, nierozwiązanym problemem i co gorsza z myślą, iż mój syn jest egoistą.
Kiedy takim się stał?
Mój pierwszy małżeństwo było porażką. Ojciec Kacpra nigdy nie dorósł wolał wylegiwać się na kanapie, grać w gry i scrollować telefon niż budować rodzinę. Czasem pracował, ale zarabiał grosze, ledwo starczało na niego samego. W końcu podjęłam decyzję rozwód i powrót do mamy.
Gdy wyszłam za mąż po raz drugi, Kacper miał pięć lat. Wtedy jeszcze zaakceptował Andrzeja, który gwałtownie stał się dla niego tatą.
Ale gdy Kacper skończył dziesięć lat, urodził się Jaś. Pewnie wtedy zaczęły się problemy, choć ja ich wtedy nie widziałam.
Wtedy Kacper pierwszy raz poszedł sam na rozpoczęcie roku. Ja byłam po porodzie w kiepskim stanie, a Andrzej pracował. Babcie mieszkają daleko jedna w Poznaniu, druga na działce.
Kacperku, no tak wyszło Dasz radę sam, prawda? spytałam nieśmiało. Wiesz, bardzo chciałabym pójść z tobą, ale
Wiem westchnął. Nic się nie stało. Jestem duży.
Wtedy myślałam, iż wszystko w porządku. Może był smutny, ale poszedł, nie narzekał. Jak się okazało zapamiętał to na długo.
Trzy lata później sytuacja się powtórzyła. Tym razem nie poszłam, bo Jaś złapał infekcję w przedszkolu.
Chorował często. Raz choćby przyniósł ospę akurat przed wycieczką Kacpra do Krakowa. Syn musiał zostać w domu.
Mamo, rozumiem, ale mam już dość chorowania. Może choć na kwarantannę go odizolujecie? warknął, gdy smarowałam mu plamy zieloną farbą.
Kacper, jesteśmy rodziną Ja chodzę po domu, gotuję Nie da się całkiem się odciąć.
Z jednej strony go rozumiałam. Za każdym razem, gdy Jaś chorował, zaraz łapał to i Kacper. Z drugiej uważałam to za coś normalnego.
Z czasem syn zaczął się buntować, gdy prosiłam go o pomoc. Najpierw nie odmawiał wprost, ale robił wszystko tak, iż wolałam zrobić to sama. Zrzucałam to na wiek nastoletni. choćby gdy zaczęły się kłótnie.
Dlaczego mam sprzątać w salonie, skoro tam nie bywam? To wy z Jasiem tam siedzicie, więc wy też możecie wytrzeć kurz powiedział raz.
Ale bywasz w kuchni odparłam. A sprzątam tam ja. I gotuję przy okazji.
Ty wycierasz każdą kroplę wody. Gdybym żył sam, nie przejmowałbym się takimi rzeczami. Tobie to potrzebne więc ty to rób.
Czasem zmuszałam go do sprzątania. Czasem przymykałam oko szkoda nerwów. I do czego to doprowadziło
Teraz Jaś nie miał komu iść na rozpoczęcie roku. Babcie daleko, mąż w delegacji, a mnie nie zwolnili z pracy. Kacper po raz pierwszy otwarcie odmówił, choć miał wolne.
Co teraz?
Zadzwoniłam do męża.
Rozumiem. Zapragnął dorosłości? No to niech spróbuje mruknął Andrzej. Jak chce, to niech żyje sam.
Tylko bez przesady zlękłam się. Już go tracimy. A tak to zupełnie ucieknie.
Niech ucieka. Zobaczymy, jak sobie poradzi bez tato, podwieź i mamo, odbierz mi paczkę. My mu przecież nie odmawiamy.
Westchnęłam. Miał rację, ale bałam się. Andrzej był uparty i, choć kochał Kacpra, mógł postawić twarde ultimatum.
Problem z Jasiem rozwiązała moja przyjaciółka Ola, z którą kiedyś chodziłyśmy razem do przedszkola. Nie tylko zabrała go na akademię, ale i poszła z dziećmi do parku. To nie to samo, co rodzice, ale zawsze coś.
Ola, dziękuję, wybawiłaś mnie powiedziałam, gdy po pracy odebrałam Jasia. Chodź, napijemy się herbaty.
Spoko. Ty też kilka razy zabierałaś mojego. Matki muszą trzymać się razem uśmiechnęła się.
Zaprosiłam ją do domu i opowiedziałam o problemach z Kacprem. Ola była tylko trochę starsza od niego miała dwadzieścia sześć lat. Urodziła wcześnie, więc pamiętała, jak to jest być nastolatkiem.
Rozumiem go westchnęła. Sama byłam pomocą domową dla rodziców. Miałam dwie młodsze siostry Może za bardzo na niego naciskasz? Dla niego sprzątanie to absurd, dopóki mieszka z wami. A Jasia no, urodziłaś go dla siebie. Ale i ciebie rozumiem. To jednak rodzina.
Nie naciskam. Chcę tylko, żeby obowiązki były sprawiedliwe.
Dla ciebie sprzątanie to obowiązek, dla niego bezsensowny kaprys. Ja też tak kiedyś myślałam.
Co mam robić? Andrzej wróci za tydzień Jest wściekły i mówi o wyrzuceniu Kacpra.
Może to i pomysł odparła. Masz dwie opcje













