„Jeśli twój mąż pojawi się przy wyjściu ze szpitala po porodzie, wracamy i odchodzimy!” – powiedział ojciec swojej córce.

newsempire24.com 9 godzin temu

Ja i mój mąż byliśmy zupełnie zdruzgotani! powiedziała Renata, lat pięćdziesiąt. To, co zrobił ten młody człowiek, nie sposób opisać słowami… Całą ciążę ona przeżyła sama, bez żadnej jego pomocy, to nie bajka do opowiadania, nie ma słów, by wyrazić… Wysłał ją na aborcję, a potem wyrzucił ją z mieszkania, które razem wynajmowali. I rozpowiadał wszędzie, iż to nie jego dziecko iż ona niby zaszła w ciążę z kimś innym. Zupełnie mi zszargał nerwy, serio!

Rozumiem… W ostatnich tygodniach przed porodem wydawało się, iż się trochę uspokoił, podobno zadzwonił do Alicji, rozmawiał normalnie, pytał o zdrowie jej i dziecka, choćby kto będzie i kiedy się rodzi. Ale ani razu nie pojawił się przez te wszystkie miesiące, nie kupił choćby czapeczki, nie przyniósł jej jabłka… W czwartek zostałem dziadkiem! Jutro wypisują ją ze szpitala. Córka i mój mąż powiedzieli mi, iż Robert ma przyjść odebrać ich ze szpitala. Zatkało nas! Po wszystkim…

Może człowiek próbuje się poprawić? Może warto dać mu szansę? Nie wiem dokąd to zmierza, ale razem z moim ojcem jesteśmy całkowicie przeciwni. Powiedziałem Ci, żadnej pomocy od niego przez całą ciążę. Gdzie on ją teraz zabierze z dzieckiem? Alicja mówi, iż wynajął jednopokojowe mieszkanie Co za absurd, z noworodkiem w jakimś pensjonacie, choćby nie w Warszawie, tylko gdzieś nie wiadomo gdzie! Ojciec Alicji powiedział jeżeli ten palant pojawi się na wyjściu, odwracamy się na pięcie i wychodzimy, a Ty możesz sobie żyć po swojemu…

Alicja, córka Renaty i jej męża, ma dwadzieścia sześć lat. Miła dziewczyna, ukochana córka, jedyne dziecko w rodzinie. Półtora roku temu Alicja zaczęła spotykać się z Robertem, którego jej rodzice niezbyt lubili.

Robert nie ma wykształcenia, chodził do szkoły, ale jak twierdzi po prostu nie przystąpił do matury z głupiego powodu. Renata podejrzewa, iż nie zdał choćby egzaminów w dziewiątej klasie, ale nie mówi o tym, żeby nie wyszło na jaw zbyt wiele.

Pracuje jako tragarz w firmie meblowej i liczy, iż zarobi nieźle. Na jego poziom, bez żadnego wykształcenia to choćby dobrze. Oficjalna pensja śmieszna, ale większość zarabia na fuchach i napiwkach. Klient zamawia nowe meble, chłopaki z firmy je dowożą, a stare rozkręcają i wynoszą. Czasami te stare meble są w dobrym stanie, można je sprzedać, właścicielowi nie zależy bierzesz i robisz co chcesz.

Generalnie, jakoś sobie radzi, obraca się i wychodzi na swoje.

Alicja ma dyplom uniwersytecki, jest specjalistką od marketingu, przed ciążą pracowała w agencji reklamowej, nosiła garsonki i szpilki, spotykała się z ludźmi na swoim poziomie. Ale nagle pojawił się Robert meble, które przywiózł do jej biura, czy coś takiego i tak się poznali.

Zamieszkali razem, na przekór wszystkim! opowiada Renata. Wszyscy jej znajomi byli w szoku, nikt nie rozumiał, chyba.

Potem nagle Alicja zaszła w ciążę. Robert zupełnie nie chciał się żenić i przez prawie dziewięć miesięcy doprowadzał całą rodzinę do szału. Alicja wróciła do rodziców, gdzie szykowali się na przyjście dziecka. Remont w jej pokoju, kupili rzeczy dla malucha, opłacili poród w dobrej klinice.

I teraz on przychodzi, pokazuje palcem i wszystko, co zrobiliśmy, nie znaczy nic! Renata prawie płakała. Ona gotowa jest nas zostawić i pójść do niego, kto wie jakie mieszkanie, z dzieckiem. Co powinni zrobić porządni rodzice w takiej sytuacji? Po prostu pozwolić odejść i życzyć szczęścia? Czekać, aż znowu wróci do nas roztrzęsiona, bez butów na nodze? Prędzej czy później tak się stanie!

Czy uważacie, iż adekwatne jest postawić córce ultimatum: jeżeli przyjdzie, wychodzimy? Czy rodzice powinni wspierać dziecko w jej decyzji? Ona postanowiła wybaczyć i dać mężowi drugą szansę i tak jest?

Czy można usprawiedliwić rodziców?

Idź do oryginalnego materiału