– Jurek, czy ty siebie słyszysz? Mam w wieku czterdziestu lat chodzić z brzuchem, żeby naprawić błęd…

twojacena.pl 4 godzin temu

Jurek, ty siebie w ogóle słyszysz? Chcesz, żebym po czterdziestce znów chodziła z ciążowym brzuchem, żeby naprawić błędy twojej młodości?

A dlaczego to ja mam płacić za to, iż w twoim garażu ciekawiej było ci niż ze swoim własnym synem? pytała Hanna z nieudawaną irytacją.

Haniu, daj już spokój! naciskał Jerzy. Byłem głupi! Nie doceniałem, nie wiedziałem, co tracę. Teraz wszystko skończone, Szymon choćby nie traktuje mnie jak ojca!

A czy w czymś się myli? Hanna z goryczą uśmiechnęła się. Siedemnaście lat żył z tobą jak z lokatorem, a nie ojcem. Myślałeś, iż dziecko można włączyć i wyłączyć jak telewizor, gdy najdzie ochota na zabawę w rodzinę?

Jerzy spochmurniał, spojrzenie nabrało znajomej złości. Tej samej, którą Hanna widywała przy każdej rozmowie o jego ojcowskich powinnościach.

Haniu, daj już spokój! To przeszłość. Daj mi jeszcze jedną szansę domagał się uparcie.

Żebyś się pobawił, a potem znowu wszystko zostawił na mojej głowie i kolejne dziecko wychowywało się bez ojca? Hanna skrzyżowała ramiona. Dziękuję, jeden raz mi wystarczył! Nie, Jurek, choćby nie chcę o tym słyszeć.

Na twarzy męża odmalowała się kombinacja urazy i gniewu. Nie miał żadnych argumentów, więc tylko prychnął i wbił wzrok w telefon.

Wtedy konflikt ucichł. Na razie. Problem jednak pozostał i rozmowa zostawiła w Hanny sercu ciężki żal. To choćby nie o głupie żądania męża chodziło. Było jej żal jej syna, Szymona.

…Hanna miała dwadzieścia trzy lata, gdy Szymon przyszedł na świat. Pamiętam, jak dziś, iż stała wtedy przed szpitalem, zmęczona i szczęśliwa, trzymając w ramionach maleńką istotę zawiniętą w biały kocyk.

Jerzy krążył wokół nich jak sokół, nie odstępując na krok. Promieniał z radości, poprawiał kocyk, całował Hannę w czoło, a czasem z szacunkiem brał syna na ręce.

Cały ja! choćby dołeczek na brodzie ma taki jak mój mówił z entuzjazmem. Teraz jestem tatą, Haniu!

Dopiero teraz to wszystko do mnie dociera. Zrobię dla niego wszystko, będę z nim spędzał czas, jeździł na spacery, przewijał, nauczył grać w piłkę Będę najlepszym tatą na świecie, zobaczysz!

Hanna patrzyła na niego ze wzruszeniem, wierząc bez zastrzeżeń w każde słowo. Wydawało jej się, iż czeka ich idealna rodzina, pełna miłości i wspólnych radości.

Ale rzeczywistość okazała się, jak to często bywa, dużo bardziej prozaiczna i sroga…

…Głęboka noc. Krąży po pokoju z ciemnymi workami pod oczami, kołysząc na rękach wrzeszczące z bólu kolkowego dziecko. Już trzeci raz tej nocy. Jerzy z niezadowoleniem przewraca się w łóżku, wciągając kołdrę na głowę.

Uspokój go wreszcie! syczy. Muszę wstać rano do pracy!

W takich momentach Hanna wycofywała się do innego pokoju ze łzami bezsilności w oczach. Dziecko płakało jeszcze głośniej, ale nie miała wyboru. Zamykała drzwi i godzinami kołysała Szymona, by Jerzy mógł się wyspać.

Weekend. Ona, wykończona po całym tygodniu bez snu, nieśmiało prosi:

Jurek, może pospacerujesz z nim chociaż dwie godzinki? Padam z nóg, chcę trochę pospać

Haniu, może później? Teraz nie mogę, mam plany. Z chłopakami mieliśmy naprawiać samochód.

Ale ja już naprawdę nie daję rady

Haniu, jesteś przecież silna! Dasz sobie radę. Ja zaraz wrócę i pomogę.

Zamykały się drzwi, pozostawiając Hannę samą z jej siłą i niekończącymi się matczynymi obowiązkami. Później nigdy jednak nie przychodziło.

Czas płynął. Szymon rósł. Hanna starała się jeszcze ratować więź ojca z synem. Przychodziła do Jerzego siedzącego w fotelu przed telewizorem, podając mu rumianego malucha wyciągającego ku niemu rączki.

Weź go, pobaw się chwilę prosiła, już nie dla odpoczynku, tylko by ocalić rodzinę.

Jerzy brał syna niechętnie, jakby wręczano mu podejrzaną paczkę. Trzymał go na wyciągniętych rękach, nie przytulał, a oczy miał wlepione w telewizor. Minuta, dwie i odkładał syna na dywan, wracając do meczu.

Szymon miał już pięć lat, gdy bawił się w salonie na dywanie klockami. Ojciec przechodził obok, choćby na niego nie spojrzał. Syna to już nie dziwiło zdążył się przyzwyczaić, iż ojca nie ma w jego życiu.

Jerzy nie był zupełnie beznadziejnym mężem. Przynosił pieniądze do domu, choćby czasem pomagał Hani w gotowaniu i sprzątaniu.

Ale dzieciństwo syna przespał. Nic dziwnego, iż dorosłego Szymona już nie traktował jak ojca.

Szymonku, jak ci w szkole? próbował niby się dowiedzieć Jerzy.

Eee… Dobrze, wszystko okej odpowiadał syn zmieszany.

Oceny w porządku? Jakby co, mów, mogę podpowiedzieć. Nauka jest ważna.

Nie chcę, byś został cieciem!

Nie, tato, dam sobie radę mówił Szymon i czym prędzej uciekał do swojego pokoju.

W weekend pójdziemy na ryby, co ty na to?! Jerzy rzucał w ślad za nim.

Ale Szymon milczał. Tylko Hania wiedziała, iż ma tego dnia dyskotekę w szkole, zaprosił choćby do tańca dziewczynę z równoległej klasy. Odmówiła mu. Rybami już się nie interesował.

Pociąg odjechał. Szymon przestał być chłopczykiem, który tęskni za tatą. Dzieciństwo, które Jerzy chciał nadrobić, minęło na zawsze.

Kiedy zrozumiał to, zapragnął czystej kartki drugiego dziecka. Hanna, pamiętająca każdą bezsenną noc, była absolutnie na nie.

Wkrótce cała rodzina wiedziała o ich konfliktach.

Córeczko, Jurek mówił. Posłuchaj matki zdecyduj się na drugie! Jurek się zmienił, zmądrzał! Nie zabieraj mu szansy na szczęście. Jeszcze raz być rodzicem to cud!

Teściowa również miała swoje zdanie.

Hania, jak nie zdecydujesz się, możesz go stracić, powiedziała. Ma marzenie chce być ojcem!

Ty nie zgodzisz się, to znajdzie inną, co się zgodzi. Tobie to też na rękę. Przemyśl przyszłość. Szymon lada moment wyfruwa z domu. Drugie dziecko scementuje wasz związek, będziecie mieli wsparcie na starość.

Hanna czuła się podwójnie urażona słysząc to od innej kobiety. Jakby życie i ciało stały się przedmiotem targu.

Wszyscy widzieli w niej tylko matkę lub żonę, a nie wykończoną kobietę, która już przeszła tę drogę i pamiętała jej koniec.

Wtedy zrodził się jej nieco szalony, ale dobitny plan. Wygrzebała ze strychu starą paczkę z dziecięcymi rzeczami Szymka i znalazła tam leciwego, działającego jeszcze tamagotchi.

Mały elektroniczny pupil, którego trzeba było karmić, zabawiać, leczyć i sprzątać po nim. Gdy Jerzy wrócił z pracy, Hanna wręczyła mu plastikowe jajko z szarym ekranikiem.

A to co? spytał zdziwiony.

Okres próbny. Spróbuj chociaż dziesiątej części tego, co będzie cię czekać jako ojca. Ten zwierzak je o stałych porach i wymaga opieki.

Jak z niemowlakiem, tylko tu wystarczy naciskać przyciski. Zrobisz coś źle zacznie piszczeć. jeżeli po roku twój tamagotchi jeszcze będzie żył uwierzę, iż jesteś gotowy na dziecko.

Jerzy najpierw roześmiał się głośno, traktując to jako żart. Gdy zobaczył powagę Hanny, rozdrażnił się.

Serio? Żywą istotę porównujesz do tego czegoś?

Zacznij od tego. jeżeli nie poradzisz sobie z tym czymś, nie wyobrażam sobie dziecka.

Mąż wzruszył ramionami i schował zabawkę w kieszeni.

Pierwsze trzy noce dzielnie wstawał karmić elektronicznego zwierzaka. Po pięciu dniach zaczął się irytować, ale kontynuował. Po tygodniu narzekał już, iż przez niewyspanie nie daje rady w pracy.

Ósmego dnia, wracając do domu, rzucił tamagotchi na stół. Na ekranie migotał krzyżyk symbol porażki.

Zapomniałem go nakarmić. W pracy miałem urwanie głowy burknął, unikając wzroku żony.

Od tego czasu kłótni i rozmów nie ubyło, ale nie były już aż tak zaciekłe. Atmosfera niezrozumienia i żalu pozostała, ale Jerzy już nie naciskał.

Po trzech latach los poukładał wszystko na nowo. Szymon, już student, przyprowadził do domu swoją dziewczynę, a niedługo ogłosili, iż spodziewają się dziecka.

Jerzy znów się odmienił. Zdawało się, iż jego entuzjazm nie znał granic. Teraz marzył o drugiej szansie w roli dziadka.

Obdarował młodych wózkiem kupionym za odłożone złotówki, nakupował ubranek nie w tym rozmiarze i klocków z drobnymi częściami. Przysięgał, iż będzie najlepszym dziadkiem, pomagał i spacerował.

Hanna patrzyła na to z umiarkowanym sceptycyzmem.

Kiedy urodził się wnuk, historia się powtórzyła. Przez pierwsze tygodnie Jerzy rzeczywiście zaangażował się, kołysał wnuka, robił z nim zdjęcia. Ale gdy minęła początkowa euforia, jego zapał zgasł.

Na jego sugestię młodzi wynajęli mieszkanie. Pomoc dziadka ograniczyła się do sporadycznych, dokładnie zapowiedzianych wizyt w weekendy, gdy dziecko było już wykąpane, nakarmione i w dobrym humorze.

Wystarczył jednak drobny płacz, a Jerzy już miał pilną sprawę awaryjny telefon z pracy, ważne spotkanie czy wypad na działkę do mamy.

Hanna przychodziła na ratunek, patrzyła na tę scenę, na syna i jego zmęczoną patrnerkę i utwierdzała się w przekonaniu, iż dobrze postąpiła.

Szymon wyrósł na wrażliwego i odpowiedzialnego mężczyznę, nigdy nie zostawił żony samej. A Jerzy pozostał, kim był: człowiekiem, który kocha raczej samą ideę ojcostwa niż to, co ona naprawdę oznacza.

Napiszcie w komentarzach, co o tym sądzicie? Czy żona postąpiła słusznie? Dajcie znać i zostawcie lajka!

Idź do oryginalnego materiału