Karetka pogotowia pędziła ulicami Florencji

polregion.pl 3 dni temu

Karetka pędziła przez ulice Krakowa, a jej syrena wyła jak krzyk rozpaczy. W środku leżała nieprzytomna Emilia, zawieszona między życiem a śmiercią. Główny lekarz, siwowłosy doktor Kowalski, nieustannie sprawdzał jej puls i wydawał krótkie polecenia pielęgniarkom:

Szybciej! Utrzymujcie ciśnienie, nie możemy pozwolić, by traciła krew. Dziecko jeszcze ma szansę!

Obok niej Róża załamywała ręce, szepcząc modlitwy. Jej serce ściskało się z winy, iż nie zareagowała wcześniej, tam, w willi. Przypomniała sobie lodowatą twarz Izabeli, jej zimne, niczym ostrze noża spojrzenie i wreszcie zrozumiała prawdę.

**Oddział ratunkowy**
Gdy nosze z Emilią wjechały na ostry dyżur, Roch rzucił się w stronę lekarzy, z oczami zaczerwienionymi od łez i wściekłości.

Proszę, uratujcie ją! Ona i nasze dziecko Nie mogę ich stracić!

Doktor Kowalski spojrzał na niego krótko, z surowością fachowca, który wie, iż nie ma czasu w dramaty.

Panie Nowak, proszę poczekać na korytarzu. Robimy wszystko, co w naszej mocy.

Roch stał nieruchomo przez chwilę, ale w końcu uległ, przygnieciony ciężarem sytuacji, i osunął się na ławkę w holu. Zakrył twarz dłońmi i po raz pierwszy w życiu ten pewny siebie mężczyzna poczuł, jak ziemia usuwa mu się spod nóg.

Za zamkniętymi drzwiami zespół medyczny walczył o życie Emilii. Jej oddech był słaby, ale serce wciąż biło. Dziecko jednak było w stanie krytycznym. Aparaty pikały rytmicznie, a napięcie sięgało zenitu.

**W poczekalni**
Do szpitala weszła Izabela, otoczona przez dwie bliskie przyjaciółki, które pospiesznie wezwano, by udawały troskliwe świadkinie. Jej twarz była kamienna, ale drżący głos robił wrażenie na obecnych:

Biedna dziewczyna Jak mogła tak się poślizgnąć? Chciałam tylko, byśmy byli zgraną rodziną.

Róża, stojąca w kącie, wpatrywała się w nią z tlącą się nienawiścią. Gdyby tylko odważyła się powiedzieć prawdę wtedy, może wszystko potoczyłoby się inaczej. Ale strach przed władzą Izabeli, jej wpływami w mieście i tym, jak potrafiła niszczyć ludzkie losy, paraliżował ją.

**Roch i jego matka**
Mamo! wybuchnął Roch, gwałtownie wstając. Gdzie ty byłaś, gdy to się stało? Róża mówi, iż stałaś obok niej!

Izabela dotknęła jego ramienia fałszywym, czułym gestem:

Synu, byłam na górze. Widziałam tylko, jak spadła Wszystko stało się tak szybko. Boże, gdybym tylko zdążyła ją złapać!

Fałszywe łzy spływały po jej policzkach, ale Roch nie był już pewien, czy ma jej wierzyć. W jego zaufaniu pojawiła się drobna, ale głęboka rysa.

**Wieści z sali operacyjnej**
Po godzinach napięcia drzwi sali otworzyły się. Doktor Kowalski, z twarzą naznaczoną zmęczeniem, podszedł do Rocha.

Panie Nowak, pańska żona żyje. To była ciężka walka, ale udało się ustabilizować jej stan. Jednak dziecko

Na moment urwał, a Roch zrozumiał bez słów. Jego świat zawalił się. Zachwiał się i oparł o ścianę, łzy płynęły mu niepowstrzymanie.

Doktorze chcę ją zobaczyć.

niedługo zostanie przeniesiona na salę. Musi odpocząć. Ale muszę panu powiedzieć, iż na jej klatce piersiowej i ramionach są ślady. Nie wyglądają na skutek upadku. Będę zmuszony zgłosić to na policję.

Izabela, która usłyszała rozmowę, zesztywniała na chwilę. Potem otrząsnęła się i objęła syna, próbując zdominować go fałszywą czułością:

Nie słuchaj ich, kochanie. Wiesz, jakie plotki potrafią się rodzić. Teraz potrzebujesz tylko spokoju.

**Przebudzenie Emilii**
Po kilku godzinach Emilia otworzyła oczy. Była blada, ledwie mogła oddychać. Roch ucałował jej dłoń, starając się powstrzymać łzy.

Emilko moja miłość jesteś przy mnie.

Spojrzała na niego długo, a potem jej oczy wypełniły się łzami. Próbowała dotknąć brzucha, ale wszystko zrozumiała z jego spojrzenia. Z jej ust wydobył się rozdzierający jęk.

Nasze dziecko

Roch przyciągnął ją do siebie, szepcząc:

Przejdziemy przez to razem. Mam ciebie, a to znaczy więcej niż cokolwiek.

Lecz w sercu Emilii rodził się inny ból: nie tylko strata dziecka, ale i pewność, iż za tragedią stała kobieta, która powinna była ją chronić.

**Wyznanie Róży**
Kilka dni później Róża nie mogła już dłużej milczeć. Znalazła Emilię samą na sali i drżącym głosem wyznała:

Pani Emilio musi pani poznać prawdę. Nie upadła pani sama. Pani Izabela panią popchnęła. Widziałam wszystko.

Emilia poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. To była prawda, którą przeczuwała, ale teraz miała potwierdzenie.

Róża dlaczego mówisz mi to dopiero teraz?

Bałam się. Wie pani, jaką ma władzę w tym mieście Ale nie mogę dłużej żyć z tym ciężarem.

Emilia ujęła jej dłoń i z niespodziewaną jak na swój stan siłą szepnęła:

Przysięgam, iż nie ujdzie jej to bezkarnie.

**Śledztwo**
Kilka dni później polska policja wszczęła oficjalne dochodzenie. Zeznania lekarzy, ślady na ciele Emilii i świadectwo Róży układały się w złowrogą układankę.

Izabela jednak nie była kobietą, która łatwo się poddaje. Jej adwokaci przygotowali strategię, a wpływowi przyjaciele próbowali zdusić skandal.

Roch był rozdarty między miłością do matki a okrutną prawdą, która wychodziła na jaw. Dręczyły go spojrzenia Emilii, jej niema rozpacz, i słowa Róży, których nie mógł zignorować.

**Ostateczna konfrontacja**
Pewnego wieczoru Roch wszedł do salonu willi, gdzie Izabela czekała, elegancka i zimna jak zawsze.

Mamo, powiedz mi prawdę. Czy popchnęłaś Emilię?

Izabela uniosła dumnie podbródek.

Synu, wszystko, co zrobiłam, było dla twojego dobra. Ona nie jest ciebie warta. Zrujnowałaby ci życie. Ja ocaliłam naszą rodzinę.

Roch spojrzał na nią z przerażeniem.

Idź do oryginalnego materiału