O "syropkowych rodzicach" na naszym portalu pojawiło się już naprawdę sporo wpisów. Jednak okazuje się, iż problem wcale nie znika. - Mam wrażenie, iż coraz więcej rodziców w ogóle się tym nie przejmuje. Dziecko ma chrypkę, pokasłuje? Dają syrop. Do nosa kilka kropelek leku na katar. Ale choroba magicznie nie znika, bo jak tylko leki przestają działać, chory maluch znów jest marudny i płaczliwy. No i rozsiewa zarazki. A potem inni cierpią. Też jestem rodzicem, też muszę brać urlop albo opiekę na dziecko. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku - dodaje moja rozmówczyni.
REKLAMA
Zobacz wideo Wolny czas po przedszkolu? Jak go wykorzystują dzieciaki?
"Rano był zdrowy"
Przedszkola alarmują: "Nie przyprowadzaj przeziębionego dziecka do placówki", ale "syropkowi rodzice" omijają zalecenia szerokim łukiem i tłumaczą, iż przecież katar nie jest powodem, by dziecko zostało w domu. - Mam wrażenie, iż niektórzy rodzice mają nas za idiotów. Dziecko nie może zasnąć w czasie drzemki, bo dusi się od kaszlu, ma zapchany nos i łzawiące oczy, a ja słyszę tylko: to alergia. Kiedy dochodzą inne objawy, jak np. gorączka, dzwonię do rodziców, a w słuchawce od telefonu słyszę: to pewnie z przegrzania, bo w sali jest za gorąco i po chwili dodają, iż przecież rano był zdrowy - opowiada nauczycielka z przedszkola w Toruniu, która prosi o anonimowość.
Awantura w szatni. "Przecież nie będę siedział na opiece"
I nauczyciele, i rodzice zdają sobie sprawę, iż opiekunowie, których dziecko choruje, są w trudnej sytuacji. Ale przyznają, iż ten trudny czas trzeba po prostu przetrwać.
Sytuacja z wczoraj. Odebrałam syna po pierwszym dniu w przedszkolu. Nie było go przez tydzień z powodu infekcji górnych dróg oddechowych. W szatni awantura. Jeden z ojców wykłóca się z panią dyrektor, iż jego syn jest zdrowy. Mówi, iż teraz taka pora roku, iż maluchy kaszlą i kichają. Słyszę, jak z uporem maniaka nauczycielka tłumaczy, iż dziecko marudne, iż ciągle wycierają mu lejące się z nosa smarki, iż kaszle na inne dzieci i je zaraża. A ojciec? Niewzruszony. Krzyczał, iż przecież nie będzie siedział ciągle na opiece
- mówi nasza czytelniczka, pani Ania. I dodaje: "Nie wiem, jak historia potoczyła się dalej, ale mam nadzieję, iż pan przemyśli sprawę i na kilka dni zostawi syna w domu".
"Dam syrop, przetrwa dzień"
Z roku na rok sezon na infekcje zaczyna się podobnie. Kaszel, katar, gorączka stają się codziennością rodziców. Niektórzy starają się przymykać oko na zakatarzone dzieci. Jeszcze inni uznają, iż być może podany syrop, pozwoli dziecku przetrwać dzień bez konieczności wizyty u lekarza. Dla wielu to wcale nie wygoda, ale problem, by wziąć kolejne zwolnienie z pracy z powodu choroby dziecka.
- Mój synek jest żłobkowiczem. Łapie wszystkie możliwe infekcje i choroby. Chodzimy z mężem na zmianę na L4, by móc się nim opiekować, ale w pracy już krzywo na to patrzą. A my nie mamy do pomocy nikogo - opowiada Alicja, mama dwuletniego Kostka.
Dziecko było zdrowe, ale kolega już nie. "Nic z tym nie zrobię"
Wielu rodziców, którzy zrzeszają się na grupach i rodzicielskich czatach, prosi, aby chore maluchy zostały w domach. - Jestem na grupie stworzonej przez rodziców naszej przedszkolnej grupy. Nie ma tygodnia, by nie pojawił się apel o to, by zakatarzone, kaszlące i smarkające dzieci nie przychodziły na zajęcia - opowiada Aneta. - Jest jednak kilkoro rodziców, którzy twierdzą, iż oni nie po to płacą za prywatne przedszkole, żeby siedzieć z dzieckiem w domu. A poza tym katar to ich zdaniem wcale nie choroba. Ręce opadają - dodaje nasza rozmówczyni.
"U nas w przedszkolu dzieci są przyprowadzane z katarem i kaszlem tak silnym, iż to szok. Prośby nauczycielek nie pomagają, dzieci są odsyłane do domu, ale co z tego, jak na drugi dzień znów są przyprowadzane do placówki. Moja córka przez to cierpi, złapała wirusa i już trzeci tydzień siedzimy w domu, bo ma zapalenie oskrzeli. Takie podejście to dla mnie dramat, ale nic z tym nie zrobię" - czytamy w jednym z komentarzy pod artykułem udostępnionym na stronie facebookowej eDzecko.pl.
Pamiętajmy jednak, iż maskowanie problemu, w tym przypadku objawów choroby, może mieć przykre konsekwencje. To błędne koło. Mały przedszkolak, który źle się czuje, najbardziej na świecie potrzebuje przytulenia rodzica, spokoju i ciszy. W ramionach mamy czy taty gorączka oczywiście nie spadnie, ale łatwiej będzie przejść przez całą chorobę i wrócić do zdrowia - bez dodatkowych komplikacji i innych problemów.
A Ty co sądzisz o opisywanym zjawisku? Napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl. Gwarantuję anonimowość.



![Dorota Groyecka: Byłam z córką, gdy umierała. Do jej ostatniego oddechu [PODCAST]](https://m.mamadu.pl/22951c5b30be3b9821be9bf9500f814d,1920,1080,0,0.webp)







