Kiedy byłam w pracy, Marek poszedł po nasze dzieci, a kiedy podbiegłam do drzwi, po prostu ich nie otworzył. Teraz mieszkam z rodzicami, a dzieci spędzają czas z Markiem. Nie dlatego, iż go bardzo kocha, tylko dlatego, iż postanowił mnie tak ukarać.
Poznaliśmy się świetnie wspólny znajomy przedstawił nas sobie. Od razu nam się spodobało, więc nie odkładaliśmy ślubu. Rok później powiedzieliśmy tak. Byłam już w ciąży. Rodzice po naszej stronie pomogli nam szukać mieszkania kupili nam niewielką kawalerkę. Była mała, ale nasza własna.
Zaraz po narodzinach naszego synka Kacpra pojawiły się pierwsze kłopoty. Marek nie był przygotowany na to, iż małe dziecko jest kapryśne i nie śpi w nocy. Denerwowały go porozrzucane zabawki i wieszające się pieluszki. Nie podobało mu się, iż muszę ciągle opiekować się Kacprem.
Rok później przyszła dobra wiadomość znów była w ciąży. Urodziła się córeczka Zuzanna. Ale nasz związek z Markiem się pogorszył. Życie w kawalerce stało się niewygodne, on często się denerwował. Ciągle się sprzeczamy.
Marek obarczał mnie winą za wszystko iż rodzice nie zapewnili nam lepszego mieszkania, iż po dwóch ciążach przybrałam na wadze, iż jestem złą mamą, iż źle wychowuję dzieci i iż ciągle hałasują. Z czasem widziałam, jak nasza rodzina się rozrywa.
Postanowiłam posłać dzieci do przedszkola i szukać pracy. Do tej pory siedziałam w domu. Niestety Marek coraz częściej wracał pijany. Żądania wobec mnie i dzieci rosły. Zdecydowałam, iż odejdę i zamieszkam z dziećmi w wynajętym mieszkaniu, kiedy samodzielnie zarobię.
Znalazłam pracę i poznałam miłego faceta. Zaczęliśmy się spotykać to był taki oddech. W domu czekała mnie tylko robota: sprzątanie, pranie, gotowanie, prasowanie i pijany mąż.
Pewnego dnia nie wytrzymałam i podjęłam decyzję. Wzięłam dzieci i odjechałam. Najpierw kilka dni spędziłam u rodziców, potem wynajęłam własne mieszkanie. Kiedy byłam w pracy, Marek przyszedł po dzieci z przedszkola. Poszłam do niego, a on po prostu nie otworzył drzwi, mimo iż był w domu.
Teraz ma warunek: albo wracam, albo złoży pozew o rozwód, a dzieci zostaną z nim i będę musiała płacić alimenty. Boję się, bo ma znajome i sąd może przychylić się do jego wersji. Najgorsze jest to, iż nie przejmuje się dziećmi używa ich tylko, żeby mnie manipulować. W głębi serca wiem, iż jeżeli nie spełnię jego żądań, w końcu się zmęczą i wrócą do mnie. Ale nie wiem, jak długo mam wytrzymać, czekając na ten moment











