Kiedy drzwi się zamknęły za Świetlaną Arkadiewą, w gabinecie zostały tylko trzy osoby — Zofia, jej mała córka i wysoki mężczyzna w drogim garniturze.

newsempire24.com 6 godzin temu

Gdy drzwi za Stanisławą Arkadią zamknęły się, w gabinecie zostało troje Zofia, jej mała córeczka oraz wysoki mężczyzna w drogim garniturze.

Marek Nowak pochylił się, podniósł ołówek leżący na podłodze i przyjrzał mu się, jakby trzymał coś cenniejszego niż zabawka przedszkolaka. Następnie jego wzrok spoczął na Grażynie.

Ten ołówek jest pani? zapytał spokojnym, ciepłym głosem.

Dziewczynka skinęła głową.

Dziękuję, wujku szepnęła nieśmiało, wyciągając rękę.

Marek uśmiechnął się, podał jej przyrząd i dodał:

Trzymaj go mocno, mała artystko. I nie przestawaj rysować, choćby gdy dorośli mówią, iż to bez sensu.

Zofia stała nieruchomo, prawie w szoku. Liczyła na złośliwy komentarz, pogardę, kolejną porażkę. Zamiast tego otrzymała spokój, człowieczeństwo i odrobinę ciepła.

Proszę usiąść powiedział Marek. Przeprowadzę wywiad osobiście.

Stanisława Arkadia, wciąż stojąca przy drzwiach, zbledła. Jej wymuszony uśmiech zniknął w mgnieniu oka. Marek rzucił na nią jednorazowe spojrzenie krótkie, ale wystarczająco jasne. Kobieta odsunęła się i milcząco opuściła pokój.

Marek usiadł naprzeciw Zofii, otworzył teczkę z dokumentami i przejrzał kilka stron.

Widzę, iż ma pani siedmioletnie doświadczenie jako księgowa w firmie produkcyjnej, a potem dwuletnią przerwę. Co się stało?

Urodziłam córeczkę odpowiedziała cicho Zofia. Mój mąż nas zostawił. Pracowałam z domu, ile mogłam, ale teraz potrzebuję stabilnej posady.

Marek skinął ze zrozumieniem.

A wy wybrała pani naszą firmę, bo przedszkole jest w pobliżu, prawda?

Tak. To pozwoli mi pogodzić obowiązki.

Jego ton nie był wyniosły ani urzędowy po prostu ludzki. Odłożył papiery na bok i zapytał:

Gdybym dał pani szansę, co chciałaby pani zmienić?

Zofia wzięła głęboki oddech.

Nie chcę specjalnego traktowania. Chcę po prostu pracować. Jestem dokładna, uparta, gwałtownie się uczę. Nie boję się trudności. Jedyną rzeczą, której się boję, jest brak przyszłości dla mojego dziecka.

W pokoju zapadła cisza. Jedynie szelest kredki przesuwającej się po papierze przerywał spokój.

Marek odchylił się w fotelu.

Wie pani, kiedy byłem mały, moja mama była sama. Tata odszedł wcześnie. Nie mogła znaleźć pracy, bo miałam brata.

Zofia spojrzała zaskoczona.

Pamiętam, jak wracała wieczorem z połamanymi rękoma z pralni, czyszcząc ubrania innych. Pamiętam, iż chowała mnie pod stołem, gdy przychodził szef, żeby nie zobaczył mnie. Zwolni mnie, jak dowie się, iż mam dziecko mówiła. Uśmiechnął się smutno. Teraz syn tej kobiety prowadzi tę firmę.

Oczy Zofii zaszły łzami.

Dlatego nie toleruję, gdy ktoś poniża kobietę walczącą o dziecko kontynuował Marek. To nie słabość. To siła.

Pochylił się lekko w jej stronę i zapytał:

Czy mogę zadać pani pytanie, nie jako dyrektor, ale jako człowiek? Dlaczego się nie poddałaś?

Zofia podniosła wzrok.

Bo gdybym ja się poddała, poddałaby się i ona. A chcę, żeby Grażyna wiedziała, iż jej mama się nie poddała.

Marek uśmiechnął się i skinął.

Dobrze powiedziane.

Wziął kartkę, podpisał ją i podał Zofii.

To pana umowa o pracę. Zaczyna pan w poniedziałek.

Zofia spojrzała niedowierzająco.

Ale pani Arkadia mówiła, iż decyzja jest negatywna

Jej decyzja już nie obowiązuje odparł spokojnie. Moja jest inna.

Grażyna odwróciła się do mamy, twarz rozpromieniona:

Mamusiu, to znaczy, iż będziesz tu pracować?

Zofia skinęła, łzy płynęły swobodnie. To nie wstyd, a ulga.

Marek uśmiechnął się do dziecka.

A ty, mała artystko, możesz przychodzić od czasu do czasu. Mamy pokój dla dzieci pracowników. Już jesteście częścią zespołu.

Minęło kilka tygodni. Zofia stała się nieodłącznym elementem biura punktualna, odpowiedzialna, zawsze uśmiechnięta. Koledzy ją lubili. Stanisława Arkadia została przeniesiona do innego działu na polecenie dyrektora.

Pewnego wieczoru Zofia została do późna, by dokończyć raporty. Wszyscy już odeszli, kiedy drzwi się otworzyły.

Marek wszedł z dwoma filiżankami kawy.

przez cały czas pracujecie? zapytał, podchodząc.

Chcę skończyć ten raport odpowiedziała, uśmiechając się. Nie lubię zostawiać niedokończonych spraw.

Już udowodniła pani, iż jest najlepsza odparł, stawiając filiżankę na jej biurku. Teraz po prostu żyjcie.

Zofia spojrzała na niego w jego oczach nie było litości ani poniżenia. Było tam tylko szacunek i coś głębszego.

Dziękuję, panie Nowak. Nie ma pojęcia, ile pan dla mnie i Grażyny zrobił.

Może i wiem mruknął cicho. Kiedyś ktoś zrobił to samo dla mojej mamy.

Zamierzał już wyjść, gdy zatrzymał się na progu.

Powiedzcie Grażynie, iż widziałem jej rysunki w pokoju dziecięcym. Są wspaniałe.

Zofia uśmiechnęła się.

Wie pan, kogo najczęściej rysuje? Pana.

Mnie? zdziwił się.

Tak. Mówi, iż jest dobrym wujkiem z oczami jak niebo po burzy.

Marek zamilkł, po czym lekko się uśmiechnął.

Pięknie. Dawno nie patrzyłem na niebo tak, jakby było po deszczu.

Obaj roześmiali się cicho.

Po raz pierwszy od lat Zofia poczuła, iż życie może zacząć się od nowa. Nie z litości, a z nadziei. Z wiary, iż dobro istnieje i iż jeden ludzki gest może zmienić los.

Idź do oryginalnego materiału