Kiedy prawdziwie kochasz, tracisz rozum

newsempire24.com 14 godzin temu

Jan, może wrócimy zamieszkać na wsi? Nie mogę przyzwyczaić się do miejskiego zgiełku, już trzy lata tutaj, a czuję się obcym. Do tego na świeżym powietrzu jest lepiej, a co jeżeli urodzimy tam dziecko? proponował Jan żonie.

Jagodo, nie uwierzysz, ale wczoraj też o tym pomyślałam. Znowu przyjadę uczyć w szkole, a może rzeczywiście zmiana otoczenia nam pomoże? odpowiedziała.

Kochanie, decyzja podjęta! rzekł Jan.

Jan i Jagoda wzięli ślub cztery lata temu. Po studiach Jagoda przyjechała do ich rodzinnej wsi Brzózki i zaczęła pracować w miejscowej szkole. Tam rozkwitła ich miłość, po czym poślubili się.

Po około roku wspólnego życia w Brzózkach Jagoda musiała wrócić do miasta, bo poważnie zachorowała jej matka. Przeprowadzili się do Warszawy, a rok temu matka zmarła.

Mieszkają razem szczęśliwie, kochają się, ale brak im potomka, a oboje bardzo tego pragną. Jagoda przeszła badania, ale lekarze potwierdzają, iż wszystko w porządku.

Spakowali rzeczy w pośpiechu, wynajęli samochód i przeprowadzili się do domu matki Jana, która mieszkała samotnie.

Dzięki Bogu! wykrzyknęła Zofia, teściowa, machając rękami. Czy naprawdę zamierzacie tu zostać na stałe? Modliłam się, by Bóg nas połączył, i oto proszę, iż tak się stało. Pokój jest wolny, miejsca pod dostatek, a ojciec twój, Jan, odszedł rok temu Tęsknię. Dlatego proszę nieba, byście wrócili. I proszę

Jan ponownie znalazł pracę w wioskim warsztacie samochodowym, przyjęto go z radością, a Jagoda wróciła do szkoły.

Dzień dobry, Jagodo Stefańska! przywitał się dyrektor szkoły, Pan Fryderyk Kowalski. Cieszę się, iż wróciliście, mamy wolne miejsce, nie każdy chce jechać na wieś.

W piątkowy wieczór Zofia przygotowała ucztę w swoim domu, wiedząc, iż sąsiedzi, przyjaciele Jana i uczniowie Jagody przyjdą. Wszystko było gotowe, a największą euforia miał Szymon, którego Jagoda uratowała z tzw. bagna czyli z dna butelki.

Nikt w wiosce nie wierzył, iż Szymon przestanie pić, ale Jagoda w to uwierzyła i wesprzeła go ręką. Szymon wpadł na podwórko Zofii, zobaczywszy Jana i jego starszego brata, mocno ich objął, zapominając przy tym przywitać się.

Jan, naprawdę? Wieść o naszym powrocie rozeszła się po wsi! Rozumiem, iż jesteś miejscowy, a ona twoja nauczycielka z miasta!

Wracamy na dobre odparł Jan, klepnął Szymona po ramieniu.

Gdzie ona, nasza Jagodo Stefańska, w domu?

Jan skinął głową, a Szymon już leciał do domu, od razu zobaczył Jagodę, podniósł ją, kilka razy obrócił i położył na podłodze.

Jagodo, Jagodo Stefańska, jak się cieszę!

W drzwiach, opierając się o framugę, stał Jan i uśmiechał się.

W końcu zrozumiałem, wszystko jasne, czekam na waszą wizytę. Moja Wera będzie zachwycona. Muszę już wracać do domu, obiecałem żonie i córce, iż się zajmę sprawami Wery. Czekamy na was jutro koniecznie przyjdźcie machnął ręką i wybiegł z domu.

Nie pije? zapytała Jagoda teściową.

Nie, od tamtej chwili nie raz. Kocham swoją córkę, ma już prawie dwa lata.

Jak ma na imię?

Jagoda, nie jest to trudna zagadka uśmiechnęła się Zofia. A co, iż pytasz?

Jagodo? Tak jak ja?

Nie tak jak ty, ale na cześć ciebie odparł Szymon. Zapomniałeś, iż się nią opiekowałeś Nikt nie wierzył, iż uda ci się z niego człowieka zrobić

Następnego dnia Jagoda i Jan udali się w odwiedziny do Szymona. Jego żona Wera już krzątała się przy nakrytym stole, a z małej sypialni wyłoniła się maleńka laleczka z kędzierzawymi włosami, niebieskimi oczkami i pulchnymi policzkami, nieśmiało podeszła.

Spójrz, córeczko, kto przyszedł rzekł Szymon. Dziadka nazywają Janem, a ciocią, taką samą jak ciebie, Jagodą.

Witaj, Jagodo usiadła przed nią Jagoda i podała jej lalkę.

Dziewczynka przytuliła lalkę, chwyciła Jagodę za rękę i poprowadziła do pokoju.

No i, Janie, zgubiłeś żonę zaśmiał się Szymon. Naszej córeczce się podoba. Nikt nie wytrąca nas z równowagi, a ty czujesz dobrą duszę.

Przyjęli się jeszcze krewni Szymona i Wery, przy stole zasiadło osiem osób, a potem wpadli przypadkowo sąsiedzi w naszej wsi ludzie przyciąga smak domowego jedzenia. Przynieśli ciasta, przetwory, wódkę, a niektórzy już rozstawili akordeony. W domu Szymona było wesoło.

Szymon wstał, podniósł kieliszek, ale nie wypił. Wszyscy wiedzieli, iż nie pije.

Ja, jako jedyny tu obecny wszystko, co mam, zawdzięczam Jagodzie Stefańskiej, naszej Jagodzie. Wszyscy znają rolę, jaką odegrała w moim durnym życiu. Wtedy szepczano za moimi plecami, gdy szedłem do domu nauczyciela: Znowu do nauczycielki, na jawie, w szerokim dniu. I nie wstydzą się, ona młoda, wykształcona, a z kim się związała. Było tak? rozejrzał się po zgromadzonych i sam odpowiedział: Było Widzieli to wszyscy, ale nie wiedzieli, iż między mężczyzną a kobietą może być nie tylko romanse, ale i przyjaźń, czysta, prawdziwa przyjaźń. A w tamtym czasie w mojej duszy głęboko tkwiła miłość do Wery. Nikt o tym nie wiedział.

Było, było ożywiły się przy stole słuchacze. W tamtym okresie sporo plotek krążyło

Nigdy nie zapomnę, jak po raz pierwszy podeszła do mnie Jagoda Stefańska, spojrzała tak życzliwie, uśmiechnęła się i powiedziała: Szymonie, pomóż moim uczniom budki dla ptaków zrobić, i jeszcze ostrzegła, żebym nie pił. A ja miałem ochotę, wiesz Ale obiecałem i słowo trzymałem. Zrobiłem dwie budki i pomyślałem, iż nie zaszkodziłoby to wody. ale pomyślałem, iż jak znowu mnie poprosi, a ja nie dam rady, to ją zawiodę Byłem wtedy zły, ale nie piłem westchnął i spojrzał na zgromadzonych.

A potem Jagoda znowu podeszła, poprosiła o coś, a ja chętnie pomogłem. Tak to się zaczęło, a wcale nie było łatwo. Chciało się pić, ale nie mogło być, bo nie chciałem, żeby zobaczyła mnie pijącego. W końcu nauczyłem się prowadzić, dostałem pracę i od tamtej pory kręcę kierownicą w trzeźwości puścił oczko w stronę słuchaczy.

Dopiero gdy Jagoda wyjechała z Janem do miasta, zrozumiałem, iż te budki i inne rzeczy mogłaby zrobić każda, ale ona ciągnęła mnie do światła, krok po kroku. Mój anioł stróż to Jagoda. Przez kilka miesięcy przyglądała się mi, uwierzyła we mnie. Dziękuję, dziękuję skłonił się w stronę Jagody, a ona uśmiechała się, a wszyscy klaśnęli.

Kiedy wstałem na nogi, Bóg zdecydował, iż muszę wszystko zrobić sam. jeżeli dam radę, będę chodził jak wszyscy, a jeżeli nie będę czołgał się do końca. Nie mogłem się poddać. Ach, jak tęskniłem za tobą, Jagodo. Dzięki Werze i naszej córce, dzięki małżeństwu i dziecku, wszystko jest dzięki Jagodzie Stefańskiej. Teraz musimy ją kochać i chronić, jej dobre serce i duszę. A ty, Janie, świetny jesteś, podziwiam cię. Kochaj ją, a ona kocha ciebie. Wszystko będzie dobrze.

Czas płynął. Jan pracował w warsztacie, Jagoda uczyła w szkole. Pewnego dnia wróciła z lekcji blada, z drętwieniem w nogach i położyła się na kanapie.

Jagodo, co się stało? zdziwiła się Zofia. Nie widziałam cię tak leżącą w ciągu dnia. Czy coś ci dolega?

Nie wiem, słabość, mdłości, nie czuję się dobrze.

Zofia nagle się uśmiechnęła.

Czyżbyś spodziewała się dziecka, Jagodo?

Nie, już nie mam nadziei

Nie poddawaj się, nadzieja zawsze się przydaje. Jutro rano jedziemy do lekarza w powiat.

Jagoda wróciła z miasta zadowolona, lekarz potwierdził.

Gratulacje, będziecie mieli dziecko. A ja co mówiłem

Jan leciał do domu z pracy, żona już miała przybyć z miasta.

Co słychać? wpadł do domu, zobaczywszy szczęśliwą żonę, podskoczył i objął ją. Hurra, nie musisz choćby mówić, widać to na twojej twarzy, a ona śmiała się radośnie.

Po kilku dniach nocą zabrano Jagodę karetką do powiatowego szpitala, Jan pojechał z nią. W nocy urodziła syna. Rankiem podeszła Zofia, zobaczywszy chłopca na ławce, usiadła.

Mamo, wszystko w porządku, nasz syn się urodził. Nie mogę uwierzyć, iż to się naprawdę dzieje. Bardzo kocham Jagodę, czasem boję się tej szalonej miłości. Czy to normalne?

Normalne, kochanie. Kiedy naprawdę kochasz, tracisz rozum odpowiedziała matka, uśmiechając się do syna.

Zawołamy Jagodę i syna do domu, pomogę jej, a matka patrząc na niego pomyślała:

Na zewnątrz mężczyzna, w środku jeszcze dziecko.

Wszystko układało się pomyślnie, wszyscy byli szczęśliwi. Po pewnym czasie Jagoda urodziła jeszcze córkę euforia nie miała końca.

Jan ukończył studia na odległość i pracuje już jako główny agronom. Jagodzie proponowano stanowisko dyrektora szkoły, ale nie miała na to ochoty.

Idź do oryginalnego materiału