Kiedy straciłam mamę, ciocia Marysia została moją drugą matką – historia o utracie, sile rodziny i bezwarunkowej miłości, która odmieniła moje życie

newsempire24.com 11 godzin temu

Moja mama odeszła, kiedy miałam niespełna osiem lat. Tata zaczął zaglądać do kieliszka, a w naszym mieszkaniu przy ulicy Zamkowej coraz częściej brakowało jedzenia. W szkole żebrałam o kanapkę, uczyłam się słabo, chodziłam w podniszczonych ubraniach. Nic więc dziwnego, iż wychowawczyni i szkolna pedagog gwałtownie się mną zainteresowały.

Socjalni kilka razy odwiedzali nasz dom i niedługo tata otrzymał od sądu jasne ultimatum jeżeli się nie poprawi, zabiorą mnie do domu dziecka. To go otrzeźwiło. Przestał pić, zadbał o dom, a kolejne kontrole odbywały się już bez zastrzeżeń.

Minęło trochę czasu i tata powiedział, iż chciałby, żebym poznała pewną panią, która jest mu bliska. Okazało się, iż chodziło o ciocię Marię była dawną znajomą z pracy. Z początku niechętnie się z nią widywałam. przez cały czas bardzo tęskniłam za mamą i nie mogłam pogodzić się z tym, iż ktoś nowy pojawia się nagle w naszym życiu.

Ale już podczas pierwszej rozmowy u Marii w domu w Krakowie poczułam ciepło jej serca. Polubiłam jej syna, Artura, starszego ode mnie o rok, z którym zaczęliśmy razem grać w siatkówkę w miejscowym klubie. Widząc to, tata był wyraźnie szczęśliwy, iż zaczynam mieć dobrą relację z Marią. Po miesiącu wspólnych spotkań przeprowadziliśmy się do jej mieszkania, a nasze wynajęliśmy lokatorom, żeby podreperować budżet.

Tata nie zdążył poślubić Marii zginął tragicznie, potrącony przez pijanego kierowcę na Alejach Trzech Wieszczów. Według papierów byłam dla Marii nikim, dlatego zabrano mnie do domu dziecka na obrzeżach miasta. Żegnając się, Maria przyrzekła mi, iż jak tylko jej się uda, wyciągnie mnie z powrotem.

I nie rzucała słów na wiatr po dwóch miesiącach wróciłam pod jej dach. Te kilka tygodni wśród surowych ścian domu dziecka wystarczyło, bym doceniła wszystko, co dla mnie zrobiła. Maria naprawdę stała się moją drugą mamą. Jest niezwykłą osobą, a Artur to dla mnie ukochany brat.

Dziś jesteśmy już dorośli, mamy swoje rodziny. Ale Mama Maria pozostała dla mnie i Artura najważniejszą osobą. Zawsze ciepła, rozumiejąca, nigdy nie pokłóciła się z żadnym z nas, ani z naszymi małżonkami. Zarówno mój mąż, jak i żona Artura zwracają się do niej Mamo Mario, okazując jej szacunek i wdzięczność za dobroć, serce i cierpliwość. Zawsze, gdy tak ją ktoś nazywa, w jej oczach pojawia się prawdziwa radość.

Dziś wiem, iż rodzina to nie tylko więzy krwi. To wybór, troska i gotowość otwarcia serca na innych. Dobre serce choćby nie spokrewnione potrafi dać więcej ciepła niż niejedna rodzina z urodzenia.

Idź do oryginalnego materiału