Kierowca taksówki został najlepszym doradcą

newsempire24.com 4 dni temu

Dziś, po kolejnych godzinach spędzonych za kierownicą, wróciłem do małego mieszkania przy ulicy Księcia Janusza w Warszawie i zapisałem to, co przydarzyło mi się w ciągu zmiany.

„Nie rozumiem, co sobie Pan pozwala! Na zielonym trzeba jechać, a nie stać!” – zagniewana starsza pani w fotelu pasażera stukała paznokciami w skórzaną torbę.

„Przykro mi, ale przed nami stoi samochód, nie mogę go przetoczyć” – odparłem spokojnie, nie odwracając wzroku od drogi.

„Muszę zdążyć na spotkanie z córką! Omijajcie go!” – nalegała.

„Widzicie sami – korki. Poczekajmy po prostu trochę cierpliwie” – rzuciłem okiem w lusterko wsteczne.

„Boże, co za koszmar!” – westchnęła ciężko, opierając się o oparcie fotela. „Zawsze wszystko idzie nie tak. Najpierw kłótnia, a teraz spóźnienie…”

Samochód wolno wślizgnął się w zagracony pas Marszałkowskiej. Ja, Józef Kowalski, obserwowałem pasażerkę w lustrze. Kobieta w ok. sześćdziesięciu lat, w eleganckim jasnoszarym garniturze i z zadbanym cięciem, nerwowo trącała zamknięcie torby; dolna warga lekko drżała.

„Czasem najważniejsze spotkania przychodzą z opóźnieniem. Los daje nam chwilę na przemyślenia” – powiedziałem nagle.

Pani spojrzała na mnie zdziwiona.

„To pan mi to mówi?” – zapytała.

„Tak. Wspominałaś o kłótnicy. Może ten korek to szansa, żeby przemyśleć, co powiesz córce, gdy się spotkacie?” – mój głos brzmiał spokojnie.

„Nie prosiłam o rady” – odparła, po czym westchnęła ciężko. „Ale… co tam różnica. Naprawdę się pokłóciłam z córką. Chce wyjechać za granicę. Twierdzi, iż tu nie ma przyszłości. A ja… zostanę sama.”

„Nazywam się Józef” – przedstawiłem się. „W moim taksówce pasażerowie często dzielą się historiami. Może i tobie będzie lżej?”

„Walentyna Słowińska” – odpowiedziała. „Córka wmawia sobie, iż we Włoszech będzie lepiej. Co tam po Włoszech? Co zapomniała? A ja? Szyję wnukom czapeczki, które nigdy nie założą.”

Zatrzymałem się na czerwonym świetle i po chwili dodałem:

„Mój syn wyjechał do Kanady dziesięć lat temu. Byłem przeciw. Najpierw nie mogłem tego zaakceptować, odcinałem się od niego. Potem zrozumiałem, iż marnuję cenny czas. Życie jest krótkie, a gniew to jak noszenie kamienia w kieszeni.”

Samochód ruszył i wolno wślizgnął się w szum ulicy.

„Łatwo powiedzieć” – westchnęła. „Czy on w ogóle dzwoni?”

„Oczywiście. Rozmawiamy wideo co tydzień. Widzę wnuki, nazywają mnie dziadkiem Jasia. W zeszłym roku pojechałem ich odwiedzić – pierwszy raz za granicą. Było strasznie, ale kiedy widzę szczęśliwe oczy syna i wnuków, wszystkie lęki znikają. Świat nie jest tak wielki, jak się wydaje. Odległości są w naszej głowie.”

Walentyna spojrzała przez okno na rozkwitające wiosenne drzewa.

„Nie rozumiem, dlaczego jej tutaj tak źle. Ma dobrą pracę, mieszkanie…”

„Zadałaś jej pytanie? Bez osądzania, bez zarzutów?”

„Nie… nigdy nie pytałam, dlaczego chce wyjechać.”

„Może warto zacząć od pytań? – skręciłem, omijając dziurę w jezdni – Zanim zostanę taksówkarzem po przejściu na emeryturę, trzydziestu lat spędziłem jako inżynier w fabryce. W taksówce nauczyłem się, iż ludzie najwięcej potrzebują, by ich po prostu wysłuchać. Bez ocen i rad.”

„I naprawdę pomagasz ludziom?” – spytała z lekką ironią.

„Nie wiem, czy pomagam, ale widzę, iż po drodze wielu staje się spokojniejszych. Miesiąc temu woziłem młodego studenta, który zapomniał pierścionka zaręczynowego. Zatrzymaliśmy się, wróciliśmy po niego, a potem zadzwonił, mówiąc, iż ona się zgodziła.”

Uśmiech rozświetlił twarz Valentyny.

„Ma pan ciekawą pracę, Józefie.”

„Ludzie są ciekawi – dodałem. – Każdy ma swoją historię. Znajomiliśmy się zaledwie piętnaście minut, a już wiem, iż jesteś kochającą matką, która boi się zostać sama.”

„Mówi pan to tak lekko…” – wyjęła chustkę z torby.

„Bo to naturalne – bać się samotności. Jeszcze naturalniej – pragnąć szczęścia dla dzieci, choćby jeżeli ich szczęście nie wpisuje się w nasze wyobrażenia.”

Łzy zaszły jej oczyma.

„Jak zrozumiałaś, iż synowi naprawdę lepiej w Kanadzie?”

„Po prostu przyjąłem jego decyzję. I wiesz co? Gdy przestałem go ciągnąć z powrotem, nasza relacja stała się prawdziwa. Teraz rozmawiamy o wszystkim. On wie, co mnie trapi, ja wiem, co go nurtuje. Tego nie miałem wcześniej.”

Zatrzymaliśmy się przy sygnale. Spojrzałem na Valentyne i powiedziałem:

„Wydaje mi się, iż nie jedziesz dziś, by przekonać córkę, iż ma zostać. Czy to

Idź do oryginalnego materiału