Kto pani jest?!
Zofia zastygła w drzwiach własnego mieszkania, nie wierząc własnym oczom.
Przed nią stała nieznajoma kobieta około trzydziestki z małym kucykiem, a za jej plecami majaczyło dwoje dzieci chłopiec i dziewczynka, którzy z zaciekawieniem przyglądali się niespodziewanej gości.
W przedpokoju leżały obce kapcie, na wieszaku wisiały nieznane kurtki, a z kuchni dobiegał zapach bigosu.
A pani kto? Kobieta zmarszczyła brwi, instynktownie przytulając młodszą córeczkę. My tu mieszkamy. Wpuścił nas Grzegorz. Powiedział, iż gospodyni nie ma nic przeciwko.
To MOJE mieszkanie! Głos Zofii drżał z oburzenia. I na pewno nikomu nie pozwalałam tu mieszkać!
Kobieta zamrugała zdezorientowana, rozglądając się po rozrzuconych zabawkach, kuchni, gdzie suszyło się dziecięce ubranka, jakby szukając potwierdzenia swojego prawa do tego miejsca.
Ale Grzegorz Marek powiedział Jesteśmy jego rodziną Mówił, iż pani się zgodziła Że pani jest dobra i wyrozumiała
Zofia poczuła niewypowiedziane oburzenie i pewien szok, jakby wylano na nią kubeł lodowatej wody.
Powoli zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami, próbując zebrać myśli. Jej dom, jej przestrzeń, jej życie nagle stała się w nim obca
Rok temu wszystko było zupełnie inne. Zofia odpoczywała nad morzem, ciesząc się zasłużonym urlopem po zakończeniu trudnego projektu renowacji zabytkowego budynku w centrum Poznania.
W wieku trzydziestu czterech lat była uznaną architektką, przyzwyczajoną polegać tylko na sobie.
Kariera zajmowała większość jej życia, ale nie narzekała praca dawała satysfakcję i stabilne dochody.
Grzegorza poznała na nadmorskim deptaku w jeden z upalnych sierpniowych wieczorów. Był uroczym mężczyzną, nieco starszym od niej, z ciepłym uśmiechem i uważnymi brązowymi oczami.
Od trzech lat po rozwodzie, miał dwoje dzieci dziesięcioletniego chłopca i siedmioletnią córkę, pracował jako kierownik budowy w dużej firmie.
Zalecał się pięknie i po staroświecku codziennie kwiaty, restauracje z widokiem na morze, długie spacery po plaży pod gwiazdami.
Jesteś wyjątkowa mówił, delikatnie całując jej dłoń. Mądra, niezależna, piękna. Dawno nie spotkałem tak silnej kobiety, która wie, czego chce.
Zofia topniała pod wpływem jego słów i uwagi. Po serii nieudanych związków z mężczyznami, którzy bali się jej sukcesu lub próbowali z nim konkurować, Grzegorz wydawał się darem losu.
Szanował jej pracę, wypytywał o projekty, wspierał, gdy klienci stawiali nierealne wymagania.
Lubię, iż jesteś silna mówił. Ale jednocześnie pozostajesz kobieca, delikatna, czuła.
Wakacje się skończyły, ale relacja trwała dalej. Grzegorz przyjeżdżał do Poznania, ona do Gdańska. Telefony, wiadomości, plany na przyszłość.
Po ośmiu miesiącach oświadczył się w tym samym miejscu, gdzie się poznali.
Ślub był skromny, ale ciepły. Zofia przeprowadziła się do Gdańska, znalazła pracę w lokalnej pracowni architektonicznej, a swoje mieszkanie w Poznaniu zostawiła puste.
Jesteśmy teraz rodziną mówił, mocno ją przytulając. Moje dzieci to twoje dzieci, moje problemy to twoje problemy. Wszystko pokonamy razem.
Na początku Zofia była szczęśliwa. Podobało jej się uczucie prawdziwej rodziny, ciepło domowego ogniska, dziecięce śmiechy w domu.
Z euforią pomagała Grzegorzowi z dziećmi, kupowała im prezenty, opłacała zajęcia dodatkowe, woziła do lekarzy.
Ale stopniowo coś zaczęło się zmieniać.
Najpierw drobiazgi Grzegorz brał pieniądze z jej konta bez uprzedzenia. Zapomniałem zapytać, wybacz mówił, gdy zauważała przelew.
Potem częściej prosił o pomoc z alimentami dla byłej żony.
No przecież rozumiesz tłumaczył z wymuszoną skruchą. Dzieci nie są winne, iż rodzice nie potrafią się dogadać. A w tym miesiącu mam problemy w pracy, wypłata się opóźnia.
Zofia rozumiała i chciała pomóc. Kochała Grzegorza i naprawdę przywiązała się do jego dzieci.
Ale z czasem prośby stawały się częstsze i większe
Opłacić wyjazd dzieci do babci w Krakowie, kupić nowe zimowe ubrania, zapłacić za obóz letni, wynająć korepetytora z matematyki.
Najgorsze było to, iż Grzegorz zaczął przesyłać pieniądze byłej żonie prosto z konta Zofii, choćby jej nie informując.
To przecież teraz nasze wspólne dzieci tłumaczył się, gdy Zofia oburzyła się na kolejny przelew. Przecież je kochasz. A ty zarabiasz więcej niż ja. Nie żałujesz im?
Nie chodzi o żałowanie mówiła cicho, ale stanowczo. To moje pieniądze, mogłeś chociaż zapytać.
Jasne, jasne. Następnym razem na pewno zapytam.
Ale następny raz był taki sam.
Zofia zaczęła czuć się nie jak żona i partnerka, a jak wygodne źródło finansowania. Jej zdanie nie miało znaczenia stawiano ją przed faktami.
I za każdym razem, gdy próbowała się sprzeciwić lub porozmawiać o budżecie, Grzegorz oskarżał ją o chłód, egoizm i brak chęci bycia prawdziwą rodziną.
Myślałem, iż jesteś inna mówił z goryczą. Że pieniądze nie są dla ciebie ważne
Tamtego majowego dnia, gdy pojechała odwiedzić chorą matkę w Wielkopolsce i wstąpić do Poznania sprawdzić mieszkanie, Zofia jeszcze miała nadzieję, iż wszystko da się naprawić.
Może krótka rozłąka pomoże im obojgu przemyśleć związek i znaleźć kompromis.
Ale to, co zobaczyła w swoim mieszkaniu, przerosło jej najgorsze obawy.
Mieszkanie wyglądało jak po najściu lokatorów. W kuchni stało mnóstwo brudnych naczyń, w łazience suszyło się cudze pranie, a w jej sypialni stało łóżeczko dziecięce.
Na stole leżały niezapłacone rachunki za media na kwotę ponad pięciu tysięcy złotych.
Jak długo tu państwo mieszkają? zapytała Zofia, starając się zachować spokój.
Już trzy miesiące odpowiedziała kobieta, wciąż nieświadoma sytuacji. Gr













