Dziennik osobisty, 14 marca
Minęły dwa dni, odkąd świat wywrócił się do góry nogami. Wracam po pracy do mieszkania na warszawskim Mokotowie, chcąc jedynie wypić zimnego Lecha i obejrzeć mecz Legii w ciszy. Marzyłem o chwili spokoju, bez wrzasków Stasia i małej Zosi. Odpaliłem telewizor, dźwięk ustawiając trochę zbyt głośno, żeby nie słyszeć krzyków.
Ala była wykończona tego wieczora. Usypiała dzieci, a one wciąż się kłóciły i nie słuchały. W końcu nie wytrzymała i z impetem wyszła z mieszkania. Dzieci zostały ze mną, a ja zostałem ze swoją bezradnością. Już nie było komfortowego picia piwa na kanapie i leniwej ciszy. Zaczęła się szara rzeczywistość.
Parę dni później napisałem do niej list, który do dziś noszę w sercu:
„Kochana Olu,
Parę dni temu pokłóciliśmy się. Wróciłem z pracy, ledwo żywy, była już dwudziesta. Marzyłem tylko o tym, żeby rozsiąść się na kanapie i obejrzeć piłkę.
Byłaś w okropnym humorze, ledwo trzymałaś się na nogach. Dzieci wrzeszczały, a Ty próbowałaś je położyć do łóżek.
Podgłośniłem telewizor, żeby ich nie słyszeć.
Zapytałaś cicho, ściszając głos: 'Czy byś czasem nie umarł, jakbyś trochę pomógł przy dzieciach?’
Zrezygnowany odpowiedziałem tylko: 'Pracowałem cały dzień, żebyś Ty mogła zostać w domu i bawić się w dom.’
I zaczęło się. Kłótnia za kłótnią, argumenty bez końca. Płakałaś z wyczerpania i złości. Wygarnąłem Ci różne rzeczy. Krzyknęłaś, iż już nie dasz rady, i wyszłaś, zostawiając mnie z maluchami.
Musiałem sam je nakarmić i położyć. Przez cały kolejny dzień nie wróciłaś. Wziąłem wolne i zostałem z dzieciakami w domu.
Przeżyłem wszelkie możliwe płacze i pretensje.
Biegałem od świtu po domu, nie mając choćby chwili na normalny prysznic.
Rozmawiałem cały dzień tylko z dziećmi. Przez te dwa dni nie usiadłem porządnie do obiadu cały czas pilnując, żeby dzieci nie zrobiły sobie krzywdy.
Byłem tak zmęczony, iż mógłbym spać dwadzieścia godzin bez przerwy, ale to niewykonalne, bo któreś zawsze w nocy się budzi.
Dwa dni i noc bez Ciebie. W końcu zrozumiałem.
Pojąłem, jak bardzo jesteś zmęczona.
Zrozumiałem, iż bycie matką to nieustanne poświęcenie.
Wiem już, iż to znacznie trudniejsze niż praca w biurze przez dziesięć godzin i zarządzanie pieniędzmi firmy.
Doświadczyłem tego, jak oddałaś swoją karierę i finansową niezależność, żeby być z naszymi dziećmi.
Zrozumiałem, jak ciężko jest, gdy sytuacja finansowa zależy od kogoś innego.
Wiem, co tracisz, gdy odmawiasz wyjścia na spotkanie z przyjaciółkami czy siłownię. Nie możesz robić ulubionych rzeczy ani się spokojnie wyspać.
Pojąłem, jak się czujesz, gdy jesteś zamknięta w domu z dziećmi i życie wokół Ciebie omija.
Już wiem, iż boli Cię, gdy moja mama krytykuje Twoje sposoby wychowania dzieci. Nikt nie zna ich lepiej niż Ty ich mama.
Po raz pierwszy widzę, jak ogromna odpowiedzialność spoczywa na każdej matce. Niestety, w Polsce, tak rzadko ją doceniamy.
Nie piszę tego tylko po to, by napisać, jak bardzo mi Ciebie brakuje. Nie chcę, by minął kolejny dzień Twojego życia, żebym nie powiedział najważniejszego:
Jesteś ogromnie dzielna, wykonujesz wspaniałą pracę i podziwiam Cię z całego serca!
Rola żony, mamy i gospodyni jest najważniejsza, choć najmniej doceniana. Przekaż ten list swoim przyjaciółkom; może w końcu zaczniemy szanować najważniejszy zawód świata bycie mamą.”

![Małgorzata Tomaszewska o partnerze: Najważniejsze było dla mnie, czy mój syn go zaakceptuje [PODCAST]](https://m.mamadu.pl/3f099b66bde9ff4a8bfec0d4cc9df4be,1920,1080,0,0.webp)






