Kochamy nasze wnuki z całego serca, ale nie mamy już siły być ich opiekunkami – historia polskich dziadków wykończonych pomocą jedynej córce i jej kolejnym dzieciom

newsempire24.com 1 godzina temu

Nasze wnuki są cudowne, ale brakuje nam już sił, żeby im pomagać.

Mówi się, iż dzieci to skarb, a wnuki jeszcze większe szczęście. Zgadzam się z tym ale tylko wtedy, gdy człowiek nie jest całkowicie odpowiedzialny za ich utrzymanie i opiekę. Razem z mężem mamy córkę, Justynę. Kiedy skończyła 19 lat, oznajmiła nam, iż jest w ciąży. Chwilę potem okazało się, iż spodziewa się bliźniaków. Później wyszła za mąż za Bartka. Myślałam, iż powoli wszystko się ułoży.

Sytuacja mocno nas przerosła. Młode małżeństwo, ledwo po maturze, a już z dwójką dzieci na głowie. Bartek zarabiał marne grosze, ledwie wiążąc koniec z końcem. Większość obowiązków finansowych spadła na mnie i mojego męża Piotra. Oboje musieliśmy wziąć dodatkowe prace ja sprzątałam u sąsiadów, on dorabiał w warsztacie. Pracowaliśmy od świtu do nocy, żeby nie brakowało im na mleko, pieluchy, rachunki.

Justyna i Bartek przez jakiś czas mieszkali z nami w bloku na Pradze. Każdy dzień wyglądał tak samo pobudka skoro świt do pracy albo na nocną zmianę, a ja chodziłam półprzytomna, bo wciąż budziłam się do wnuków, żeby córka mogła chociaż trochę się przespać. Zaczęłam mieć coraz większe problemy ze zdrowiem.

Tak minęły trzy lata. Młodzi w końcu odłożyli trochę złotych, przeprowadzili się na swoje na Woli, a bliźniaki podrosły i zaczęły chodzić do przedszkola. Myślałam, iż wreszcie odsapniemy, aż Justyna oznajmiła, iż znów jest w ciąży Byłam w szoku. Od razu powiedziałam, iż może lepiej byłoby, gdyby nie rodziła teraz następnego dziecka, bo dwójka to już ogromny trud. Ale Justyna nie chciała o tym słyszeć. Urodziła kolejnego malucha, a nasze domowe wydatki znowu znacznie wzrosły. Mimo iż Bartek w międzyczasie dostał podwyżkę, ciężko było utrzymać pięcioosobową rodzinę w Warszawie.

Znów rzuciliśmy się z Piotrem w wir pracy. On coraz częściej wracał do domu zmęczony, zaczął narzekać na ból głowy. niedługo potem dostał udaru, ja natomiast coraz częściej mam kołatanie serca. Zrozumieliśmy, iż nasze zdrowie wisi na włosku. Powiedziałam Justynie wyraźnie: muszą w końcu wziąć odpowiedzialność za swoje życie, bo my dłużej nie damy rady.

I wtedy usłyszałam, iż Justyna spodziewa się czwartego dziecka. Kompletnie mnie zatkało. Jakby zupełnie nie zdawała sobie sprawy, ile już dla niej zrobiliśmy, ile oddaliśmy energii i pieniędzy. Chyba myśleli, iż będziemy ich wspierać bez końca. Ale my już nie mamy na to siły. Nie wiem, co dalej robić. Bardzo zależy mi na córce i wnukach, nie chcę, żeby ludzie mówili, iż odwróciliśmy się od własnej rodziny. Ale zrobiliśmy już naprawdę wszystko, co w naszej mocyTak bardzo kocham swoją rodzinę, ale zaczęłam rozumieć, iż miłość to nie tylko nieskończone poświęcenie to także umiejętność wyznaczania granic. Któregoś popołudnia usiedliśmy z Piotrem na ławce pod blokiem. Popatrzyliśmy na siebie i, mimo zmęczenia, uśmiechnęliśmy się z ulgą. Oboje poczuliśmy, iż nadszedł czas na odwagę, by powiedzieć dość.

Zadzwoniliśmy do Justyny. Zaproponowałam, żeby na spokojnie usiedli razem, by zaplanować, jak mogą sobie radzić bez naszej stałej pomocy. Powiedziałam, iż zawsze będziemy wspierać ich sercem, dobrą radą i od czasu do czasu opieką nad wnukami, ale musimy też zadbać o siebie. Justyna była rozczarowana, Bartek w pierwszej chwili się zdenerwował. A jednak po kilku tygodniach zaczęli sobie radzić lepiej, niż myśleliśmy. Dzieci dorastały, Justyna nauczyła się z chęcią prosić o wsparcie, ale tylko wtedy, gdy naprawdę tego potrzebowali.

Dziś, kiedy wnuki odwiedzają nas w weekendy, śmiejemy się razem przy cieście, a Piotr opowiada stare dowcipy. Patrzę na ich roześmiane buzie i czuję dumę w końcu wybraliśmy własne szczęście, nie rezygnując przy tym z nich. Kocham ich wszystkich, ale wiem, iż każda rodzina musi czasem nauczyć się latać na własnych skrzydłach. A my z Piotrem w końcu znaleźliśmy chwilę, by pospacerować za rękę i cieszyć się spokojem, na który tak długo czekaliśmy.

Idź do oryginalnego materiału