Kochamy nasze wnuki z całego serca, ale nie mamy już siły dźwigać ciężaru wychowania kolejnych dzieci naszej córki – Czy każdy dziadek musi poświęcić wszystko dla rodziny?

newskey24.com 19 godzin temu

Mówią, iż dzieci to euforia życia. To samo mawiają o wnukach. Zgadzam się, choć myślę, iż prawdziwe szczęście to móc je kochać, nie musząc jednocześnie oddawać ostatnich sił. Z żoną mamy jedną córkę Jagodę. Kiedy miała dziewiętnaście lat, przyszła do nas z nowiną: była w ciąży. Urodziła bliźniaczki, Justynę i Martę. Niedługo później wyszła za mąż za Wojtka. Wtedy wierzyłem, iż wszystko rozejdzie się po kościach jakoś sobie poradzą.

Okazało się jednak, iż cały ciężar spadł na nasze barki. Jagoda była jeszcze młoda i zagubiona, a jej mąż miał ledwo ponad dwadzieścia lat i zarabiał tyle, co kot napłakał. To my musieliśmy ich utrzymywać. Z żoną podjęliśmy dodatkowe zajęcia pracowaliśmy od rana do wieczora, byle tylko wystarczyło na każdy słoik dla wnuczek i rachunki.

Przez jakiś czas młodzi mieszkali z nami w naszym trzypokojowym mieszkaniu na Ochocie. Kolejne miesiące to była codzienna pobudka do roboty, niewyspane noce i opieka nad bliźniaczkami, żeby Jagoda mogła choć trochę odpocząć. Nic dziwnego, iż żona zaczęła narzekać na serce, a mnie ciągle bolały plecy.

Minęły trzy ciężkie lata. Synowa znalazła dorywczą pracę w sklepie, Wojtek złapał lepszą fuchę, dzieci podrosły i człowiek miał nadzieję, iż będzie spokojniej. I wtedy Jagoda oznajmiła, iż spodziewa się kolejnego dziecka. Nie potrafiłem opanować rozgoryczenia powiedziałem jasno, iż może lepiej byłoby nie powiększać rodziny. Ale córka była nieugięta. Urodziła trzecią dziewczynkę Zuzannę a nam znów świat się zawalił. Znowu dodatkowe zakupy, znowu kolacje w biegu, rachunki, nowe buciki… I choć Wojtek zarabiał już trochę więcej, nie dałby rady utrzymać pięcioosobowej rodziny sam.

Wszystko się posypało, kiedy żona miała udar, a mnie lekarz kazał zwolnić tempo. Wtedy musiałem spojrzeć prawdzie w oczy nie jesteśmy robotami. Powiedziałem Jagodzie, iż teraz muszą radzić sobie sami, bo nasze zdrowie już nie wytrzymuje.

Długo nie minęło, gdy córka przyszła z kolejną wiadomością: jest w czwartej ciąży. Zatkało mnie. Co oni sobie myślą? Że my, starzy, będziemy na nich pracować do końca życia? Nie wiem już, co mam robić i co myśleć. Bolałoby mnie, gdyby sąsiedzi czy rodzina mieli nas za złych dziadków, którzy odwrócili się od swojej jedynej córki. Ale naprawdę zrobiliśmy dla nich tyle, ile byliśmy w stanie. Dziś wiem, iż w życiu trzeba postawić granice, choćby najbliższym, jeżeli nie zadbamy o siebie, to nikt inny tego za nas nie zrobi.

Idź do oryginalnego materiału