Kupiła córce telefon, ale po kryjomu ją sprawdza. "Usłyszałam, iż to naruszenie prywatności"

gazeta.pl 4 godzin temu
- Mam 11-letnią córkę. Jest miła, grzeczna, dobrze się uczy. Na święta dostała swój pierwszy telefon, bo już mieliśmy dość wysłuchiwania tych wszystkich żalów, iż koleżanki mają, a ona nie - opowiada w rozmowie z naszym portalem Ela. - I kiedy przyznałam się przed koleżanką, iż sprawdzam telefon córki, ponieważ stosuję tu 'zasadę ograniczonego zaufania', ta na mnie nakrzyczała i powiedziała, iż to naruszenie prywatności. Sama nie wiem, co myśleć - dodaje.Telefon dla dziecka to temat, który w rozmowach rodziców pojawia się bardzo często. Czy kupić? A jeżeli tak, to na jakich zasadach? Można przeglądać wiadomości, czy jednak to zbyt duża ingerencja w prywatność? - Mam zaufanie do córki, ale wydaje mi się, iż to jednak za wcześnie na pełną swobodę w dostępie do sieci. Przyznaję, sprawdzam jej telefon. Widzę, na jakie strony wchodzi. Robię to, bo boję się tych wszystkich konsekwencji. Hejtu i cyberprzemocy, rzeczy, o których jest teraz bardzo głośno. Córka oczywiście o tym nie wie. Nie wie, iż każdego wieczora czytam to, o czym pisze z koleżankami - dodaje Ela. - Kiedy powiedziałam o tym koleżance, ta stwierdziła, iż to naruszenie prywatności i jeżeli córka się o tym dowie, to straci do mnie zaufanie. I niby to rozumiem, ale z drugiej strony, czy takie 11-letnie dziecko naprawdę powinien mieć pełną prywatność w telefonie? - dopytuje matka.
REKLAMA






Zobacz wideo

Basia Cichocka-Mruk i Mateusz Mruk o higienie cyfrowej. "Potrafimy odłożyć telefony"



Prywatności w sieci? "Telefon nie należy do dziecka, a rodziców"W dzisiejszym świecie nie uciekniemy od technologii. Otacza nas i dotyka praktycznie każdej sfery życia, i jak pokazują badania, dotyczy coraz młodszych dzieci. Aż 54 proc. dzieci poniżej szóstego roku życia korzysta z urządzeń takich jak telefony, tablety czy laptopy - wynika z badania "Brzdąc w sieci" przeprowadzonego przez Akademię Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Im starsze dzieci, tym większy odsetek ma dostęp do telefonu. Fundacja Dbam o Mój Z@sięg podaje, iż "co trzeci uczeń twierdzi, iż rodzice nie wiedzą, co robi w internecie", a "co czwarty nastolatek uważa, iż nie mógłby liczyć na pomoc rodziców, gdyby napotkał w sieci coś niepokojącego". Co więcej, aż 60 proc. uczniów uważa, iż rodzice nie uczą ich odpowiedzialnego i bezpiecznego korzystania ze telefonów, a "ok. 10 proc. badanych uczniów przyznaje, iż ich rodzice w ogóle nie interesują się ich życiem cyfrowym".Nad tym problemem pochyliła się również rządowa agencja NASK. "Rodzice nie mają pojęcia, co dzieci robią w sieci. Ponad połowa opiekunów uważa, iż ustala w domu zasady bezpiecznego korzystania z internetu. Tymczasem potwierdza to jedynie co piąty nastolatek" - czytamy. - Rodzice nie mają wiedzy o tym, co ich dzieci robią w sieci, albo jest ona bardzo niepełna - podkreśla dr Anna Wrońska z NASK.Rozmawiam z córką o hejcie, o tym, iż jeżeli ktoś będzie chciał od niej jakieś dziwne zdjęcie, będzie pisał brzydkie słowa, ma przyjść i mi powiedzieć. Ale też przyznaję, iż kiedy nie widzi, przeglądam jej media społecznościowe, patrzę na komentarze, na to, co sama napisała i jakie wiadomości dostała od innych- opowiada Ela, mama 11-latki.


Świat cyfrowy nie jest bezpieczny dla dziecka. By taki się stał, potrzebne jest odpowiednie podejście rodzica, co zdaniem Katarzyny Goryluk-Gierszewskiej, dyrektor Szkoły Podstawowej Academy International, powinno zadziać się już na samym początku, zanim jeszcze dziecko otrzyma swój pierwszy telefon. - Rozmowy o bezpiecznym i odpowiedzialnym korzystaniu z telefonów komórkowych - a szerzej: o funkcjonowaniu w przestrzeni cyfrowej - powinniśmy rozpoczynać z dziećmi jeszcze, zanim dostaną swój pierwszy telefon. To moment kluczowy, bo właśnie wtedy kształtują się pierwsze nawyki i przekonania dotyczące świata online. Warto jasno powiedzieć, iż telefon de facto nie należy do dziecka, ale do rodziców - i to my ponosimy prawną oraz wychowawczą odpowiedzialność za wszystko, co wiąże się z jego używaniem - zaznacza ekspertka w rozmowie z eDzieckiem.pl.Na tym nie koniec, bo jak przekonuje specjalistka, rolą rodzica jest to, by pomógł dziecku spojrzeć na świat cyfrowy nie jako źródło rozrywki, a "przestrzeń wymagającą odpowiedzialności".Jeśli od samego początku uświadomimy dzieciom, iż anonimowość w sieci nie istnieje, iż hejt jest przestępstwem, a publikowanie niestosownych treści może mieć konsekwencje ciągnące się latami, pomożemy im spojrzeć na świat cyfrowy nie tylko jako źródło rozrywki, ale także jako przestrzeń wymagającą odpowiedzialności. Taka rozmowa nie ma na celu straszenia, ale budowanie świadomości i poczucia sprawczości- zaznacza w rozmowie z nami Katarzyna Goryluk-Gierszewska, dyrektor Szkoły Podstawowej Academy International, która ma ogromne doświadczenie w pracy z dziećmi. - W tym kontekście dziecko powinno wiedzieć, iż mamy prawo, a wręcz obowiązek, zaglądać do treści znajdujących się w jego telefonie. Brak kontroli nie jest wyrazem zaufania, ale zaniedbaniem bezpieczeństwa. choćby najbardziej odpowiedzialne dzieci nie są w stanie przewidzieć wszystkich zagrożeń, jakie niesie ze sobą świat online. - zaznacza Zdaniem Katarzyny Goryluk-Gierszewskiej rodzice powinni z dziećmi rozmawiać i edukować, ale też, co ważne, kontrolować to, co nasz maluch robi w sieci. - Dzieci dopiero uczą się rozpoznawania zagrożeń, łatwo mogą ulec manipulacji i nie zawsze potrafią ocenić, które treści są krzywdzące dla innych lub dla nich samych. Naszym zadaniem jest nie dopuścić do tego, by coś istotnego nam umknęło i by z konsekwencjami przyszło mierzyć się dopiero wtedy, gdy jest już za późno - dopowiada.


Medal ma dwie strony. Pod przykrywką "dbania o bezpieczeństwo" chcą pełnej kontroliNo to jak to z tą prywatnością jest? Rodzice, którzy przyznają się do przeglądania telefonu córki czy syna, są zdania, iż w ten sposób "dbają o bezpieczeństwo, chronią przed hejtem i cyberprzemocą". Jednak prawdą jest, iż ma to też swoją cenę. Nastolatkowie pytają: 'Czy rodzice mają prawo czytać moje wiadomości'? Odpowiedź brzmi: nie. Tajemnica korespondencji kojarzy nam się z papierowymi listami, jednak dotyczy ona nie tylko arkuszy w kopercie. To również ochrona SMS-ów, wiadomości w komunikatorach, e-maili i wszelkiej komunikacji za pośrednictwem mediów społecznościowych. Generalnie, nie wolno dziecku niczego przeglądać, to jest naruszanie granic, nieszanowanie prywatności. Takie działanie zaburza poczucie bezpieczeństwa, podważa samoocenę - podkreśla psychoterapeutka Eliza Wolańczyk, cytowana przez portal strefaedukacji.pl. Zatem co my, rodzice, powinniśmy zrobić, by z jednej strony "trzymać rękę na pulsie", a z drugiej nie naruszać granic prywatności dorastających dzieci? Rozmawiać i wspólnie ustalić granice. - najważniejsze jest to, żeby zasad nie narzucać jednostronnie, ale wypracować je razem z dzieckiem - podkreśla psycholożka Maria Zalewska w rozmowie z naszym portalem.A Ty, jak podchodzisz do kwestii posiadania własnego telefona przez dziecko? Napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl.
Idź do oryginalnego materiału