List nauczycielki: "Mam dość rodziców XXI wieku. Przez ich metody dzieciom brakuje ogłady"

mamadu.pl 4 miesięcy temu
Kiedy patrzę na współczesne pokolenie dzieci, a w szczególności to w wieku szkolnym, przepełniają mnie obawy i wątpliwości. Jest jakieś inne, ale dokładnie nie potrafię ubrać tego w słowa. Może to odwaga i podążenie za marzeniami? A może nieustępliwość, zawziętość i obojętność? Przeczytałam wiadomość napisaną przez Gosię, nauczycielkę historii. Sama nie wiem, co o tym myśleć.


Być może pomyślicie, iż to przesada, wyolbrzymianie problemu i niepotrzebny rozgłos. Przyznaję, iż w pierwszym momencie też odniosłam takie wrażenie. Wystarczyła jednak chwila refleksji, moment zastanowienia, bym zrozumiała, iż Gosi obawy są słuszne i (co ważne) poparte dowodami.

Jest coraz gorzej


"Od lat pracuję jako nauczycielka i z każdym kolejnym rokiem zauważam narastający problem, który nie daje mi spokoju. Przyglądam się zachowaniu nie tylko dzieci, ale i rodziców, którzy stają się coraz gorsi. I nie są to słowa bezmyślnie rzucone na wiatr.

Piszę to z pełną odpowiedzialnością: postawa opiekunów XXI wieku jest karygodna. Ich podejście jest lekceważące, lekkomyślne i absurdalne.

Dzieci coraz częściej przychodzą do szkoły lub przedszkola nieprzygotowane do podstawowego funkcjonowania w grupie. Brakuje im ogłady, są nieposłuszne, nie potrafią podporządkować się regułom i nie mają szacunku do osób starszych.

Pomijam już to, jak odnoszą się do rówieśników. Te głupie odzywki jestem jeszcze sobie w stanie jakoś wytłumaczyć, choć i tak ciężko mi się ich słucha. Ale słowa, które padają w kierunku kadry pedagogicznej, są niedopuszczalne. choćby mi się to w głowie nie mieści.

Przecież to rolą rodziców jest wpojenie dzieciom pewnych wartości, wyjaśnienie, czym jest empatia i szacunek. Coraz częściej odnoszę wrażenie, iż rodzice oddają swoje obowiązki wychowawcze w ręce nauczycieli, zapominając, iż wychowanie dziecka zaczyna się w domu.

Niepokoi mnie ta przemądrzałość i brak pokory, które obserwuję niemalże na każdej lekcji i przerwie. Wydaje mi się, iż uczniowie przyzwyczajeni są do tego, iż ich zdanie zawsze jest najważniejsze, a granice są jedynie pojęciem teoretycznym, które z rzeczywistością nie ma niczego wspólnego.

Kiedy próbuję zasugerować rodzicom, w czym tkwi problem, nad czym trzeba popracować, często spotykam się z oporem i niezrozumieniem. Zamiast współpracy, widzę obronną reakcję, jakby każda sugestia była atakiem na ich kompetencje rodzicielskie.

Opiekunowie zapominają, iż wychowanie uczniów to nasza wspólna odpowiedzialność. Bez ich zaangażowania i wsparcia szkoły czy choćby przedszkola nigdy nie spełnią w pełni swojej roli.

Chciałabym zachęcić rodziców do rozmów z dziećmi, do nauki zasad i stawiania granic, które są niezbędne do prawidłowego rozwoju. Wspólnie możemy wychować pokolenie pełne wartości, szacunku i empatii.

My sami, w pojedynkę, bez wsparcia rodziców, nie damy rady. Mimo starań i chęci poniesiemy porażkę, która sądzę, iż przez nikogo nie jest pożądana. Zróbmy coś, by jej uniknąć.

Rodzice, obudźcie się i przestańcie traktować swoje dzieci jak pączki w maśle, które nie mają obowiązków, nie przestrzegają reguł i zasad. A jeżeli gwałtownie nie przejrzycie na oczy, to jestem wręcz pewna, iż za kilka lat będziecie tego żałować".

Idź do oryginalnego materiału