Lokalowy dramat w Krakowie. Rok akademicki rozpoczęty, a wielu studentów wciąż szuka mieszkania

krknews.pl 2 godzin temu

Od inauguracji roku akademickiego minął niecały miesiąc, jednak problemy studentów z mieszkaniami pozostały. Mieszkań brak, stawki biją rekordy, a słowo „komfort” stało się luksusem, na który stać niewielu.

Wolny rynek, drastyczne limity

Kraków to drugie największe miasto w Polsce i jeden z największych ośrodków akademickich w Polsce. Co roku miasto przyciąga tysiące studentów. Jednak baza akademikowa pokrywa zapotrzebowanie jedynie ułamka tej grupy. Reszta skazana jest na wolny rynek, który po prostu pęka w szwach.

Ofert wynajmu, szczególnie kawalerek i mieszkań dwupokojowych, jest dramatycznie mało, a te, które pojawiają się na portalach ogłoszeniowych, znikają w kilkanaście minut.

– Gdy szukałam mieszkania na początku września, dodzwonienie się do właściciela graniczyło z cudem. Raz usłyszałam, iż jestem dwudziestą osobą w kolejce do obejrzenia lokalu w ciągu dwóch godzin od publikacji ogłoszenia – wspomina Kasia, studentka III roku. – Finalnie wynajęłam z trzema dziewczynami małe mieszkanie na Ruczaju. Jest ciasno, ale cena za jedno łóżko i tak powala z nóg – mówi.

Klatka dla ośmiu czy drenaż kieszeni?

Wysokie ceny i mała podaż doprowadziły do skrajności. Pomimo iż rok akademicki rozpoczął się na początku października, dzisiejsza rynkowa rzeczywistość stawia studentów przed dramatycznym wyborem: skrajny brak prywatności albo drastyczne nadwyrężenie domowego budżetu.

Nasi rozmówcy przyznają, iż żeby ograniczyć koszty, łączą się w grupy i decydują na tzw. „zagęszczanie”. W sieci nie brak ogłoszeń, w których w trzypokojowym mieszkaniu na Krowodrzy czy Prądniku Czerwonym melduje się czasem choćby 5 osób. Przekształcanie salonów, a choćby większych kuchni czy przedpokoi na prowizoryczne sypialnie staje się smutną normą.

– Mieszkamy w sześcioro w czterech pokojach na Grzegórzkach. Łazienka jest jedna, więc rano obowiązuje grafik – opowiada Tomek, student II roku informatyki. – To nie są warunki do nauki, tylko ciągły kompromis i hałas. Ale alternatywą był powrót do domu rodzinnego i dojeżdżanie po dwie godziny w jedną stronę, bo na samodzielne mieszkanie mnie po prostu nie stać – opowiada.

Jak słyszymy, o ile ktoś chce „normalne” mieszkanie, jak dla rodziny 2+2, to musi liczyć się z ogromnymi cenami. Z kolei o ile komuś zależy na cenie, to musi się pogodzić z mieszkaniem, które zostało przekształcone z lokalu dla 4 osób w taki dla choćby 12.

– Z perspektywy właściciela wynajem studentom wiąże się z ryzykiem, więc wolimy podnosić cenę lub wybierać pracujących singli. Ale prawdą jest też to, iż sami płacimy wyższe raty kredytów i wyższe opłaty do spółdzielni – przyznaje anonimowo jeden z krakowskich wynajmujących.

Przyszłość pod znakiem zapytania

Choć zegar akademicki tyka już od niemal miesiąca, dla pokaźnej grupy krakowskich studentów czas jakby się zatrzymał, przynajmniej w kwestii poszukiwania własnego dachu nad głową. Zamiast skupiać się na pierwszych kolokwiach, projektach czy integracji, wielu młodych ludzi wciąż tkwi w zawieszeniu i prowadzi wycieńczającą walkę z rynkiem nieruchomości.

– Zaczęłam studia na psychologii, a od trzech tygodni codziennie wracam wieczorem do Katowic i przyjeżdżam rano na nowo. Codziennie odświeżam portale z ogłoszeniami. Każdy pokój w rozsądnej cenie znika w kilka minut, a na oglądanie ustawiają się tłumy. Jestem wykończona tą niepewnością – przyznaje Monika, studentka I roku.

Okazuje się, iż nie jest to odosobniony problem, a rzeczywistość wielu krakowskich studentów. Choć od rozpoczęcia semestru minął prawie miesiąc, wielu studentów przez cały czas szuka swojego stałego kąta.

– Wstaję o czwartej rano, żeby dojechać na zajęcia z okolic Nowego Sącza, a do domu wracam po dwudziestej. O uczeniu się czy jakimkolwiek życiu studenckim nie ma choćby mowy – opowiada Mateusz, student I roku administracji. – jeżeli do końca miesiąca nie znajdę niczego, na co będzie mnie stać przy dorywczej pracy, będę musiał zrezygnować ze studiów i wrócić do domu na stałe. Dostałem się na wymarzony kierunek, ale Kraków po prostu mnie finansowo dobił – mówi.

Idź do oryginalnego materiału