Łukasz Skrodzki mimo młodego wieku ma na swoim koncie wiele osiągnięć: z sukcesem prowadzi biznes, aktywnie działa w stowarzyszeniu Pulaski Association of Business And Professional Men Inc., realizuje się też jako mąż i ojciec. W rozmowie z „Białym Orłem” zdradza, co chciałby osiągnąć jako Marszałek Greenpointu 2026 i dlaczego wśród jego pomysłów jest organizacja polonijnego festiwalu na Greenpoincie.
Łukasz Skrodzki mimo młodego wieku z powodzeniem kontynuuje prowadzenie rodzinnego biznesu. Na zdj. przed restauracją Amber Steak House w Nowym Jorku, której jest współwłaścicielem. Fot. Marcin Żurawicz„Biały Orzeł”: Jak doszło do objęcia przez Ciebie funkcji marszałka Greenpointu, który będzie reprezentował tę polską dzielnicę podczas 89. Parady Pułaskiego w Nowym Jorku?
Łukasz Skrodzki: Mimo młodego wieku od lat należę do stowarzyszenia zrzeszającego polonijnych biznesmenów, czyli Pulaski Association of Business And Professional Men Inc. Staram się aktywnie działać w tej organizacji i to właśnie tam parę miesięcy temu zaczęły się nieformalne rozmowy i pytania, czy rozważyłbym przyjęcie tego stanowiska. Później skontaktowali się ze mną przedstawiciele Komitetu Parady Pułaskiego już z konkretną propozycją, którą oczywiście przyjąłem. Są takie propozycje w życiu, których się po prostu nie odrzuca. I ta właśnie do takich należy. Chciałbym podziękować w tym miejscu Komitetowi Parady za ten wybór i zaufanie, które otrzymałem. Na pewno nikogo nie zawiodę.
Byłeś zaskoczony?
Tak, chyba każdy byłby na moim miejscu. Jest wiele osób zasłużonych w Polonii, które nie dostąpiły tego honoru. Jestem młodym chłopakiem, mam 32 lata, więc nie spodziewałem się takiego zaszczytu już teraz. Traktuję to jako wielkie wyróżnienie, ale też i odpowiedzialność. Wiem, iż wiele osób zna mnie i moją rodzinę, a zwłaszcza tatę – Henryka Skrodzkiego, który przecież związany jest z Greenpointem od momentu przyjazdu do Stanów Zjednoczonych w 1993 roku. Tata też był przed laty marszałkiem tej dzielnicy. Tak więc rodzinna tradycja będzie kontynuowana, z czego oczywiście bardzo się cieszę.
Wspomniałeś wcześniej swój młody wiek. Po ceremonii szarfowania, która odbędzie się 6 czerwca w Terrace On The Park, zostaniesz jednym z najmłodszych marszałków dzielnicy Greenpoint w historii…
To prawda, traktuję to jednak jako zaletę. Młodzi ludzie zwykle mają dużo energii do działania i wiele odwagi, aby realizować cele, które sobie wyznaczą. Moją ambicją jest sprawienie, żeby w Paradzie brała udział jak największa liczba młodych Polaków i zamierzam ich zachęcać do tego na wszystkie możliwe sposoby. Często bywa tak, iż dzieci emigrantów zapominają o swoich polskich korzeniach, nie mówią w języku polskim i nie widzą powodu, aby uczestniczyć w polonijnym życiu czy też zostać członkiem polonijnych organizacjach. Dlatego już teraz apeluję do wszystkich młodych ludzi: bądźcie dumni, iż jesteście Polakami i nie zapominajcie skąd pochodzicie. Taki jest zresztą mój cel jako marszałka, aby aktywizować młodzież polskiego pochodzenia, tak aby ci ludzie stali się istotną częścią naszej społeczności. Chodzi mi oczywiście o tych, którzy do tej pory tego nie uczynili, a jest ich przecież niemało.
W Twoim przypadku takiego problemu nie było. Urodziłeś się co prawda już w Stanach Zjednoczonych, ale znakomicie mówisz po polsku i od lat udzielasz się wśród Polonii…
Dużo zawdzięczam pod tym względem rodzicom. Mój tata był zawsze ogromnym patriotą i wiele mi z tego przekazał. On też wciągnął mnie do Stowarzyszenia Pułaskiego. W domu zawsze mówiło się po polsku i zarówno ja, jak i moje siostry, 29-letnia Jessica i 18-letnia Angelika, świetnie posługujemy się językiem ojczystym. Mimo iż przecież szkoły kończyłem już w Stanach, to zawsze miałem wielu polskich kolegów, a moja żona Victoria też jest Polką. W tym roku zresztą będziemy obchodzić 4. rocznicę ślubu.
Wspólnie wychowujecie dwójkę dzieci, 5-letniego syna Tomka i 2-letnią Veronicę…
Nasze dzieci tak samo dobrze mówią po polsku, jak i po angielsku. Nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej. Uważam, iż oprócz wspaniałych polonijnych szkół i nauczycieli, to przede wszystkim rolą rodziców jest, aby nauczyli dzieci postawy patriotycznej. Tak jak stało się to w moim przypadku.
Polską dzielnicę znasz wyjątkowo dobrze…
Urodziłem się co prawda w szpitalu Woodhull na Bedford – Stuyvesant, ale na Greenpoincie spędziłem ponad 30 lat życia. Dopiero rok temu się wyprowadziliśmy, ale i tak polską dzielnicę odwiedzam codziennie ze względu na prowadzony tam biznes. Mieszkamy nieopodal na Queensie, więc jak pogoda dopisuje, to chodzę do pracy piechotą na Greenpoint przez most Kościuszki, co zajmuje nie więcej niż 40 minut. Dla mnie każdorazowo to taka podróż w krainę dzieciństwa. Polską dzielnicę zwyczajnie lubię. To tutaj się wychowałem i kiedy tylko mam czas, to jadę na Greenpoint z całą rodziną.
Łukasz Skrodzki z rodziną: żoną Victorią i dziećmi – córeczką Veronicą oraz synem Tomkiem. Fot. Marcin ŻurawiczMasz tutaj pewnie swoje ulubione miejsca…
Jeśli miałbym wskazać jedno, to zdecydowanie byłby to McGorlick Park. Jest w nim coś magicznego. Sam bawiłem się tam nie tak dawno jako dziecko na placu zabaw i czas ten wspominam cudownie. Teraz zabieram tu swoje dzieci i jestem pewien, iż będą miały równie piękne wspomnienia z tego miejsca. I tak jak ja będą kiedyś tutaj wracać. Ważnym miejscem jest dla mnie również kościół Św. Stanisława Kostki. Do tej parafii należymy z rodziną od chwili przyjazdu do Stanów.
Greenpoint jednak bardzo się zmienił…
Zdecydowanie. Zrobił się bardzo nowoczesnym, ale jednocześnie drogim miejscem do życia. Na żadne zakupy od dawna na Manhattan jeździć nie trzeba. Wiele polskich biznesów zniknęło, a ludzie się powyprowadzali. Jednak Greenpoint ma również piękną polską historię, a tego już nikt nam nie zabierze. Przecież przez lata większość Polaków prosto z lotniska JFK trafiała właśnie tutaj. Dla mnie to zawsze będzie taka malutka Polska. Miejsce pełne wspomnień, za którym się tęskni i do którego się wraca. Nie można też zapominać, iż ciągle mieszka tu wielu Polaków. Jednym z celów, jaki sobie stawiam jako marszałek, jest właśnie kultywowanie polskich tradycji i polskiej historii na Greenpoincie. Na tym skupiam też swoją działalność w organizacjach takich jak właśnie Pulaski Association, ale też innych, w których jestem, czyli Knights of Columbus czy też St. Aloysius Young Men’s Society. Nie twierdzę oczywiście, iż taki nowoczesny Greenpoint jak w tej chwili mi się nie podoba. Podoba mi się, ale chcę, żeby Polonia cały czas była tutaj obecna i widoczna. Aby była częścią tych zmian.
Tobie ta sztuka się udała. Należysz do młodego pokolenia polonijnych biznesmenów z powodzeniem kontynuujących rodzinne tradycje. Twój ojciec, Henryk Skrodzki, przed laty założył Podlasie Meat Market, sklepy mięsne na Greenpoincie i Glendale, a później otworzył nowoczesny i stylowy Amber Steak House, w tej chwili jedną z najwyżej ocenianych restauracji na Brooklynie serwujących steki. Od lat skutecznie zarządzasz tym biznesem. To trzeba rozpatrywać w kategoriach sukcesu.
Nie stało się to jednak przypadkiem. Ojciec wiele lat ciężko pracował, zdobywając niezbędne doświadczenie i potrafił też pozyskiwać do współpracy odpowiednich ludzi. Od dziecka podpatrywałem, jak się to robi i tata zawsze był dla mnie wzorem do naśladowania. Wiele też mnie nauczył, jeżeli chodzi o praktyczne zarządzanie biznesem. Zresztą nie jednym, bo ciągle prowadzimy kilka działalności. Co prawda Podlasie Meat Market na Greenpoincie, czyli miejsce, gdzie zdobywałem pierwsze doświadczenia pomagając ojcu jako nastolatek, już nie istnieje, ale od 2020 roku działa Podlasie Meat Market w New Britain, CT. Tam zresztą najczęściej można spotkać tatę, który cały czas jest bardzo aktywny zawodowo. Chociaż podzieliliśmy się obowiązkami i na co dzień to ja zarządzam Amber Steak House, to wszystkie najważniejsze decyzje ciągle podejmujemy razem.
Jakie zdolności przede wszystkim musi posiadać osoba zarządzająca restauracją w Nowym Jorku, który jest przecież wyjątkowym miejscem na kulinarnej mapie świata?
Przede wszystkim Amber Steak House to nie jest zwyczajna restauracja, gdyż serwuje steki klasy prime, czyli produkt wysokiej jakości. I to właśnie jakość jest tutaj kluczowa i nie można pod tym względem pozwolić sobie na słabsze dni. Bo klient jak się raz rozczaruje, to już nie wróci. Tym bardziej, iż wielu naszych klientów zna się na kulinarnej sztuce jak mało kto. Jakość mięsa i sprawdzony dostawca to rzeczy oczywiste. Jednak dla mnie klucz do sukcesu w biznesie tkwi gdzie indziej, a dokładnie w relacjach międzyludzkich. Skuteczne zarządzanie personelem to przede wszystkim umiejętność dostosowania się do zmian. Trzeba nie tylko mieć sprawdzonych ludzi, którzy znają się na swym fachu, ale rozumieć też, iż każdy z nich może mieć gorszy dzien. I chociaż z zewnątrz tak to nie wygląda, to każdy dzień w restauracji jest inny i pojawiają się różnego rodzaju wyzwania, z którymi trzeba sobie gwałtownie dać radę. Tak, aby nie ucierpiała jakość obsługi i oczywiście jakość potraw, które serwujemy. I z tym wszystkim dobry menager powinien umieć sobie skutecznie poradzić.
Ukończyłeś LaGuardia Community College na kierunku biznes. Z pewnością pomogło Ci to również w prowadzeniu działalności…
Tak, skończyłem studia otrzymując associate degree. Na pewno, jeżeli chodzi o biznes, edukacja jest ważna, ale to praktyka jest najważniejsza. Zawsze będę powtarzać, iż najwięcej nauczyłem się od ojca. Był i cały czas jest moim najważniejszym profesorem i to jego szkoła okazała się najlepsza. Myślę, iż to dobra chwila, abym podziękował mu za wszystko, co dla mnie zrobił. Bez niego nie byłbym na pewno w tym miejscu, w którym jestem. Dziękuję również mojej mamie Ewie. Na swoją rodzinę zawsze mogłem i mogę liczyć.
Jak tata przyjął wiadomość o Twojej nominacji?
Bardzo się ucieszył i do tej pory mi gratuluje. Od razu zaczął wspominać czasy, kiedy sam był Marszałkiem Greenpointu w 2018 roku, czyli całkiem niedawno.
Chociaż osoba i działalność Twojego ojca są w Polonii powszechnie znane, to jednak już o Tobie personalnie kilkakrotnie słyszałem, iż Polonia na Greenpoincie zawsze może liczyć na Twoje wsparcie. I to nie tylko finansowe. Angażujesz się w inicjatywy, które są zdaniem wielu mieszkańców ważne dla dzielnicy, jak chociażby protest przeciwko ograniczeniu ruchu na McGuinness Blvd, czyli planom władz miasta sprzed kilku lat.
Cieszę się, iż tak mówisz. Na pewno nikomu nie odmawiam pomocy, bo wiem, iż wiele osób naprawdę jej potrzebuje. Angażuję się wszędzie tam, gdzie uważam, iż mój głos jest potrzebny i korzystny dla okolicznych mieszkańców, w tym również Polaków. Wspomniane plany zawężenia McGuinness Blvd. dla ruchu pojazdów ograniczyłyby wielu ludziom możliwości dotarcia na Greenpoint, co dla dzielnicy nie byłoby dobre. Sprawa ta swojego czasu podzieliła mieszkańców na dwa obozy. Ja zawsze jestem za rozmową i wypracowaniem porozumienia w każdej kwestii. Uważam, iż jak się ma dobrą wolę, zawsze to można zrobić. Poprzez kłótnie i spory niczego się nie osiągnie.
Jakie Twoim zdaniem są w tej chwili najważniejsze problemy Polonii?
Jako nacja jesteśmy bardzo zdolni i pracowici, jednak czasem za dużo jest w nas zazdrości i wspomnianych wcześniej sporów. Nie jest to oczywiście problem jedynie Polaków, zwłaszcza na emigracji, gdzie przecież życie łatwe dla wielu nie jest. Najważniejsze jednak, abyśmy trzymali się razem, pielęgnowali tradycje i wzajemnie się wspierali. I to mimo różnic w poglądach. Również tych politycznych.
Twoja funkcja marszałka jest przede wszystkim reprezentacyjna. Masz jednak jakiś konkretny pomysł na przyszłość, co zrobić, aby Polonia na Greepoincie bardziej zaznaczyła swoją obecność?
Tak. Chciałbym, aby Greenpoint miał swój duży polonijny festyn, który odbywałby się regularnie na przykład w jednym z lokalnych parków. Taka doroczna impreza o nazwie Little Poland Festival odbywa się chociażby w Connecticut, a także w wielu innych miejscach, gdzie Polacy są obecni. To aż dziwne, iż w sercu Polonii takiej imprezy nie ma. Bede starał się coś takiego zorganizować, chociaż na pewno nie będzie to łatwe.
Czym dla Ciebie jest Parada Pułaskiego?
To bardzo prestiżowe wydarzenie dla całej Polonii. Dzień, w którym Polacy z różnych stron i stanów przyjeżdżają spotkać się w jednym miejscu. I to w wyjątkowo ważnym historycznie miejscu, jakim jest przecież 5. Aleja. Wiem, iż niektórzy traktują Paradę wyłącznie jako dobrą zabawę. Jednak dla mnie jest to zdecydowanie więcej. W tym dniu możemy pokazać naszą siłę i jedność jako Polacy, a Amerykanie mogą wiele dowiedzieć się o naszej historii i kulturze. Dla mnie i dla mojej rodziny to radosny dzień i również duża duma z tego, iż jesteśmy Polakami.
Pamiętasz swoją pierwszą Paradę?
Pamiętam, chyba jak każdy Polak. Miałem wtedy kilka lat i byłem tam razem z rodzicami. Jako dzieciak nie mogłem się doczekać tego dnia, bo ja zawsze lubiłem policjantów, a to była doskonała okazja, aby zrobić sobie z nimi zdjęcie. Później brałem udział w Paradzie praktycznie co roku. Najczęściej maszerując lub jadąc razem z drużyną Polonia NY Soccer Club z Greenpointu.
Jaka będzie tegoroczna Parada?
Na pewno jak zawsze biało-czerwona. Wierzę też, iż będzie na niej wielu młodych ludzi, zarówno moich rówieśników, jak i ludzi znacznie młodszych. Chciałbym, aby chociaż na ten jeden dzień na Greenpoint wrócili wszyscy ci, którzy tu kiedykolwiek mieszkali. I do tego będę każdego namawiał. Myślę, iż wtedy greenpoincki kontyngent byłby najliczniejszy ze wszystkich.
Jak lubisz spędzać czas wolny poza pracą?
Najczęściej oczywiście z rodziną, gdyż małe dzieci są jak wiadomo bardzo wymagające. Lubię też pograć w koszykówkę ze znajomymi, chociaż tego czasu dla siebie jest z wiekiem coraz mniej, gdyż obowiązków zawodowych przybywa. Czasem wyskoczę też na siłownię. Ruch i zdrowie są bardzo ważne, zwłaszcza, jak ma się dla kogo żyć. Poza tym marszałek musi mieć przecież dużo siły.
Znajdziesz czas w natłoku rodzinnych i zawodowych spraw na pełnienie funkcji marszałka i udział w rozlicznych imprezach?
Będę musiał. Od najmłodszych lat działam w biznesie, a to wymaga nieustannej organizacji wielu zadań. Bardzo się cieszę, iż będę reprezentował tę naszą wyjątkową dzielnicę na Paradzie Pułaskiego. Do zobaczenia na 5. Alei w niedzielę 4 października.
Rozmawiał Marcin Żurawicz








