Mamo, to my, twoje dzieci… Mamo… Spojrzała na nich.
Barbara i Piotr całe życie zmagali się z biedą. Kobieta dawno straciła nadzieję na szczęśliwe, dostatnie życie. Była kiedyś młoda, zakochana i śniła o pięknej przyszłości. Jednak los potoczył się zupełnie inaczej niż sobie wyobrażała. Piotr ciężko pracował, ale zarabiał niewiele. W dodatku Barbara zaszła w ciążę. Jeden po drugim urodzili im się trzej synowie. Barbara już od dawna nie pracowała. Sama pensja męża nie wystarczała na utrzymanie rodziny. Chłopcy rośli, potrzebowali ubrań i butów.
Cała wypłata szła na jedzenie. Do tego opłaty, rachunki i inne potrzeby. Dwanaście lat takiego życia odcisnęło piętno na ich rodzinie. Piotr zaczął pić. Całą pensję przynosił do domu, ale codziennie wracał pijany. Barbara coraz bardziej traciła do niego serce przez taki los. Pewnego dnia jej mąż, pijany jak zwykle, wrócił do domu z niedopitą butelką wódki w ręku. Barbara nie zniosła tego dłużej, wyrwała mu butelkę i sama ją wypiła. I od tego momentu zaczęła pić.
Po pewnym czasie poczuła się lepiej. Wszystkie jej problemy jakby zniknęły. Zaczęła choćby się rozchmurzać. Od tej pory co dzień czekała, aż mąż przyniesie coś do picia. Tak zaczęli pić razem.
Barbara zapomniała o własnych dzieciach. Ludzie na wsi zastanawiali się, jak to możliwe, iż wódka tak odmienia człowieka. Ich synowie zaczęli chodzić po sąsiadach, żebrząc o jedzenie. Któregoś dnia jedna z sąsiadek nie wytrzymała i powiedziała wprost:
Barbaro, lepiej oddaj ich do domu dziecka, niż żeby z głodu poumierali. Ile można pić i nie myśleć o własnych dzieciach?
Barbara długo nie mogła wyrzucić tych słów z głowy. W sumie byłoby łatwiej, gdyby dzieci nie plątały się już po domu. Po jakimś czasie Barbara i Piotr naprawdę zrezygnowali z dzieci. Tak chłopcy trafili do domu dziecka. Płakali, czekając na mamę i tatę, ale nikt po nich nie przyszedł. Barbara z Piotrem choćby ich nie wspominali.
Minęło kilka lat. Synowie, jeden po drugim, opuścili dom dziecka. Każdy dostał malutką kawalerkę. Przynajmniej mieli gdzie mieszkać. Wszyscy znaleźli pracę. Zawsze się wspierali. Nie rozmawiali o rodzicach, ale ciągle chcieli ich zobaczyć i zapytać: „Dlaczego?”
Pewnego dnia spotkali się i wsiedli razem do samochodu, żeby pojechać do rodzinnego domu. Po drodze zobaczyli mamę, która z trudem szła do mieszkania. Minęła ich, choćby nie podnosząc wzroku.
Mamo, to my, twoje dzieci… Mamo…
Popatrzyła na nich pustym wzrokiem. Po chwili poznała swoich synów.
Zaczęła płakać i prosić o wybaczenie. Ale jak można wybaczyć coś takiego? Synowie stali bez słowa. Po chwili zdecydowali, iż niezależnie od wszystkiego to ich matka. I wybaczyli jej.









