Hej, słuchaj, muszę Ci opowiedzieć całą tę historię, bo wciąż nie mogę jej przetrawić. To tak, jakbyśmy siedziały przy herbacie w kuchni babci i rozmawiały przy cieple kominka.
Aniu, kochanie, umieram powiedziała pewnego wieczoru Anna Kowalska, leżąc w starym, skrzypiącym domu przy szkole w Krasnej. Czas, żebym Ci wszystko wyznała. Przepraszam, córeczko.
Mamo, nie mów tak! krzyknęła Łucja, wpadła w panikę i od razu zadzwoniła po pogotowie. Nie potrzebujemy ambulansu, posłuchaj mnie!
Anna nie chciała, żeby dzwoniły karetki. Zaczęła opowiadać swoją opowieść.
To było dawno, kochanie. Miałam przyjaciółkę, Grażynę. Obie wychowałyśmy się w domu dziecka, poznałyśmy się tam, a później razem poszłyśmy na pedagogiczny Zespół Szkół Metodologicznych. Po studiach wylosowano nas do szkół na wsi.
Ja dostałam mały domek przy szkole, a Grażyna trafiła do domku przy staruszach. Wolny czas spędzałyśmy razem chodziłyśmy na lokalny klub, tańczyłyśmy przy akordeonie. Muzyka grała, a grał piękny chłopak Wiktor, chłopak o ciemnych oczach, którego od razu uznałam za swego jedynego.
Każde weekendy biegłyśmy więc do klubu. Ja nie mogłam oderwać oczu od Wiktora, słuchałam jego ciepłego głosu, a serce mi przyspieszało, gdy rzucał mi przelotne spojrzenie. Ale wtedy zauważyłam, iż cały czas patrzy na Grażynę, uśmiecha się do niej i ona rozkwita jak wiosna. Wtedy zrozumiałam, iż Wiktor wybrał cichą, skromną Grażynę zamiast mnie.
Próbowałam przyciągnąć jego uwagę na każde możliwe sposoby, ale nic nie działało on choćby mnie nie dostrzegał. Zazdrość i gniew zamieniły się w nienawiść do przyjaciółki. Grażyna błyszczała szczęściem, nie zauważając mojej rozpaczy. Pewnego dnia podbiegła do mnie z szerokim uśmiechem i szepnęła:
Aniu, niedługo z Wiktorem założymy rodzinę.
Wtedy poczułam, iż to koniec mojego życia. Zostałam zgnieciona beznadzieją, przestałam jeść i spać, a w głowie krążyło jedno: Wiktor musi być tylko mój! Zrobiłabym dla tego wszystko. Dowiedziałam się, iż w sąsiedniej wsi mieszka stara wiedźma, Pelagia. Poszłam do niej po pomoc.
Wiem, po co przyszłaś rzekła staruszka z groźnym spojrzeniem.
Na początku ogarnęło mnie przerażenie, ale myśl o Wiktorze dała mi odwagę. Pelagia zagotowała miksturę miłosną, nalała ją do małej butelki i podała mi.
Wlej mu do napoju powiedziała.
Próbowałam wrzucić staruszce pieniądze, ale ona ryknęła śmiechem:
Nie potrzebuję twoich złotych. Powiedz mi, czego naprawdę chcesz, a dam ci to.
Wieczorem Grażyna i Wiktor przyszli w odwiedziny. To był idealny moment. Na stole podstawiłam dwa kieliszki, a do napoju Wiktora dodałam miksturę. Gdy wypił, zmienił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Grażyna wyczuła coś nie tak i zabrała go do domu. Rano Wiktor stał u mojego progu i upierał się, iż chce mnie i tylko mnie. Pelagia nie skłamała miałam swojego ukochanego! niedługo pobraliśmy się i żyliśmy szczęśliwie, nie wyobrażam sobie życia bez niego. A co z Grażyną?
Unikała nas, ale musieliśmy się czasem spotykać. przez cały czas widzę jej smutną twarz i łzy w oczach. Staruszkowie, u których mieszkała, wyzywali mnie czarownicą. W całej wsi rozeszły się pogłoski, iż Grażyna zaszła w ciążę z Wiktorem i prawie popełniła samobójstwo. Czułam litość, ale kochałam męża bardziej niż życie.
Pewnego dnia pojawił się w domu dziadek Maciej, opiekun Grażyny.
Chodź ze mną kazał.
Po co? spytałam.
Twoja przyjaciółka umiera. Dzwoni za tobą odpowiedział.
Z bezwładnym sercem podążyłam za nim. W domu staruszków płakało dziecko, a na łóżku leżała bladą Grażyna, ledwo łapiąc oddech. Serce mi pękało, chciałam odejść, ale nagle otworzyła oczy i szepnęła:
Aniu, umieram. Weź moje dziecko ze sobą. Niech będzie pod opieką Natalii wyciągnęła rękę, ale upadła bezsilna.
Starsi wymienili się modlitwą, a babcia Matylda wydała mi w ramiona małą, krzykliwie płaczącą dziewczynkę. To byłaś Ty, kochanie. Nie chciałam Cię zabierać, ale dziadek ryknął:
Nigdy nie powierzyłbym ci takiego dziecka! Ale wola Grażyny musi być spełniona. Zabierz ją i idź do domu, niech Bóg Cię chroni!
Tak trafiłaś pod mój dach. Twój ojciec się gniewał, bo wziąłem Cię pod opiekę. Twoje nieustanne płacze wyczerpywało i mnie i tatę. Wiktor zmienił się, zaczął pić, rzadko wracał do domu. Moje szczęśliwe życie rozpadło się na oczach, a ja nie mogłam nic zrobić. Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo Cię nienawidziłam!
Marzyłam o własnym dziecku, a nagle wpadłaś w moje ramiona. Po jakimś czasie odkryłam, iż jestem w ciąży. Gdy Wiktor się dowiedział, przestał pić i zaczęło nam się marzyć o synu. Na chwilę szczęście wróciło do domu. Tuż przed porodem miałam koszmar stałam w lesie na polanie, a okropna bestia z czarnymi futrami wyciągała do mnie swoje łapy i mówiła głosem Pelagii:
Rozpoznasz mnie? Przyszłam po to, co moje.
Obudziłam się krzycząc z bólu i tego samego wieczoru urodziłam martwego chłopca. Twój ojciec znowu się upił z rozpaczy i niedługo zmarł, zamarznięty w śniegu. Po nim poszli w śniegu dziadek Maciej i babcia Matylda. Zostałam sama z Tobą na pustej, białej ziemi. Łucjo, stałaś się sensem mojego grzesznego życia, którego nie potrafiłam bez Ciebie wyobrazić.
Rosłaś i wyglądałaś jak matka. Próbowałam Ci wszystko wyznać, przeprosić, ale nie udało mi się. Wyszłaś za mąż, urodziłaś wspaniałego wnuka. Teraz nie mam już sił na długie rozmowy, bo sam pomyśl o tym, jak ciężko mi odejść z takim ciężarem.
Jestem winna śmierć Twoich rodziców. Czy wybaczysz mi, córeczko? spytałam drżącą głosem.
Łucję przeszył dreszcz. Łzy wylewały się strumieniami. Złapała mnie mocno w ramiona i szepnęła:
Mamo, wybaczam Ci.
Anna Kowalska umarła tej nocy we śnie, a na jej twarzy pozostał spokojny uśmiech.








