Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co się wczoraj wydarzyło. Marek, wiesz ten nasz kumpel spod Poznania wrócił sobie spokojnie do domu po pracy, a tu cisza jak makiem zasiał. Patrzy, żony nie ma, synek roczny też gdzieś zniknął. No i Marek już od razu poczuł ten niepokój w środku, wiesz jak to jest, jak coś jest nie tak.
Chodził po mieszkaniu, wołał, zaglądał do wszystkich pokoi, a tu nic. W końcu uznał, iż pójdzie zapytać sąsiadkę, panią Wiesię, czy czegoś nie widziała. I wyobraź sobie, akurat kiedy podchodzi pod drzwi, Wiesia wychodzi z mieszkania i trzyma za rękę małego Olka, syna Marka!
Okazało się, iż żona Marka tak na gwałtownie wpadła do Wiesi, zostawiła jej dziecko i powiedziała, iż musi coś pilnie załatwić. Nic więcej, żadnych szczegółów. Marek niby ogarnia opiekę nad dzieckiem, no miał już wprawę, ale głowę mu rozsadzały pytania, co się stało, iż żona tak nagle wyszła.
Ale wiesz, była jedna miła rzecz zostawiła mu w mikrofali pierogi, żeby nie był głodny.
Godziny leciały. Pół godziny, godzina, dwie, pięć a żony dalej brak. Marek dzwonił do niej sto razy, serio, telefon aż mu się nagrzewał, ale żona w ogóle nie odbierała. Z minuty na minutę robiło mu się trudniej, strach go jadł od środka. Udało mu się tylko ululać małego do snu, sam siedział na kanapie i czekał na jakikolwiek sygnał.
W końcu, już po nocy, telefon zadzwonił. Marek aż się zerwał i na jednym wydechu pytał żonę, gdzie jest, co się stało, dlaczego tak długo jej nie było. Ale ona unikała odpowiedzi, nie chciała mówić, gdzie była ani co robiła. Powiedziała tylko, iż do domu nie wróci i iż od dzisiaj syn zostaje z Markiem na stałe.
Marek zamarł. Serio, chciał myśleć, iż to tragiczny żart, iż zaraz żona wróci i powie, iż żartowała. Niestety, został z tą myślą, iż będzie musiał być samotnym tatą, ogarnąć wszystko dla Olka i być i mamą, i tatą na raz. Wyobrażasz sobie? Cała odpowiedzialność, wszystko na jego głowie aż mi go szkoda.









