Mama tuliła ją do siebie, całowała i myślała: No do kogo ona jest podobna? Westchnęła ciężko. Znajomi nie kryli zdziwienia i powtarzali to samo pytanie. Czy to kolega coś naplotkował mężowi, czy może teściowa rzuciła jakieś podejrzenie, czy Wiktor sam zaczął podejrzewać żonę o zdradę? W każdym razie pewnego dnia wrócił z pracy naburmuszony.
Wiciu, i co teraz? Przecież za wcześnie. Julka dopiero kończy drugi rok, ledwo z pieluch zrezygnowała. Ja choćby odpocząć nie zdążyłam rozpaczała Teresa. Z jednego macierzyńskiego w drugi Julka przez cały czas chce na ręce. Jak ja ją będę nosić z ciążowym brzuchem?
Nas będzie czworo, a ty jeden zarabiasz. Może poczekamy z drugą? zapytała, sama bojąc się własnych myśli.
Co ty opowiadasz? Przestań. Wiktor spojrzał surowo, ale zaraz zmiękł. Wytrzymamy, jakoś damy radę. Poszukam dodatkowej pracy.
jeżeli urodzi się dziewczynka, to w ogóle luzik. Dużo rzeczy po Juleczce jeszcze zostało, choćby wózka nie trzeba kupować. Różnica wieku nie taka duża będą się bawić razem. A jak chłopak Wiktor uśmiechnął się przekornie. Złożę wniosek o większe mieszkanie.
Na tym stanęło. Teresa rozpieszczała Julkę. Pierwsza córka, wymarzona i wyczekana.
Nie mogła sobie odmówić przytulenia, choćby kiedy brzuch coraz bardziej się wyróżniał. Po cichu liczyła, iż może jednak drugiej nie informuje za gwałtownie chciała wyjść na świat. Ale przecież sama przed sobą się do tego nie przyznawała.
Natura zadecydowała jednak inaczej. Druga ciąża przebiegła lekko. W terminie w rodzinie Makarowskich pojawiła się kolejna córka.
Gdy po raz pierwszy przynieśli Teresie noworodka do karmienia, zaskoczył ją jasny meszek na główce maluszka. Teresa i Wiktor byli oboje ciemnowłosi. Julka też urodziła się z czarnymi włosami, które później jaśniały. Może tej się przyciemnią z czasem? pomyślała Teresa.
Niebieskooka, jasna dziewczynka wzbudzała wśród rodziny okrzyki zachwytu. Nad imieniem nie kombinowali długo nazwali ją Dobrosława. Imię dość oryginalne, a do tego pasowały się inicjały rodzice doszukali się w tym jakiegoś rodzinnego sensu.
Nikt nie potrafił wyjaśnić, jak to się stało, iż w jednej rodzinie dwie tak różne dziewczynki się urodziły. Dobrosława nie tylko nie przypominała siostry, ale i rodziców. Im bardziej dorastały, tym większa była przepaść. Wyglądało, jakby niespodziewany podmuch wiatru przyniósł Dobrosławę do Makarowskich.
Z czasem jej włoski rzeczywiście nieco ściemniały do ciemnego blondu. Była spokojna i rumiana, z dużymi błękitnymi oczami gapiącymi się ciekawie na świat. Teresa tuliła ją i, całując, pytała siebie: No do kogo ona taka? Znajomi nie przestawali się dopytywać tego samego.
Czy to Wiktorowi ktoś coś nagadał, czy Teresa coś podejrzewała, czy sam Wiktor naprawdę zwątpił w swoje ojcostwo, ale pewnego wieczora wrócił z pracy ponury jak polska listopadowa aura. Długo milczał, aż w końcu z pretensjami wywlekł stare historie o blond, przystojnym adoratorze Teresy. Może go z sentymentu zdradziła? A jeżeli nie, to przecież zdarza się, iż na porodówkach dzieci się zamieniają.
Nie zdradziłam cię. To twoja córka, nikt jej nie podmienił! płakała Teresa, broniąc się przed niesprawiedliwymi podejrzeniami.
Małżonkowie zaczęli się kłócić codziennie. Kiedy sprawy zmierzały ku rozwodowi, Teresa zaczęła się pakować. Wtedy Wiktor się opamiętał.
Kochał żonę. Przestraszył się, iż zostanie sam, jeżeli ona zabierze dzieci. Tylko chciał znać prawdę.
Czuł się jakby wszyscy oglądali się na ulicy za nim, widząc mu na czole metaforyczne poroże. Teresę uprosił, by została, ale zagroził, iż zrobi test DNA. Ta znów się rozkleiła.
Jak mam zostać, skoro mi nie wierzysz? Testuj sobie Julkę też, bo może i ona nie twoja?! Może lepiej się rozwieść?
Wiktor sam zebrał ślinę Dobrosławy do słoiczka, włosy Julki do koperty i zaniósł do laboratorium.
Zadręczał techników pytaniami o pomyłki, zamiany próbek czy inne cuda polskiej biurokracji. Zapewniono go, iż to niemożliwe. Trochę się uspokoił.
Dziewczynki słyszały kłótnie. Dobrosława miała cztery lata, ale czuła, iż to przez nią kłótnie trzęsą domem.
Julka powiedziała jej prosto z mostu:
Nie jesteś moją siostrą. Przynieśli cię, przez ciebie mama z tatą się rozchodzą!
Dobrosława się rozpłakała. Mama, choćby trzymając ją na rękach, długo nie mogła jej uspokoić.
Julka rozważała, jak się pozbyć siostry. Przy niej rodzice by się nie rozstali.
Pewnego dnia, gdy mama była w sklepie, a tata atakował Excela w pracy, Julka ubrała młodszą i zabrała na spacer. Powłóczyła ją coraz dalej i dalej.
Teresa, nie mogąc znaleźć dziewczynek, biegała po podwórku, potem po okolicznych blokowiskach. Sąsiadka z parteru widziała, jak te dwie Małe Mi gdzieś idą, ale spieszyła się na nowy odcinek M jak miłość i nie zapytała.
Ojciec dojechał i dołączył do szukania. Zbliżał się wieczór, a po dzieciach ani widu, ani słychu. W końcu policja została wezwana. Po godzinie znaleziono obie.
Najpierw Dobrosławę kobieta zadzwoniła, iż pod jej blokiem płacze samotna dziewczynka. Julkę odnalazł patrol błąkała się po ciemku, nie mogąc trafić do domu.
Rodzice byli tak szczęśliwi, iż nie mieli serca się złościć. Julka nie przyznała się, iż celowo porzuciła siostrę.
Rodzice wrócili do kłótni. Ojciec obwiniał Teresę o zostawienie dzieci bez opieki, ona jego iż wiecznie jej nie ma. A jakby im się coś stało?
W końcu przyszły wyniki testu. Wiktor okazał się ojcem obu dziewczyn. Żadnej zdrady nie było.
Wyjaśniono, iż czasem skaczące geny objawiają się nagle choćby blondynki rodzą ciemne dzieci i odwrotnie. Taki już urok rodzinnych grzechów.
W domu powoli wracał spokój, ale Dobrosława dalej czuła się jak piąte koło u wozu.
Siostry nie były sobie bliskie. Julka miała do młodszej dystans i lubiła jej dogryzać. Podczas kłótni mówiła: Ja dostaję nowe sukienki, a ty nosisz moje stare, bo nie jesteś rodzoną siostrą.
Dobrosława nie skarżyła się mamie, choć siostra regularnie ją wrabiała: nabroiła, a winę zwalała na młodszą.
Skąd ty się wzięłaś? Popatrz na Julkę, jaka grzeczna wzdychała mama.
Po takich tekstach Dobrosława siadała w kącie i zamykała oczy, wierząc, iż jak siebie nie widzi, to jej tu nie ma. Tak uciekała przed mamą i przed niesprawiedliwością siostry.
Julka skończyła szkołę jako pierwsza, ale na studia nie zamierzała iść. Po co ładnej dziewczynie nauka? Złowiła chłopaka na potańcówce, gwałtownie została jego żoną. Miał swoje M2 i pracował z ojcem handlarzem aut z Niemiec.
Mama kochała Dobrosławę, ale nieświadomie stawiała starszą za wzór młodszej. Dobrosława cały czas czuła się porównywana i z reguły gorsza. Nosiła ubrania po siostrze, słyszała: Julka, jakaś ty życiowa! Ucz się, Dobrosława, bo ty tylko siedzisz w domu i coś tam rysujesz. Rusz się!
W liceum pojawił się chłopak, który zwrócił na nią uwagę. Dobrosława tęskniła za akceptacją i miłością, więc gwałtownie dała się ponieść uczuciom. Zanim się zorientowała, była w ciąży. Szczerze wyznała to partnerowi, który postanowił porozmawiać z rodzicami. Tak rodzinny sekret wyszedł na jaw.
Matka chłopaka zjawiła się u Makarowskich w towarzystwie dramatycznych apeli, iż nie pozwoli zrujnować synowi życia, nalegała na aborcję.
Niespodziewanie w obronie Dobrosławy stanął ojciec. Może chciał zmyć wyrzuty sumienia, a może po prostu było mu żal córki.
Nie pozwolę jej skrzywdzić powiedział stanowczo. jeżeli wam się nie podoba, sami poradzimy sobie z wnukiem.
Młody ojciec został odesłany przez własnych rodziców do dalszej rodziny w innym mieście. Dobrosławę przenieśli na naukę domową. Szkoła dla świętego spokoju próbowała zamieść wszystko pod dywan, zanim sprawa dotarła do kuratorium i dyrekcję zaczęto ścigać na radach pedagogicznych.
Egzaminy Dobrosława zdawała w domu. Anglistka jej współczuła i pomogła w czasie testu z języka dostała celujący. Ale i co z tego? Przecież zaraz miała rodzić, na edukację nie było czasu.
Niespodziewanie zmarł tata. Pracował za dużo, za bardzo się przejmował serce nie wytrzymało. Po pracy kładł się przed telewizorem i już więcej nie wstał. Mama znalazła go jeszcze ciepłego. Krzyki, płacz, karetka, formalności. A Dobrosławie od nerwów zaczęły się przedwczesne bóle.
Tak się złożyło, iż w dzień pogrzebu ona rodziła synka podobnego do niej jak kropla wody: jasny, z niebieskimi oczami.
Na pogrzeb nie mogła pójść. Z wypisu przyszła czarna z rozpaczy mama i ni stąd, ni zowąd rzuciła, iż to Dobrosława zatruła ojcu życie. Same z nią same nieszczęścia od początku. Ale wnuka pokochała jak tu nie kochać takiego anioła? Martwiła się jednak, iż teraz nikt młodszej jej córki nie zechce za żonę.
A mnie nikt nie jest potrzebny. Rodzony ojciec miał wątpliwości, a obcy tym bardziej nie pokocha mojego syna mówiła Dobrosława.
Chłopiec rósł mądry, spokojny, dojrzały jak na swój wiek. Miał pięć lat, gdy los znów skrzyżował drogi Dobrosławy z Julią.
Julia nie mogła choćby marzyć o dziecku tak chciała tego teściowa i mąż. Gdy zorientowali się, iż nie mogą doczekać się wnuka, zaczęli naciskać na rozwód.
Chłopak Julki zaczął szukać zamienniczki. Julia była przerażona, ale nie chciała wracać do mamy na malutkie M3, szczególnie, iż tam mieszkały nielubiane Dobrosława i jej syn. Tymczasem Dobrosława ukończyła kurs fryzjerski i pracowała, synek chodził do przedszkola.
Julia znowu zawzięła się, by się pozbyć siostry. Tym razem nie wywiedzie jej na spacer i nie zostawi na końcu miasta. Postanowiła znaleźć jej chłopa.
Często bywał u niej informatyk od laptopów młody, przystojny i, co najważniejsze, wolny. Julia początkowo chciała sama z nim zakręcić, jednak jej się nie udało został, jak to się mówi w Polsce, nieugięty jak drut.
Uznała więc, iż ożeni go z Dobrosławą. Umówiła randkę w kawiarni, siostrze powiedziała, iż chce ją poznać z fajnym facetem czas wreszcie przestać być samotną matką, dziecko potrzebuje ojca.
Była przekonana, iż Dobrosławie się nie uda chłopak i tak czekał będzie na nią. A jeżeli jednak coś z tego będzie, przynajmniej siostra się wyprowadzi z matczynego mieszkania.
Dobrosława ubrała się ładnie, ułożyła włosy, ale malować się nie chciała niech widzi ją na czysto.
W kawiarni od razu go rozpoznała. Siedział pochylony nad telefonem.
Pan Michał? zagadnęła nieśmiało.
Tak a Pani?
Dobrosława, siostra Julki.
Chłopak był lekko zdziwiony, ale zaprosił na kawę.
Zamówić jakieś ciastko? rzucił.
A skąd pan wie?
Cóż, często tu przyprowadzam klientów. Michał znów zerkał w telefon, dzwoniąc do Julki.
Dobrosława dyskretnie mu się przyglądała. Zapadnięte oczy, lekki zarost i rozczochrane włosy. Aż palce jej świerzbiły, by go ostrzyc. Trochę go peszyła, ale on nie wykazywał szczególnego zainteresowania rozmową.
Przeszkadzam? zapytała w końcu.
Nie, ale… twoja siostra nie przyjdzie?
Sama nie wiem. Julka mówiła, iż to ja mam tu być. Chyba lepiej już pójdę.
W tym momencie kelner przyniósł kawę.
Zostańmy jeszcze chwilę.
Nie, dziękuję. Dobrosława odsunęła ciastko.
Boisz się przytyć? Wyglądasz bardzo ładnie. Dobrze ci tak, odparł Michał.
Ale przecież faceci wolą szczupłe…
Kto tak mówi? Co ty wiesz o facetach?
Nic, uczciwie przyznała. Mam synka, 5 lat. Julka panu nie powiedziała?
A musiała? zdziwił się.
Mimo niechęci Dobrosławy, która zorientowała się, iż siostra ją chciała ośmieszyć, Michał odprowadził ją do domu.
Rozmawiali w drodze, głównie mówił Michał, a Dobrosława słuchała z uwagą. Przy bloku poprosił o numer telefonu.
Po co? zdziwiła się.
Chcę dowiedzieć się o tobie więcej odpowiedział. Zadzwonię.
Odezwał się dopiero po tygodniu.
Wybacz, miałem nawał roboty. Dziś jestem wolny spotkamy się?
Była nieco zaskoczona. Jej życie kręciło się wokół syna, a Michał postawił sprawę jasno to on decyduje o terminie. Ale postanowiła dać szansę.
Poszli znów do kawiarni, powoli opowiadała mu o swoim dzieciństwie i rodzinnych dramatów. Po raz pierwszy usłyszała siebie z boku i wiele rzeczy stało się dla niej jaśniejszych.
Kiedy wychodzili, dołączył do nich bezpański kundelek. W sklepie Michał kupił mu bułki i parówki. Przy kasie starsza pani długo szukała monet. Michał zapłacił za nią, dokładając czekoladę, szynkę i loda.
Po co lody? zdziwiła się.
Moja babcia ze Szczecina uwielbiała lody, ale sobie rzadko pozwalała.
Traktujesz mnie jak bezpańskiego psa i staruszkę z litości? zapytała uszczypliwie.
Co ty! Przecież podobasz mi się i to bardzo. Jesteś dobra, uczciwa. Zwierząt i starców mi zwyczajnie żal jak mam, to pomagam.
Pies połknął bułki bez gryzienia i poszedł w swoją stronę.
I jak, po randce? zadzwoniła wieczorem Julia.
Fajnie, odparła Dobrosława powściągliwie.
Fajnie? Co niby takiego?
Spotykam się z Michałem. Dzięki ci za poznanie.
Naprawdę?! On ci się podoba?
Jest bardzo dobry, interesujący Powiedział, iż mu się podobam.
Julia coś warknęła i rozłączyła się. gwałtownie pojawiła się u Dobrosławy w domu.
Dobrosława położyła synka spać i chciała dołączyć do mamy i siostry w kuchni. Usłyszała jednak rozmowę i stanęła jak wryta.
Ta naiwna zawsze ma szczęście szczekała Julia. Chciałam zagrać mu na nosie, a on zakochał się w tym cielaku.
Co ty wygadujesz? Masz męża! skarciła ją matka.
Mąż… Szuka innej, rozstanie to kwestia czasu. No i co mi pozostaje? Do mamy wrócić na stare śmieci? Przecież tu ta włosomaniaczka siedzi z dzieckiem. To ja powinnam była mu się spodobać!
Nagle matka chwyciła się za serce i zaczęła sapać. Dobrosława wbiegła do kuchni, dzwoniąc po karetkę.
Pogotowie zdążyło w porę, matka wyszła z tego praktycznie bez szwanku.
Dwa miesiące później Dobrosława wyszła za Michała i przeprowadziła się do niego razem z synem. Mamę odwiedzała niemal codziennie. Julia pokłóciła się z resztą rodziny i wyjechała gdzieś szukać swojego szczęścia.
Rodzice myślą, iż dzieci nic nie rozumieją, kłócą się przy nich, jakby były powietrzem. Dzieci wszystko słyszą. Potem przez lata noszą w sercu wnioski na temat siebie i świata.
Rywalizacja sióstr o uwagę rodziców i chłopaków bywa bezlitosna a mściwość często wraca jak bumerang.
Dzieci nigdy nie słuchają dorosłych, ale nigdy nie mylą się w ich naśladowaniu
James Baldwin
Słowa, które córka słyszy niezależnie, czy są troskliwym wsparciem czy raniącą krytyką trafiają do niej jak najgłębsza prawda o sobie i o regułach bliskości.



