MĄŻ WAŻNIEJSZY NIŻ GORZKIE URAZY
Janek, to była ostatnia kropla! Koniec, rozwodzimy się! choćby nie próbuj klękać, jak zawsze nie pomoże! postawiłam grubą kreskę pod naszym małżeństwem.
Janek oczywiście nie wierzy. Jest pewien, iż wszystko potoczy się według starego scenariusza: upadnie przede mną na kolana, poprosi o wybaczenie, kupi kolejną błyskotkę i znów mu daruję. Tak było już nie raz. Ale tym razem naprawdę zdecydowałam się zerwać nasze więzi. Na moich palcach, aż po mały, piętrzyły się pierścionki, a życia w tym nie było. Janek pił już nałogowo i na umór.
A przecież zaczynało się jak z bajki.
Mój pierwszy mąż, Darek, zaginął bez wieści. To było w latach 90-tych, kiedy wszystko przerażało czasy niepewne i ciężkie. Darek nie miał łatwego charakteru. Sam pchał się w kłopoty. Jak to się mówi: oczy jak u orła, skrzydła jak u wróbla. jeżeli coś było nie po jego myśli, robił awanturę na cały dom. Jestem przekonana, iż zginął w jakichś porachunkach. Nie dawał znaku życia. Zostałam sama z dwoma córkami. Zosią pięcioletnią, i Mają dwuletnią. Minęło około pięciu lat od jego zaginięcia.
Myślałam, iż zwariuję. Kochałam Darka bardzo, mimo jego wybuchowego temperamentu. Byliśmy jak dwie połówki jedno. Pogodziłam się z losem: koniec z własnym życiem, będę wychowywać dziewczynki. O sobie zapomniałam. Jednak…
Nie było mi lekko w tamtych trudnych czasach. Pracowałam w fabryce, a pensję wypłacali… żelazkami. Trzeba było je sprzedać, żeby kupić jedzenie. W weekendy handlowałam nimi na targu. Zimą, gdy zsiniałam z zimna, stojąc z tymi żelazkami, podszedł do mnie mężczyzna. Żal mu się mnie zrobiło.
Zimno pani? spytał nieznajomy.
Tak to widać? próbowałam jeszcze żartować, choć aż zęby szczękały. Ale w jego obecności zrobiło mi się cieplej.
No tak, głupio się odezwałem. Może pójdziemy do kawiarni, rozgrzejemy się? Pomogę pani donieść żelazka.
Chodźmy, bo chyba zamarznę ledwo wykrztusiłam.
Do żadnej kawiarni nie szliśmy. Zaprowadziłam nieznajomego pod swoje blokowisko, poprosiłam, by poczekał przy klatce i popilnował toreb z żelazkami, bo musiałam gwałtownie odebrać dziewczynki z przedszkola. Pędziłam co sił, zimno zamieniało nogi w lód, ale w środku poczułam nadzieję i ciepło. Wracając, zobaczyłam Janka (tak się przedstawił), który stał przed blokiem, nerwowo przechadzając się w tę i z powrotem. Pomyślałam: „Zaproponuję mu herbatę, a potem zobaczymy, co będzie”.
Janek pomógł mi wnieść torbę na szóste piętro. Oczywiście winda nie działała. Gdy szłam z dziewczynkami po schodach na trzecie piętro, Janek już zaczynał schodzić.
Zaczekaj, mój wybawco! Nie puszczę cię, dopóki nie napijesz się gorącej herbaty! złapałam go lodowatą ręką za rękaw.
Nie wiem, czy nie przeszkadzam… spoglądał na dziewczynki.
Ależ skąd! Weź je za rękę, a ja zaraz postawię czajnik zaproponowałam bez oporów.
Nie chciałam, by ten mężczyzna znikł z mojego życia. Już wydawał się znajomy, bliski. Przy herbacie Janek zaproponował mi pracę u siebie jako pomocniczka. Płaca? Więcej niż przez rok ze sprzedaży żelazek.
Oczywiście przytaknęłam. W myślach aż chciałam ucałować mu ręce…
Janek był już raz żonaty, był w trakcie rozwodu. Z pierwszą żoną miał syna.
Zaczęło się…
Wkrótce wzięliśmy ślub, Janek przysposobił moje dziewczynki. Wszystko było jak ze snu: kupiliśmy czteropokojowe mieszkanie, urządziliśmy je najlepszym sprzętem i meblami, zbudowaliśmy dom letniskowy. Każde wakacje nad Bałtykiem. Żyć, nie umierać…
…Minęło siedem lat beztroskiego szczęścia. Najwyraźniej Janek, zdobywszy wszystko, czego pragnął, coraz częściej zaglądał do kieliszka. Na początku machałam ręką, wiedziałam, iż ciężko pracuje, potrzebuje się odprężyć. Ale gdy zaczął pić także w pracy, zaniepokoiłam się. Prośby nie pomagały.
Muszę dodać, iż jestem z natury ryzykantką. Żeby odciągnąć go od alkoholu, postanowiłam… urodzić mu dziecko. Miałam wtedy już trzydzieści dziewięć lat. Wszystkie znajome nie były zaskoczone.
Tylko się decyduj, Grażyna, może i my zostaniemy młodymi mamami po czterdziestce! śmiały się dziewczyny.
A ja zawsze powtarzałam:
Jak zrezygnujesz z dziecka, możesz potem żałować do końca życia. Ale kiedy urodzisz, choćby niezaplanowanego, nigdy tego nie pożałujesz.
…Urodziły się nam z Jankiem bliźniaczki. Cztery córki pod jednym dachem! Janek jednak nie przestał pić. Znosiłam wszystko, ale zatęskniłam za spokojem na wsi, za gospodarstwem, zwierzętami. Dla dzieci zdrowie, a i mąż może nie będzie miał czasu w popijanie.
Sprzedaliśmy mieszkanie i dom letniskowy. Kupiliśmy dom w niewielkiej miejscowości, otworzyliśmy elegancką kawiarnię. Janek stał się zapalonym myśliwym kupił broń, sprzęt i jeździł do lasu, zwierzyny nie brakowało.
Wszystko układało się nieźle, aż pewnego dnia znowu się upił. Nie wiem, co wtedy wypił, ale stał się zupełnie inny jak w amoku! Tłukł naczynia, roztrzaskał meble, dobrał się i do nas. Wziął strzelbę, strzelił w sufit!
Uciekłam z dziećmi do sąsiadów. To był koszmar.
Rano ucichło. Po cichu wróciliśmy do domu. Widok straszny. Szkoda, iż dzieci musiały to oglądać. Wszystko połamane, potłuczone, nie było na czym siedzieć, z czego jeść, gdzie spać. Janek spał martwym snem na podłodze.
Spakowałam ocalałe rzeczy i wzięłam dzieci do mamy, która mieszkała w tej samej miejscowości. Mama tylko jęczała:
Grażynka, i co ja mam zrobić z tą twoją babską ferajną? Wróć do męża, różnie w życiu bywa. Przeminie będzie dobrze.
Moja mama znała tylko jedną zasadę: lepiej zęby ściskać w fartuch niż być bez mężczyzny, byle był przystojny.
Kilka dni później Janek przyszedł przepraszać. Wtedy postawiłam sprawę jasno. Zresztą on choćby nie pamiętał swojego występu. Nie wierzył w moje bajeczki. Ale mi było już wszystko jedno. Ucięłam wszystko. Spaliłam mosty.
Nie miałam pojęcia, co ze mną będzie dalej. Ale wolałam głód niż bać się, iż mąż mnie zabije po pijanemu.
Kawiarnię musiałam sprzedać za bezcen, bo uciekałam z dziećmi do innej wsi. Zamieszkałyśmy w maleńkim domku. Starsze córki zaczęły pracować. A potem, dzięki Bogu, gwałtownie wyszły za mąż.
Bliźniaczki chodziły do piątej klasy. Wszystkie dziewczynki bardzo kochały tatę Janka i utrzymywały z nim kontakt. Wiedziałam, jak się miewa, od nich. Były mąż błagał, żebym wróciła, córki też namawiały: Mamo, już się pogodził, sto razy prosił o wybaczenie! Pomyśl o sobie, nie masz już dwudziestu pięciu lat…” Ale byłam nieugięta. Marzyłam o spokojnym życiu, bez awantur.
Minęły dwa lata.
Zaczęło mi brakować Janka. Samotność doskwierała. Wszystkie pierścionki podarowane przez męża oddałam do lombardu, nie udało się ich wykupić. Szkoda. Coraz częściej wspominałam dawne życie. Przecież u nas w domu była miłość. Janek kochał wszystkie córki jednakowo, był dla mnie dobry, potrafił przeprosić. Byliśmy fajną rodziną. Każdy ma swoje szczęście nie wejdzie się do cudzego życia. Czego jeszcze chcieć?
Teraz choćby starsze córki tylko dzwonią, nie przychodzą. Nie mają czasu. Rozumiem młodość. Za chwilę i bliźniaczki wylecą z domu, zostanę zupełnie sama. Dziewczyny jak gąski jak wypierzą się, to rozlecą się po świecie.
Zachęciłam bliźniaczki, żeby dopytały u taty, jak mu się wiedzie może ma już inną? Dowiedziały się wszystkiego. Janek mieszka i pracuje w innym mieście, nie pije, nikogo nie ma. Dał im swój adres na wszelki wypadek…
I tak znów jesteśmy razem już piąty rok.
Mówiłam, zawsze byłam ryzykantką…










