Miałem w końcu wolny dzień, mogłem trochę odpocząć. Spałem smacznie, aż nagle głośny dźwięk dzwonka wyrwał mnie z błogiego snu. Spojrzałem na zegar, była jeszcze wczesna godzina. Zdziwiony, powoli podszedłem do drzwi. Kto mógł przyjść tak rano?
Otworzyłem drzwi i zobaczyłem starszą kobietę, zupełnie mi obcą. W jej oczach widać było strach.
Do kogo pani przyszła? zapytałem, patrząc na nią uważnie.
Synku, nie poznajesz własnej matki? powiedziała cicho.
Mamo? To ty Wejdź wydukałem z trudem.
Wszystko wróciło do mnie natychmiast ten dzień, kiedy mi ją odebrano. Tyle lat marzyłem, iż pojawi się w domu dziecka i zabierze mnie do siebie. Z czasem nauczyłem się żyć bez niej, ból w końcu zgasł. Skończyłem szkołę w Krakowie, poszedłem na studia do Warszawy i udało mi się otworzyć własną firmę. Kiedy ktoś pytał o moich rodziców, zawsze odpowiadałem, iż nie żyją. Stałem się pewny siebie, samowystarczalny, a moje konto w banku błyszczało złotówkami. Nikt by nie zgadł, iż dorastałem w domu dziecka.
Moja matka już choćby nie pamiętała, kiedy odebrano jej prawa rodzicielskie. W młodości dużo piła, a alkohol całkowicie jej odebrał rozum. Otaczała się niewłaściwymi ludźmi, trafiła choćby do więzienia. Tam w celi czasem myślała o mnie, choć nigdy mnie w pełni nie kochała jedynie żal jej było dziecka.
Gdy urodził się jej drugi syn, coś się w niej zmieniło. Nagle poczuła się matką, gotowa była zrobić wszystko dla młodszego dziecka. O ile o mnie choćby nie myślała, o tyle dla niego oddałaby wszystko, byle tylko był szczęśliwy.
Młodszy brat wdał się w nią. Tułał się po różnych placówkach, w wieku piętnastu lat dostał pierwszy wyrok w zawieszeniu. Niedługo potem kolejny; w końcu trafił do więzienia. Matka próbowała go ratować, bo sama wiedziała, jak wygląda życie za kratami. Kiedy dowiedziała się, iż mi się powiodło, zaczęła mnie szukać.
Teraz siedziała w moim salonie, łzy spływały jej po policzkach, usiłowała mnie dotknąć. Opowiadała, jak mnie szukała, jak modliła się za moje zdrowie i codziennie miała nadzieję, iż mnie odnajdzie. Chciałem jej uwierzyć, ale coś w środku mówiło mi, żeby uważać. Pomimo wątpliwości wynająłem jej mieszkanie na Pradze, przekazałem kilka tysięcy złotych i powiedziałem, iż może liczyć na pomoc. Postanowiłem ją obserwować i sprawdzić, czy przyszła do mnie z dobrego serca, czy kierowały nią inne motywy.
Przed świętami Bożego Narodzenia poszedłem do domu dziecka, w którym dorastałem. Często przynosiłem dzieciom zabawki, słodycze i ubrania. Podeszła do mnie pani Halina, starsza wychowawczyni.
Twoja matka prosiła o twój adres.
Tak. Dziękuję, iż jej pomogłaś.
Ale musisz być ostrożny, ona chce pomóc temu młodszemu. Potrzebuje tylko pieniędzy, nie ufaj jej! Ona cię nie kochała i nie kocha.
Mam brata? zapytałem, czując ścisk w gardle.
Tak, dopytaj ją.
Nie mogłem oddychać, było mi ciężko. Trudno było uwierzyć, iż znowu próbuje mnie wykorzystać. Jednak zebrałem się w sobie i postanowiłem wszystko wyjaśnić. Zaskoczyłem ją zdecydowaniem; nie chciała mi mówić o młodszym bracie, bała się, iż odwrócę się od niej i nie pomogę.
Kilka dni później wydarzyło się coś strasznego. Zostałem napadnięty brutalnie pobity. Kiedy sprawców złapała policja, przyznali się, iż zatrudniła ich moja własna matka. Chciała zlikwidować starszego syna i przejąć spadek, by zapewnić młodszemu bratowi lepsze życie.
W sądzie płakała, błagała o wybaczenie ale ja już wszystko zrozumiałem.
Przecież potrafiłem żyć bez matki przez tyle lat, potrafię i teraz! wyszeptałem, łzy ciekły mi po policzkach.











