Michał cieszył się spokojnym, wolnym dniem i właśnie ucinał sobie drzemkę, gdy nagle rozległ się dźwięk dzwonka. Kto mógł przyjść tak wcześnie? Gdy otworzył drzwi, zobaczył starszą kobietę, której twarz wydawała mu się zupełnie obca. Wyraźnie była wystraszona.
Do kogo pani przyszła? zapytał niepewnie Michał.
Synku, czy nie rozpoznajesz własnej matki?
Mamo? Wejdź… wyjąkał zszokowany.
Pamiętał doskonale dzień, w którym odbierali mu matkę. Przez lata czekał, aż wróci, aby zabrać go z domu dziecka do prawdziwego domu. W końcu nauczył się jednak żyć bez niej. Michał skończył technikum w Krakowie, dostał się na Politechnikę Warszawską, a potem otworzył własną firmę informatyczną. Gdy ktoś go pytał o rodziców, mówił, iż nie żyją. Nauczył się polegać tylko na sobie, był ufny i samodzielny. Nikt, patrząc na niego, nie domyślałby się, iż całe dzieciństwo spędził w placówce opiekuńczej.
Zofia, jego matka, choćby nie pamiętała dokładnie, kiedy straciła prawa rodzicielskie. W młodości przepijała każdą złotówkę, a alkohol odbierał jej rozum. Spędziła parę lat w więzieniu i wtedy zaczęła myśleć o synu. Nie, nie potrafiła go kochać żal było jej jedynie dziecka.
Gdy urodził się młodszy syn, Szymon, przyszły matczyne uczucia. Była gotowa zrobić wszystko dla niego, chronić go jak lwica, nie myśląc o starszym dziecku. Dla Szymona nieba by uchyliła, byle tylko nie cierpiał.
Szymon gwałtownie poszedł w ślady matki. Trafiał do placówek wychowawczych, a w wieku piętnastu lat miał już pierwszy wyrok w zawieszeniu. Niedługo potem kolejny, aż w końcu trafił do więzienia. Zofia próbowała go uratować, bo wiedziała, jakie jest życie za kratami. Gdy usłyszała, iż Michałowi się powodzi, natychmiast zaczęła go szukać.
Teraz siedziała w jego mieszkaniu w Poznaniu, zalewając się łzami. Chciała go dotknąć, opowiadała, jak przez lata go szukała, modliła się w kościele pod wezwaniem św. Stanisława i codziennie marzyła, iż go spotka. Michał słuchał uważnie, ale w głębi duszy czuł, iż musi zachować ostrożność. Mimo tego wynajął matce kawalerkę, dał jej trochę pieniędzy i powiedział, iż może liczyć na jego wsparcie. Postanowił jednak bacznie ją obserwować i rozważać jej prawdziwe intencje.
Przed Wigilią Michał odwiedził Dom Dziecka, w którym kiedyś mieszkał. Często przynosił tam gry planszowe, ubrania czy słodycze dla podopiecznych. Podeszła do niego pani Helena, jedna z najstarszych wychowawczyń.
Twoja mama szukała twojego adresu powiedziała.
Tak, wiem. Dziękuję, iż jej pomogłaś odparł.
Uważaj, Michał. Chce ratować młodszego syna. Zależy jej tylko na pieniądzach, nie ufaj jej! Nigdy cię nie kochała.
Czy naprawdę mam brata? zapytał zachrypniętym głosem.
Tak, możesz ją o to zapytać.
Michał poczuł, jak ściska go w gardle. Nie mógł uwierzyć, iż matka znów próbuje go wykorzystać. Odważył się jednak porozmawiać z nią szczerze i odkryć całą prawdę. Zofia nie była przygotowana na taką rozmowę. Bała się wyznać prawdę o Szymonie, bo obawiała się, iż Michał nie zechce mu pomóc.
Kilka dni później Michał został brutalnie pobity na ulicy. Policja ustaliła, iż sprawców wynajęła jego własna matka chciała w ten sposób zabić starszego syna i przejąć jego majątek, by zapewnić Szymonowi spokojniejsze życie.
Na rozprawie sądowej Zofia płakała i błagała go o przebaczenie, szczerze wyrażając skruchę. Ale Michał wiedział już swoje.
Żyłem bez matki i dam radę żyć dalej powiedział łamiącym się głosem.
W życiu nie chodzi o to, co dostajesz od innych, ale o siłę, którą w sobie znajdujesz, by wybrać dobro choćby wtedy, gdy świat cię rani. Michał zrozumiał, iż prawdziwe szczęście buduje się na własnych wartościach, nie na tym, co można dostać czy komu wybaczyć.












