Cenna przyjaźń
- Sądziłam, iż Iza to moja prawdziwa przyjaciółka – opowiada Ewa. – Znałyśmy się od liceum, ponad dwadzieścia lat. W szkole średniej byłyśmy nierozłączne, choćby ubrania kupowałyśmy takie same. Udawałyśmy siostry, gdy wyjeżdżałyśmy na jakieś obozy czy wycieczki. Obie miałyśmy starszych braci, potrzebowałyśmy bliskiej, siostrzanej więzi.
Po maturze obie dziewczyny kontynuowały naukę, ale w innych szkołach wyższych. Ewa poszła na politechnikę, a Iza na pedagogikę. Ich relacje trochę osłabły, ale jakieś wspólne wakacyjne imprezy, czy sylwestry powodowały, iż były ponownie razem.
- Na szczęście mieszkałyśmy blisko siebie – mówi Ewa. – Dosłownie 5 minut odległości, więc nasz kontakt był ułatwiony. Mieszkałam na trzecim piętrze w bloku, z okna w moim pokoju, widziałam ogród i tył domu Izy. Czasami latem, gdy danego dnia się nie widziałyśmy, ja gasiłam i zapalałam lampkę nocną stojącą przy oknie, a Iza migała mi z tarasu latarką. To była nasza dziewczyńska zabawa i sygnał, iż wszystko jest OK. Nie miałyśmy przed sobą tajemnic, zwierzałyśmy się ze wszystkich lęków i obaw związanych z dorastaniem, z pierwszych zauroczeń i marzeń o przyszłości. Wszystko mogłyśmy sobie powiedzieć. Uważam, iż wtedy, Iza była cudowną przyjaciółką
Po ukończeniu studiów obie dziewczyny, poszły do pracy i założyły rodziny. Ich mężowie byli z zupełnie innych kręgów. Mąż Ewy był zawodowym wojskowym, a wybranek Izy plastykiem, uczył w szkole i tworzył projekty graficzne dla firm.
- przez cały czas mieszkałyśmy w naszym rodzinnym mieście – przyznaje Ewa. – Iza wróciła do domu rodzinnego. Ja z mężem wzięliśmy kredyt i kupiliśmy czteropokojowe mieszkanie, w mojej dawnej okolicy. Znowu ja i Iza, miałyśmy do siebie blisko.
Obie kobiety dwukrotnie, zostały mamami. Ich dzieci rodziły się w tych samych latach, zaplanowały, by ich urlopy macierzyńskie się pokrywały.
– To był bardzo dobry pomysł, bo praktycznie obie wychowywałyśmy nasze dzieci - twierdzi Ewa. - Jak któraś z nas potrzebowała pójść na zakupy, do lekarza czy fryzjera, to druga zostawała z maluchami. Było nam dużo łatwiej. Oczywiście nasi rodzice też pomagali przy wnukach, ale to już później, gdy my wróciłyśmy do pracy.
Dzięki tej współpracy obie przyjaciółki nie czuły się osamotnione w pierwszych latach bycia matką. Drugą korzyścią były relacje między dziećmi, które mogły się ze sobą bawić i traktowały się jak rodzeństwo.
- Uważałam się za szczęściarę, mając taką niezawodną przyjaciółkę – wspomina Ewa. – Mąż był często poza domem, z bratem nie mam zbyt bliskiej relacji. Rodzice jeszcze wtedy pracowali. Gdyby nie Iza, byłabym bardzo samotna w tamtym okresie.
Dzieci obu kobiet podrosły i poszły do przedszkoli i szkół. Przyjaciółki mogły w większym zakresie skoncentrować się na swoich pracach zawodowych. Ewa realizowała się jako inżynier, miała coraz bardziej odpowiedzialne projekty. Jej mąż awansował, bywał częściej w domu, miał czas dla dzieci i ją odciążał. Iza także bardzo angażowała się w rozwój kariery. Rozpoczęła kolejne studia, chciała zrobić doktorat. Mąż Izy przez cały czas uczył w szkole i robił projekty graficzne ale nie był tym usatysfakcjonowany. Uważał, iż zasługuje na więcej.
Przyjaciół poznaje się w biedzie
- Zauważyłam, iż gdy spotykaliśmy się na wspólnej kolacji czy grillu, iż mąż Izy coraz więcej pił – przyznaje Ewa. – Robił kąśliwe uwagi, był coraz bardziej zgorzkniały. W końcu zapytałam Izę, co się dzieje. Okazało się, iż startował w konkursie na dyrektora swojej placówki i nie dostał nominacji. Wygrała jego koleżanka, do tego jego biznes graficzny też nie szedł najlepiej. Na rynku pojawiało się coraz więcej "młodych wilków", do tego rozwój ogólnodostępnych narzędzi IT, też eliminował zapotrzebowanie na takie projekty. Rynek się zmieniał, a on sobie z tym nie radził.
Jak zwierzyła się Iza, dla męża problemem stawała się również jej rozkwitająca kariera. Szczególnie, denerwowało go otwarcie przewodu doktorskiego. Miał jej to za złe. Ich małżeństwo zaczęło się psuć. Kryzys był coraz głębszy.
- Wspierałam Izę, jak mogłam – relacjonuje Ewa. – Gdy między nimi było już nie do wytrzymywania, a w weekendy jej małżonek nie trzeźwiał, zabierałam jej dzieci do nas. Razem z moimi organizowaliśmy wycieczki, wyjścia do kina. Myślałam, iż Iza jakoś się dogada z mężem, ale nic z tego. Rodzice Izy wyrzucili zięcia z domu, po tym jak wszczął kolejną awanturę. Tym razem zapomniał, iż miał iść na wywiadówkę dziecka. Poszedł na piwo z kumplami. Zamiast naprawić sytuację, żądał aby Iza rzuciła studia doktoranckie, zajęła się domem i dziećmi, a nie jakąś "wielką karierą".
Przyjaciółka już nie dała rady udawać, iż mąż się zmieni. Życie w takim związku przestało mieć sens. Ewa bardzo przeżyła rozwód przyjaciółki. Płakała razem z nią. Żal jej było dzieci, które kochały ojca i nie rozumiały co się z nim dzieje. Ewa robiła wszystko, by wszystkich jakoś pocieszyć. - Piekłam ulubione ciasta - opowiada. – Objadałyśmy się razem z dziećmi. Albo robiliśmy sobie wieczorki z pizzą i filmami. Brałyśmy dzieci i szłyśmy na jakąś ciekawą wystawę, a potem do sieciówki na frytki, cheesburgery i szejki. Mój mąż nie miał pretensji, też do nas dołączał, gdy miał wolny czas. Lubił dzieci Izy i ją też.
Po jakimś czasie Iza odzyskała równowagę psychiczną, pogodziła się z rozstaniem, dalej realizowała swoje plany zawodowe.
- Byłyśmy już paniami w średnim wieku i tak też zaczęłyśmy wyglądać – śmieje się Ewa. – Po dwóch ciążach i przez to dogadzanie stałyśmy się puszyste. Ponieważ mój mąż zawsze był „dobrze zbudowany”, to mu te moje rubensowskie kształty aż tak nie przeszkadzały. Przyjaciółka czasami narzekała, iż się zapuściła, ale miała na głowie ważniejsze sprawy.
Iza obroniła doktorat, była dumna. Znowu czuła, iż ma kontrolę nad swoim życiem. Jej dzieci miały regularny kontakt z ojcem, jeżeli tylko on chciał, bo często je zawodził. Związał się z grupą niezależnych twórców, którzy tak jak on, liczyli iż w końcu znajdą uznanie. Jeździł na różne eventy, warsztaty, organizował wydarzenia artystyczne, dla niego dzieci były na drugim planie.
- Cieszyłam się, gdy Iza zmieniała pracę na lepszą – opowiada kobieta – U nas też wszystko dobrze się działo. Mąż znowu awansował, ja dobrze zarabiałam. Pojechaliśmy na wspaniałe wakacje do Hiszpanii. Podjęliśmy decyzję o budowie domu. Dzieci były zachwycone. Cieszyłam się, iż mam dobre życie, wspaniałą rodzinę i przyjaciółkę od serca. Pragnęłam dla niej szczęścia, zaczęłam sugerować, iż być może czas na nową miłość. Pokazywała na swój brzuch i wzdychała, iż z wyglądem „wieloryba” to nie za wiele zwojuje na rynku matrymonialnym. Miała rację, ja na plaży w stroju kąpielowym też czułam się niekomfortowo.
Łatwo stracić zaufanie
Obie przyjaciółki postanowiły w końcu zrobić coś z nadwagą. Przede wszystkim skończyły z ciastem, fast foodami i słodkimi napojami. Ich waga lekko spadła, ale nie wystarczająco. Stale miewały napady głodu, wtedy znowu sięgały po kaloryczne zapychacze.
- Iza w nowym miejscu pracy miała w zespole młode i bardzo atrakcyjne dziewczyny – relacjonuje Ewa. – Źle się czuła w ich towarzystwie, tym bardziej, iż w nowym urzędzie byli też interesujący mężczyźni. Z tego co zauważyłam, jeden z nich, szczególnie podobał się mojej przyjaciółce. Liczyła na coś więcej, był singlem. Iza miała powody, by powalczyć o jak najlepszy wygląd.
Obie przyjaciółki rozpoczęły eksperymenty z różnymi dietami. Efekty były różne, ale w rezultacie waga wracała. U Ewy ruszyła budowa domu. Kobieta całe lato spędzała na działce. Doglądała inwestycji, bo jako inżynier miała kompetencje. Już projektowała ogród, tam gdzie się dało zrobiła nasadzenia. W nawale zajęć nie miała czasu w towarzyskie spotkania, choćby z Izą, która ze swoimi dziećmi pojechała na wakacje.
- Zobaczyłam Izę po dłuższym czasie i zaniemówiłam z wrażenia – wspomina. – Wyglądała świetnie, wyszczuplała z 10 kilogramów. Nosiła przylegającą do ciała bluzkę i obcisłe jeansy. Aż ją wycałowałam i spytałam jak to zrobiła? Zapewniła mnie, iż zrezygnowała z węglowodanów.
Dopytywałam jak sobie radzi z napadami głodu, zapewniła, iż bierze jakąś mieszankę ziół oraz wypija szklankę wody. Myślałam, iż to jakieś czary, też zażywałam te preparaty i zbytnio nie pomogły.
Ewa jeszcze raz sięgnęła po reklamowane przez przyjaciółkę specyfiki. Również zaczęła pić szklankę wody przed posiłkami. Ale skutek nie był spektakularny. przez cały czas czuła wilczy głód, coś zjadła, następowały wyrzuty sumienia, iż nie daje rady. Tak było w kółko. Widok mocno odchudzonej Izy wpędzał ją w kompleksy.
- Sądziłam, iż to iż mną jest coś nie tak, zamawiałam w internecie te cuda na odchudzanie, płaciłam krocie, a tu nic, zero efektu – przyznaje. – Zaczęłam patrzeć na siebie jak na nieudacznicę, psychicznie czułam się fatalnie. Iza rozkwitała, zaczęła chodzić na randki. Teraz miała duże powodzenie. Byłam głupio zazdrosna.
Przyjaciółka urządziła imprezę u siebie w domu. Zaprosiła Ewę z mężem, swojego nowego „chłopaka” oraz kilka osób z pracy. Wyglądała olśniewająco, przyciągała wzrok wszystkich, bo założyła „małą czarną” z dużym dekoltem. Ewa czuła się fatalnie, widząc jak choćby jej mąż wodzi za Izą wzrokiem.
- Nagle zrobiło mi się duszno – opowiada Ewa. – Miałam uderzenia gorąca. Wyszłam do toalety, po drodze zajrzałam do kuchni by wziąć z lodówki trochę lodu. Chciałam się ochłodzić, położyć kostki na skroniach i dekolcie. Otworzyłam drzwi lodówki, zerknęłam na półkę, a tam stało opakowanie leku – znane, drogie zastrzyki na odchudzanie. Tak właśnie odkryłam tajemnicę cudownego odchudzenia mojej "przyjaciółki od serca". Oszustwo było jak policzek. Tyle razem przeżyłyśmy, tak wiele dobrych rzeczy nas łączyło, a ona bezwstydnie kłamała, iż to zioła i dieta, a nie silne leki odchudzające. Pierwsze co mi się nasunęło na myśl to pytanie – dlaczego kłamała? Nie ze wstydu, znałyśmy swoje dużo bardziej żenujące fakty. Było inne wyjaśnienie, Iza chciała abym przez cały czas była gruba, a ona szczupła. Czy to miała być jakaś dziwna zemsta, za moje udane małżeństwo? Trudno mi to do dzisiaj wyjaśnić, ale nasza przyjaźń przeszła do przeszłości. Owszem, czasami się spotykamy, ale to już tylko znajomość. Nie umiem sobie poradzić z tym, co ona zrobiła. Może dla kogoś to głupstwo, dla mnie coś, czego nie rozumiem. I tak strasznie jest mi przykro.











