Od dawna krąży po internecie historia, która dla wielu może wydawać się niewiarygodna. Jednak życie potrafi pisać tak niespotykane scenariusze, iż niejeden znany reżyser mógłby się przy tym schować. jeżeli wytrwasz do końca, przekonasz się, iż warto.
Wracałem po nocnej zmianie, kompletnie wycieńczony. Marzyłem wyłącznie o prysznicu i rozciągnięciu się na łóżku, żeby spać tak głęboko, jak tylko się da. Praca w kopalni była bardzo ciężka, ale po wyjściu z zakładu karnego nie miałem większego wyboru nigdzie indziej nie chciano mnie przyjąć. Miałem jeszcze szczęście, bo brygada robotników przygarnęła mnie do wspólnej wynajmowanej kawalerki w Katowicach. W mojej sytuacji mogłem raczej liczyć tylko na starą przyczepę tuż przy szybie kopalnianym.
Aby skrócić sobie drogę, poszedłem przez park zawsze szybciej można tak dotrzeć do klatki. Gdy minąłem stare kasztany, na ławce zauważyłem duży pakunek. Gdy podszedłem bliżej, odebrało mi mowę: w starej kurtce i zawinięta w cienki kocyk leżała dziewczynka, żywe dziecko, zupełnie samo. Stanąłem jak wryty, całe ciało domagało się odpoczynku, ale serce ścisnęło mi się na myśl, ile ta dziewczynka mogła już leżeć w tym chłodzie, pod koniec października w katowickim parku. Rozum podpowiadał, żebym nie mieszał się w to z moją przeszłością, ale jednak przemogłem się.
Nie mogłem przecież zabrać malucha do kawalerki, gdzie gnieździło się piętnastu facetów, więc przytuliłem ostrożnie dziewczynkę i skierowałem się w stronę znajomego, dwupiętrowego budynku przy ulicy Ligonia. Znajdował się tam dom dziecka, do którego czasem zaglądałem przez płot wracając z pracy. Wyjaśniłem opiekunce, co się stało. Dziewczynkę nazwano Agnieszka Jaroszewska, a na drugie dostała ode mnie Janowna, bo tak się nazywam: Jan Jaroszewski. Uśmiechnąłem się lekko, nie przypuszczając jeszcze, jak bardzo historia tej maleńkiej odbije się na moim życiu.
Zdarzenie to sprawiło, iż zacząłem więcej rozmyślać o własnym losie. Rodziny nie miałem, większość dawnych znajomych gdzieś przepadła, brakowało mi ciepła i bliskości. Często przypominałem sobie o Agnieszce czasem choćby dzwoniłem do domu dziecka, by dowiedzieć się, jak sobie radzi. Gdy dziewczynka podrosła, zacząłem ją odwiedzać, czasem przynosiłem czekoladę albo lalkę. Za każdym razem wręczała mi rysunek, na którym malowała siebie, mamę i tatę i zawsze tatusiem byłem ja.
W domu dziecka pracowała nowa opiekunka, Monika, kobieta w moim wieku. Po rozmowie z nią zrozumiałem, iż sama kiedyś wychowywała się w takim miejscu. Wiedziała, jak bez rodziny dziecko czuje pustkę. Miała też świadomość, iż samotnemu mężczyźnie nikt nigdy nie powierzy dziecka na wychowanie. Jednak chyba polubiliśmy się z Moniką dostrzegła, iż przez dziesięć lat regularnie odwiedzam Agnieszkę.
Rok wcześniej wziąłem kredyt hipoteczny na małe dwupokojowe mieszkanie na osiedlu Tysiąclecia. Zarobki w kopalni, już jako brygadzista, były lepsze, więc miałem nadzieję, iż w końcu uda mi się stworzyć własny dom. Ale samotność ciążyła coraz bardziej, bo bez żony nie miałem szans na adopcję. W końcu z Moniką postanowiliśmy poważnie porozmawiać uznaliśmy, iż dogadujemy się na tyle dobrze, by spróbować wspólnie zawalczyć o marzenie Agnieszki.
Sformalizowaliśmy związek w urzędzie stanu cywilnego, urządziliśmy dziewczynce własny pokój i razem poszliśmy do domu dziecka. Agnieszka, kiedy tylko nas zobaczyła, rzuciła mi się na szyję i przytuliła Monikę. Od razu zauważyła, iż tego dnia cała moja twarz promieniała szczęściem. Uklęknąłem przy niej i cicho poprosiłem: Agnieszko, pakuj swoje rzeczy. Wracasz z nami do domu. Będziesz miała rodzinę, na którą czekałaś.
Tak spełniło się ogromne marzenie małej dziewczynki, którą dziesięć lat wcześniej znalazłem samą na katowickiej ławce. Możemy się tylko domyślać, jak dalej potoczyły się nasze losy, ale myślę, iż zostaliśmy rodziną. Połączyła nas zwykła dobroć i szczęście podarowane jednemu dziecku. Dzięki takim historiom nasze życie płynie lepiej bo wśród nas ciągle są ludzie o wielkich sercach. Dziś wiem, iż choćby po największych życiowych zakrętach można znaleźć sens i prawdziwe szczęście, jeżeli tylko zdecydujemy się pomóc drugiemu człowiekowi.










