Między demografią a prawem kaduka.

lwowecki.info 1 tydzień temu
Zdjęcie: prawem


W dniu 18.09.2026 roku odbyła się XXXI Sesja Rady Powiatu Lwóweckiego. Sesja to nic innego niż patrzenie władzy na ręce, oczywiście przez opozycję.

Poprzednia sesja, nadzwyczajna, była poświęcona katastrofie na Bobrze. Temat jakoś ucichł. Pani wojewoda dzień przed sesją — lubię takie zbiegi okoliczności — odwołała stan alarmowy. Za rządów Prawa i Sprawiedliwości o Odrze rzekomo zatrutej rtęcią gadano przez miesiące, choćby już po całkowitym obaleniu niemieckich „badań”. Na Bobrze mamy prawdziwy problem, ale temat przykryto kolejnymi kompromitacjami rządu. Widać, iż ci, którzy są za Zielonym Ładem, mogą bardziej brudzić, skoro oficjalnie popierają ekologię. Nadmienić należy, iż Zielony Ład ratuje planetę, bo przenosi najbrudniejszą część produkcji do Chin. Z tego wniosek, iż Chiny są na innej planecie.

Na sesji poświęconej, notabene, oświacie najbardziej interesujące było, czy sprawa, której poświęciliśmy pięć uchwał, weszła w życie i czy mamy klasy mundurowe w zespole szkół w Gryfowie. Przypominam, iż utworzeniem klas mundurowych uzasadniano lokalizację wirtualnej strzelnicy w Gryfowie. Poza tym powiat zobowiązał się do nakładów finansowych związanych z utrzymaniem tych klas. Potem poprawialiśmy uchwały ze względu na nieprawidłowo przytoczone nazwy szkół. Wyrażałem wątpliwości wobec tej inicjatywy, ponieważ akurat szkoła gryfowska przyjęła lewicowo-liberalny kierunek kształcenia i trochę mi się to kłóciło ze stworzeniem w niej klas mundurowych. Tym niemniej widziałem w tym szczerą walkę grona pedagogicznego o podtrzymanie rekrutacji i kibicowałem tej inicjatywie. Niestety słowami nie wykreuje się rzeczywistości, choćby przy najlepszych chęciach. Może uda się w przyszłym roku, zwłaszcza, iż choćby obecna liberalno-postkomunistyczna władza w Warszawie przestała dbać o jakąkolwiek konsekwencję ideową i wprost zaczyna mówić o powszechnym szkoleniu wojskowym. Byłoby zresztą dziwnie, gdyby o tym nie mówiono wobec ponawianych co tydzień alarmistycznych komunikatów Pana premiera.

Na początku sesji minutą ciszy uczciliśmy zmarłą śp. Helenę Okulowską. W poprzedniej kadencji była radną powiatu lwóweckiego, reprezentowała komitet wyborczy Prawa i Sprawiedliwości, pochodziła z Gryfowa. Jej życie było bogate w działalność społeczną i zaangażowanie na rzecz lokalnej wspólnoty. Była osobą uporządkowaną, niekonfliktową, emanująca spokojem.

Wysłuchaliśmy bogatego w dokumentację i zdjęcia wykładu na temat historii najpierw gimnazjum, potem liceum, w tej chwili Zespołu Szkół im. Henryka Brodatego w Lwówku Śląskim, w związku z osiemdziesiątą rocznicą założenia szkoły. Jak zwykle przy takiej okazji padło wiele nazwisk, dziś już trochę zapomnianych, ludzi, którzy bezinteresownie, z poczuciem odpowiedzialności za Polskę i za polską młodzież, tworzyli tę szkołę. Dał się też odczuć ten towarzyszący komunistom bezwzględny wpływ na oświatę, gdy na przykład wycofano nauczany początkowo język angielski i zastąpiono go przymusowym językiem rosyjskim oraz wprowadzono jedenastoletni, sowiecki model kształcenia.

Zgodzić się należy z Panem dyrektorem Andrzejem Bielakiem, który w podsumowaniu powiedział „szkoła średnia jest sercem życia społecznego i kulturalnego powiatu, kształtuje kapitał ludzki i społeczny, przeciwdziała wykluczeniu edukacyjnemu i pełni funkcję kulturotwórczą”. Ale właśnie dlatego t niepokoi mnie podkreślana kooperacja szkoły z Fundacją Krzyżowa. Niemcy, w odróżnieniu od Polski, prowadzą bardzo zdecydowaną, a choćby brutalną politykę historyczną, kłamią na temat swojej historii, traktują Polaków z lekceważeniem. Nigdy znacząco nie oddalili się od znanej wypowiedzi Ottona von Bismarcka z 14 marca 1861 r., który pisał wprost: „Bijcie Polaków, ażeby o życiu zwątpili. Mam wielką litość dla ich położenia, ale jeżeli chcemy istnieć, to nie pozostaje nam nic innego, jak ich wytępić”. Współcześni Niemcy odcinają się od Hitlera, ale mają ponad 400 ulic Bismarcka.

Na zakończenie prezentacji Pan dyrektor wyraził opinię, iż w jego szkole sztucznej inteligencji nie traktuje się jako zagrożenia, ale jako wyzwanie. Jestem w tej kwestii bardziej pesymistyczny. Nie chodzi mi tylko o aspekt wyręczania ludzi, zwłaszcza młodych, z myślenia i z jakiejkolwiek trudniejszej pracy umysłowej. Zwracam uwagę na jeszcze mało poruszany aspekt wpływu na życie emocjonalne. Dostawcy sztucznej inteligencji tworzą programy, które można nazwać asystentami. Potrafią one rozmawiać z ludźmi, okazując im sztucznie wytworzone współczucie. Ludzie samotni mogą uznać je za przyjaciół, co w efekcie tylko pogłębi ich samotność. Sztuczna inteligencja przypochlebia się człowiekowi, co może zbudować w każdym z nas, a zwłaszcza w młodych ludziach, fałszywy obraz samego siebie. Sztuczna inteligencja na koniec nie potrafi rozpoznać ludzi w kryzysie. Ktoś, kto będzie rezygnował z kontaktu z człowiekiem na rzecz sztucznej inteligencji, nie uzyska pomocy.

Kolejny punkt sesji to wykład o cyberbezpieczeństwie. Na pewno cieszą, chociaż są spóźnione, inicjatywy Ministerstwa Edukacji w sprawie zakazu używania telefonów komórkowych w szkołach — choć chodzi tak naprawdę o telefony; zwykły telefon, ograniczony tylko do rozmów i wiadomości, nie jest żadnym zagrożeniem.Należy być zadowolonym z zapowiadanych inicjatyw ograniczenia wiekowego dla użytkowników mediów społecznościowych. Pozostaje jednak pytanie jak nauczyciele mają egzekwować te przepisy. Wątpliwości wyraził pan radny Piotr Czembrowski, sam nauczyciel pracujący na pierwszej linii frontu i sceptycznie oceniający narzędzia, które rzekomo szkoły uzyskują. Stwierdził, iż nauczyciele są osamotnieni wobec tych zagrożeń i nie mają skutecznych narzędzi, aby cokolwiek zakazać uczniom. Wyjaśnił również, iż weryfikacja prac domowych tworzonych przez sztuczną inteligencję wcale nie jest taka prosta.

To interesujące jak na nas wpłyną zagrożenia ze strony cyberświata. Już zaczynamy myśleć memami, czyli krótkimi, obrazowymi przedstawieniami porcji informacji, zamiast epistemami, czyli spójnymi, ugruntowanymi konstrukcjami myślowymi. Już grozi nam wtórny analfabetyzm. To wyrażenie stało się ostatnio modne ze względu na akrobatyczną sztuczkę prokuratury, usprawiedliwiającej donosicielstwo Lecha Wałęsy jego wtórnym analfabetyzmem. Ale tu chodzi o inny wtórny analfabetyzm: pismo w postaci biegnących pasków staje się tylko dodatkiem do obrazu i dźwięku. Wydaje się, iż jest to regres cywilizacyjny porównywalny co do skali z takim przełomem, jakim było wynalezienie druku. Wydaje się, iż zwłaszcza młodzieży zaczyna towarzyszyć analfabetyzm funkcjonalny, gdy ma kłopoty ze zrozumieniem pisanych poleceń, a przede wszystkim analfabetyzm kulturowy, gdy wyniesione z literatury i naszej historii wspólne wartości przestają być młodzieży znane.

W trakcie sesji usłyszeliśmy również podsumowanie wyników naboru do szkół, czyli coroczną porcję złych wiadomości o kurczącej się populacji naszego powiatu. Jakby tego było mało, zaznajomiono nas z sytuacją finansów powiatowych. Łączne potrzeby powiatu oceniane są na około 64 mln zł, w tym 43 mln zł na oświatę. Wedle zmienionych przez obecny rząd zasad powiat dostanie jedynie kilka ponad 41 mln zł — na wszystko.

Aby odrobinę przełamać pesymizm wyłaniający się z wystąpień na sesji, wspomniałem o tegorocznym badaniu PISA, w którym polscy uczniowie zajęli miejsca w pierwszej trójce w obszarze znajomości matematyki, czytania i przyrody wśród europejskich rówieśników. Jest powód, aby podziękować nauczycielom, którzy nie rezygnują ze swojej misji. Jak powiedział podobno pewien hiszpański rycerz: klęska jest przesądzona, ale trwanie w walce jest obowiązkiem.

Pani Krystyna Piotrowicz złożyła interpelację domagającą się ścisłego rozliczania pracy członków zarządu. Osobiście jestem zdania, iż takie stanowiska jak starosta czy burmistrz mają pewien mandat zaufania publicznego i nie musimy sprawdzać, czy osoby te przychodzą i wychodzą punktualnie z pracy, ani czy ich pobyt poza powiatem lub delegacja da się precyzyjnie uzasadnić dobrem wspólnoty. Ale rozumiem obniżoną ufność, zwłaszcza jeżeli — jak się to wydarzyło w poprzedniej kadencji — starosta żąda ekwiwalentu za niewykorzystany urlop. W ten sposób nasza wspólnota zaczyna tracić niewątpliwy dorobek cywilizacji chrześcijańskiej, jakim jest wzajemne zaufanie. Ale, jako się rzekło, ryba psuje się od głowy. Można poczuć tylko wątpliwą satysfakcję, iż nasze powiatowe głowy jeszcze starają się trzymać prawa, podczas gdy głowy rządowe już w pełni wprowadziły prawo kaduka. Ale obym nie zapeszył, gdyż już zdarzyła się w naszym powiecie rzecz niedozwolona: komisję zdrowia poprowadził radny niebędący ani przewodniczącym, ani wiceprzewodniczącym. Niby drobiazg, ale jeżeli instytucja pozwala sobie na działania, do których nie ma prawa, to obywatele mają powody do niepokoju.

Inna lokalna kwestia, którą poruszyła pani Krystyna Piotrowicz, to sytuacja związana z powiatowymi obiektami w Łupkach i Kamieniu. Ten pierwszy został oddany w użyczenie Polskiemu Kościołowi Katolickiemu (nie mylić z Kościołem rzymskokatolickim) i nic się w nim nie dzieje, chociaż obietnice były duże. Pan starosta obiecał, iż do końca września ma powstać protokół z kontroli realizacji umowy.

Pod nieobecność Pan przewodniczącego rady i Pani starosty Pan wicestarosta pochwalił się, iż powiat lwówecki po raz drugi został wysoko oceniony z tytułu pozyskiwania środków zewnętrznych, chociaż w tym roku nie zajął miejsca pierwszego, ale zaszczytne drugie. Każdy, kto zna ułamki, zrozumie, iż wyliczanie tych wskaźników sprowadza się do podzielenia kwoty pozyskanych środków (w liczniku) przez liczbę mieszkańców powiatu (w mianowniku). Zmniejszająca się ludność powiatu lwóweckiego będzie nam zapewniać cały czas wysoką pozycję w tym rankingu. Zatem jest pytanie, czy mamy się z naszego miejsca cieszyć, czy nim martwić.

Sprawa katastrofy ekologicznej na Bobrze wróciła pod postacią informacji, iż spółka Tauron chce zakończyć sprawę przyznaniem kwoty półtora miliona złotych, z czego milion na infrastrukturę poprzez Fundację Tauron, a pół miliona na promocję regionu. Nie wspomniano o bezpośredniej pomocy dla przedsiębiorców. Pewnie żaden z nich nie jest członkiem Koalicji Obywatelskiej. Nawiązuję oczywiście do znanej sprawy jeleniogórskiej i dotacji dla powodzian, którym powódź nie wyrządziła żadnej szkody. Pretekstem do odmowy wypłaty odszkodowań przez struktury rządowe jest fakt, iż nie ogłoszono katastrofy ekologicznej. A jak nie ma
nazwy katastrofa, to nie ma katastrofy.

Pod koniec sesji powstał spór, częściowo proceduralny, częściowo merytoryczny, w związku z uchwałą odrzucającą petycję mieszkańców Rakowic Małych w sprawie poprawy bezpieczeństwa na drodze 2499D. W efekcie dyskusji rada postanowiła wycofać projekt uchwały, czyli de facto uznać słuszność petycji.

-/autor: Rafał Ślusarz radny Rady Powiatu Lwóweckiego/-

Idź do oryginalnego materiału