Mieszka w Holandii i pokazuje szkolną śniadaniowkę. "Ciekawe, do czego dziś przyczepią się nauczyciele"

gazeta.pl 2 godzin temu
- Nauczycielka potrafiła choćby kolorowe karteczki przyklejać, gdzie mój syn naprawdę dostaje dobre i zdrowe jedzenie. Jednego dnia nie wytrzymałam, poszłam. Od tego dnia mam spokój, polecam - opowiedziała o szkolnych śniadaniówkach kobieta, która mieszka w Holandii.
Jeszcze kilka lat temu w szkolnej śniadaniówce lądowała najczęściej zwykła bułka i batonik. Dziś rodzice prześcigają się w pomysłach, tworząc niemal konkurs na najpiękniejszą i najzdrowszą śniadaniówkę. Kanapki wycięte w gwiazdki, ogórki w serduszka, jabłka w kształcie księżyca. Jednak nie wszystkie produkty, które Polacy wkładają dzieciom do śniadaniówek, w Holandii byłyby akceptowane. Często, choćby na pozór zdrowe rzeczy lądują w śmietniku.

REKLAMA







Zobacz wideo 12 proc. podstawy programowej w rosyjskich szkołach to czysta propaganda



"Nauczycielka twierdzi, iż to niezdrowe"
Na TikToku użytkowniczka @samoo.życie, Polka mieszkająca w Holandii, dzieli się ciekawostkami z życia codziennego. Niedawno opublikowała filmik pokazujący szkolną śniadaniówkę. Jak się okazuje, wymagania są tam bardzo rygorystyczne, a nauczyciele nie pozwalają uczniom zjeść niczego, co uznają za niezdrowe, choćby jeżeli rodzice przygotowali to z myślą o dziecku.
Kobieta wkłada do śniadaniówki marchewkę, pomidorki koktajlowe, śliwkę, ser żółty, małe parówki, kilka tostów i odrobinę sosu ketchupowego. Zastanawia się, do czego dziś przyczepią się nauczyciele. Komentarze pod nagraniem nie pozostawiają złudzeń.
Jak pisze jedna z kobiet, najprawdopodobniej mieszkanka Holandii: "Jak dam przekąski polskie, serki, soczek czy inne, to wracają. Bo pani nauczycielka twierdzi, iż nie wolno, iż to niezdrowe".






Zdaniem innej kobiety nauczyciele nie powinni mieć aż takiego wpływu na to, co dziecko dostaje do jedzenia w szkole. Kolejna z mam dodała:



Tak, lunchbox to moja zmora. Co bym nie dała, zawsze będzie coś nie tak. A broń Boże jakieś ciastko czy słodycz.
Jak można wywnioskować z komentarzy umieszczonych pod filmem, ta "czepliwość" nauczycieli w Holandii dla wielu rodziców jest bardzo męcząca. - U mnie też tak było, jak syn zaczynał w wieku 4 lat. Potrafiła choćby kolorowe karteczki przyklejać, gdzie mój syn naprawdę dostaje dobre i zdrowe jedzenie. Jednego dnia nie wytrzymałam, poszłam. Od tego dnia mam spokój, polecam - wyznała jedna z kobiet.


Jak wygląda żywienie w holenderskich szkołach?
O tym, jak wygląda szkolne jedzenie w Holandii, opowiedziała nam jakiś czas temu jedna z mam, która przeprowadziła się z rodziną do kraju tulipanów (imię i nazwisko do wiadomości redakcji). - U nas w szkole nie ma możliwości wykupienia wyżywienia. Wszystko trzeba przynosić samemu. Kiedyś były dostępne owoce i warzywa z lokalnego gospodarstwa, ale teraz już nie - powiedziała w rozmowie z eDziecko.
W krótkie dni dzieciom trzeba dać owoc lub warzywo. Tubki owocowe są niedozwolone. I do picia zawsze woda. W długie dni owoc plus kanapka (u nas króluje masło orzechowe) i woda. Żadnych słodyczy
- dodała.
Ekspertka zabiera głos
Niektórzy rodzice wciąż wkładają słodycze do śniadaniówek, by sprawić dziecku przyjemność. Jakiś czas temu o zdanie zapytaliśmy dietetyczkę Joannę Giza-Gołaszewską. - Szkolne śniadaniówki wypełnione słodyczami to kiepski pomysł. Bardzo często rodzice tłumaczą: "lepiej, żeby dziecko zjadło cokolwiek niż nic". Tymczasem batoniki, cukierki lub żelki w charakterze przekąski to puste kalorie, czyli dużo energii i niestety mała wartość odżywcza - mało witamin i składników mineralnych, mało błonnika, a przeważnie dominują cukier i przetworzone tłuszcze - powiedziała w rozmowie z eDziecko.pl dietetyczka kliniczna ze Smakfit.pl.



Specjalistka stwierdziła, iż jeżeli raz na jakiś czas w szkolnej śniadaniówce znajdzie się batonik lub ciastko, to nic złego się nie stanie. - Oczywiście sporadycznie takie sytuacje nie będą miały negatywnego wpływu na zdrowie dziecka, ale regularne pakowanie do śniadaniówek słodyczy wpływa na utrwalenie złych nawyków. A to z kolei sprzyja lub pogłębia problem nadwagi u dzieci, ale też jest powodem problemów zdrowotnych jak nadciśnienie, cukrzyca, miażdżyca i próchnica w późniejszym wieku - ostrzegła Joanna Giza-Gołaszewska.
A Ty, co wkładasz swojemu dziecku do śniadaniówki? Masz ochotę podzielić się z nami swoją historią? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl
Idź do oryginalnego materiału