Natalia siedziała jak skamieniała, nie mogąc pojąć tego, co usłyszała. Jej mąż, jedyny, ukochany, na którego zawsze liczyła, dziś rzucił jej w twarz: Już cię nie kocham.
Szok był tak silny, iż Natalia zastygła w absurdalnej pozie, z ręką opartą o czoło, podczas gdy on biegał po mieszkaniu, pakując ubrania i szeleszcząc kluczami. Tylko tego brakowało w tym momencie. Niedawno nagle zmarł jej ojciec, a ona musiała pomijając własny ból zadbać o osiwiałą mamę i siostrę Dorotę. Dorota, po ciężkim urazie głowy w wieku 18 lat, została inwalidką. Rodzina mieszkała w sąsiedniej miejscowości. Synek, Andrzejek, właśnie zaczął pierwszą klasę. W czerwcu zamknęli jej zakład. Została bez pracy. A teraz i mąż odszedł
Natalia objęła głowę dłońmi, usiadła przy stole i zalała się łzami.
Boże, co ja mam robić? Jak żyć? Ojej, Andrzejek! Muszę po niego pobiec do szkoły!
Zwykłe obowiązki zmusiły ją, by wstać i działać.
Mamusiu, płakałaś? spytał zaraz w drzwiach synek, patrząc jej prosto w oczy.
Nie, Andrzejku, nie, skarbie.
Tęsknisz za dziadkiem? Mama, mi też go bardzo brakuje
I mi, synku. Ale musimy być silni. Dziadziuś zawsze był silny. Teraz jest dobrze u Pana Boga, nie martw się! Na pewno odpoczywa, bo nigdy w życiu nie miał czasu w odpoczynek.
A gdzie tatuś?
Tatuś? Pewnie znowu wyjechał służbowo. A jak tam w szkole?
Trzeba żyć dalej. Nie kocha? Trudno, człowieka do uczuć nie zmusisz. Przegapiła coś w tym codziennym zamieszaniu.
Gdy Andrzejek jadł obiad i bawił się plastikowymi żołnierzykami, Natalia po raz pierwszy w życiu otworzyła komputer, który zostawił mąż. Wcale nie chciała grzebać w jego rzeczach, ale jakoś tak się złożyło. Zobaczyła pocztę wystarczyło kliknąć w lewy róg. Nie zdążył skasować ostatniej korespondencji. Miłość na całego Nie dla niej już. Przez dziesięć lat była jasnym słoneczkiem, potem, po ośmiu latach walki o dziecko, naszą mamusią.
Wszystko się zmieniło. Trzeba do tego przywyknąć.
Najważniejsze znaleźć pracę. Nikt nie zwracał uwagi na jej wyższe wykształcenie. W urzędzie pracy dostawała mizerne grosze zasiłek dla bezrobotnych nie wystarczał na nic.
Co się stało, co zawiodło? Jak to możliwe, iż jej odpowiedzialny, rozsądny mąż z dnia na dzień stał się obcym? Natalia próbowała wszystko tłumaczyć sobie jednym zwariował. Ich wspólny dom, budowany cegła po cegle, nie był skończony. Dobrze chociaż, iż mają dach nad głową w jednym pokoju dało się żyć.
Praca, tak bardzo cię potrzebuję! Natalia znów napłynęły łzy do oczu, ale wiedziała, nie ma teraz czasu w płacz. Musiała działać.
Szukania pracy trwały dniami. Bezskutecznie. Pierwsza klasa synka i jej samotność skutecznie ograniczały możliwości. Wieczorem, gdy kolejny dzień kończył się klęską, zadzwonił jej chrzestny Roman:
Natalka, wrócił twój?
Nie.
A do magazynu pójdziesz za magazynierkę?
Mówisz poważnie?
No pewnie! Wiesz, żartów tu nie ma, szczególnie po tym, co się stało z Władkiem. Praca z przerwą, zdążysz po synka biec albo zapisać do świetlicy. Płacą 2500 złotych. Mało, wiem ale lepsze to niż nic. Jutro przywiozę ci jeszcze ziemniaków, cebuli i kurczaka.
Romku, mam przecież swoje kurki. Niosą nam jajka, wystarcza.
To dobrze! Nie wybijaj ich na mięso, niech dalej karmią.
Dzięki, a jak Galina?
Radzi sobie. Jesteśmy dzielni.
Taki był Roman żona przechodziła ciężką chemioterapię, a on nigdy nie narzekał i brał wszystko na siebie. Jemu zawsze wszystko dobrze. Natalia westchnęła z wdzięcznością jest szansa przetrwać, dzięki Bogu i ludziom. On nigdy nie zawodzi. Teraz mogła ruszyć dalej.
Praca nie była trudna, znajdowała czas na oddech; miała chwilę, by posiedzieć sama, zapłakać, przemyśleć wszystko.
Mijały dni, tygodnie, miesiące. Po roku Natalia poczuła głód życia; zaczęła znów spać, śmiać się, cieszyć z postępów synka. Ból zdrady wracał, gdy były mąż wpadał po Andrzejka chciał go zabierać na weekendy. Natalia nie utrudniała ich relacje nie miały ranić dziecka. Bardzo chciała zapytać, czym zawiniła, ale wiedziała, iż to nie o nią chodzi, ale o nagły wybuch uczucia do innej kobiety. Przypomniała sobie cytat z filmu: Miłość do pierwszego zakrętu, potem zaczyna się życie. Dla niej miłość i życie były jednym, a dla niego?
Jesień tego roku była przedłużeniem lata ciepła, z zielonymi liśćmi i rozbrzmiewającymi dziecięcymi głosami. Kolorowe astry i chryzantemy rozświetlały podwórko. Dzień, w którym zauważyła przenikliwe spojrzenie Michała, nie różnił się od innych może słońce świeciło intensywniej, muzyka z sąsiedniego okna była głośniejsza, a może po prostu przyszedł czas, by zgodnie z losem spotkały się dwa samotności.
Pani, pozwoli, iż pomogę? Nie można tyle dźwigać!
Przywykłam do tego.
Zbyt piękną kobietą pani jest, by wziąć na siebie taki ciężar.
To pan każdej pięknej pomaga? Czeka pan tu przed sklepem?
Czekałem, czekałem, aż wypatrzyłem najpiękniejszą.
Nie dało się nie roześmiać. Śmiali się długo, aż im łzy napłynęły do oczu.
Michał przedstawił się, podając rękę, a w spojrzeniu jeszcze skakały wesołe iskierki.
Natalia.
Natalia, Natalia, do kogo należysz? zna pani taką piosenkę?
Nie. Ale nie jestem niczyją żoną.
Naprawdę? To mi się poszczęściło! Spotkać kobietę jak z marzeń i wolną. Wszyscy wkoło oszaleli, ślepi chyba!
Widzę, iż z humorem u pana świetnie. A z powagą?
I tu mam porządek. Natalia, a może dziś do kina? Pogadamy, poznamy się.
Nie mogę Muszę odebrać synka ze świetlicy.
Nie wierzę! Ma pani syna? Przecież pani wygląda na dwadzieścia lat!
Mam trzydzieści pięć.
Ja też. Co za zbieg okoliczności. Ale serio wygląda pani młodziutko.
Teraz już nie?
Przemyślam. Każdy facet marzy, by mieć syna. A pani mówi, iż nie ma męża Gdzie ojciec dziecka?
Nie chcę o tym mówić.
Rozumiem. Nie wypytuję. To może w weekend? Można pójść na seans dla dzieci z synkiem.
W weekend jest z ojcem.
Nie chcę być obciążeniem. Gdyby znalazła się godzina wolnego, proszę zadzwonić. O, tu wizytówka jestem Michał, lekarz, hematolog dziecięcy.
Poważna praca.
I nie mam czasu szukać pięknych kobiet.
Dobrze, Michał. Zadzwonię powiedziała cicho, szczerze.
Będę czekał.
Jesień była piękna jak prezent od świata. Miękkie, złote promienie, liście w szalonej palecie barw. Ciepłe dni otwierali wszystkie parki miasta, chodzili po nich godzinami. Między nimi rosła czułość; ich samotność topniała, a przeszłość swobodnie odpływała w wirze jesiennego tańca. Zbliżali się do siebie ostrożnie, aż Natalia sama zaproponowała wpaść na herbatę po półtora miesiąca znajomości.
Natalko, nie obrazisz się? Nie przyjdę dziś. Chcę o wszystko zadbać sam, bardzo mi zależy. Zaufasz mi?
W weekend wyjechali do lasu, do parku krajobrazowego. Michał wynajął domek w kształcie małego zamku. W środku było przytulnie, ale Natalia nie widziała nic poza ogromnymi brązowymi oczami ukochanego. Tonęła w nich, zamykając się w jego ramionach, a odkrycie szczęścia między mężczyzną i kobietą było jak objawienie.
Michałku, gdzie jestem, co się ze mną dzieje? Czuję, jakbym umierała z miłości. Jak mogłam żyć bez ciebie? Jesteś sensem mojego świata!
Jaka ty jesteś piękna! Jak bardzo jestem szczęśliwy!
Z każdym miesiącem coraz trudniej było im się rozstać.
Natalio, wyjdź za mnie!
Michałku, rozwód mam na koniec miesiąca.
I od razu do ślubu, ze mną. Bo jeszcze ktoś ukradnie moją dziewczynę!
Dziewczyna sama o siebie dba dla wybrańca. Z tobą, Michałku, bez ceremonii. Po prostu idźmy do urzędu i potem do naszego zamku tam od razu zostanę twoją żoną.
Jak chcesz, kochana. Tak będzie.
Roman i Galina byli jedynymi świadkami ślubu. Mama i Dorota przysłały serdeczne gratulacje SMS-em. Niedługo potem przeprowadzili się do wynajętego przez Michała mieszkania dwa pokoje, które wspólnie odmalowali i urządzali. Michał szczególnie troszczył się o pokój dla Andrzeja. Poznali się już dawno, ale dla synka mama i tata byli połówkami jednego jabłka trudno było mu zaakceptować Michała.
Natalko, nie bój się, sprawdźmy krew u Andrzeja. Jest za bardzo blady, nie podoba mi się.
Przesadzasz, Michałku. On po prostu przeżywa trudno mu się pogodzić z rozwodem, długo wierzył, iż do niego nie dojdzie. Czytałam, iż rozstanie rodziców bywa dla dziecka cięższe niż śmierć jednego z nich.
Mądrze mówisz. Sam to przeżyłem Ale zróbmy badania, dobrze, synku?
Tego dnia Michał wszedł do domu z pochyloną głową. Natalia wyczuła, coś jest nie tak.
Natalko, nie denerwuj się. Są zmiany w krwi Andrzeja. Niestety miałem rację. Zabieram go jutro.
To było jak kara za własne szczęście płaciła najwyższą cenę. Białaczka. Jak straszne słowo!
Zaczęło się nowe życie. Natalia wzięła urlop bez wynagrodzenia, bo nie mogła zostawić syna samego w szpitalu przy jego kroplówkach, zastrzykach, badaniach. Stała przy nim, trzymała za rękę i powtarzała: Trzymaj się, mój dzielny synku! Zawsze byłeś moim bohaterem! Nigdy cię nie zostawię.
Gdy siły opadały, Michał wysyłał Natalię na odpoczynek, sam zostawał z synem. Natalia czasami tylko bezmyślnie patrzyła w sufit.
Zadzwonił były mąż, zażądał, by się wymeldowała z niedokończonego domu.
O syna sam zadbam. Będzie mnie odwiedzał w moim domu.
Lepiej, żebyś go odwiedził w szpitalu.
Nie teraz, wyjeżdżam w delegację.
Michał patrzył na Natalię ze zrozumieniem.
Natalcio, z przeszłością nie musisz się kłócić. Wszystko jeszcze zarobimy. Nie żałuj. Włożyłaś w dom dużo pieniędzy, ale teraz najważniejsze jest dla nas Andrzej. O niczym innym nie myśl tylko o nim. Ja dam radę. Zawsze o rodzinie marzyłem i Bóg mi was dał.
Michałku, jak wyniki badań?
Pracujemy nad tym. Na razie źle.
Natalia płakała po cichu. Nie mogła dopuścić, by Andrzej się dowiedział.
Panie Michale, co jest z moją krwią?
Wiesz, mamy w organizmie czerwone i białe stateczki. Twoje właśnie toczą wielką bitwę.
I kto wygrywa?
Na razie białe.
A co będzie dalej?
Pomóż czerwonym!
Mamusiu, zabierzcie mnie stąd. Jestem taki zmęczony.
Natalio, proponuję to samo jedźmy do naszego domku w lesie. Pogoda jest piękna, Andrzej odpocznie.
Wiosna rozświetliła ich zakątek kwitnącymi krzewami. Spacerowali po lasach, cieszyli się każdą roślinką. Bywało, iż syn pogrążał się w myślach i zamierał.
Co się dzieje, syneczku? Źle ci?
Nie przeszkadzaj, mamo. Toczę bitwę morską.
Ten krótki urlop gwałtownie minął. Syn zmienił się miał świeższe policzki, wróciła mu energia.
Mamo, a gdzie tata?
W delegacji, synku.
Znów? No dobrze.
Po powrocie do kliniki znów pobrano krew. Przyszła sama szefowa laboratorium.
Panie Michale, gdzie pan wywiózł syna?
Tylko do parku krajobrazowego, niedaleko. Co się dzieje? Jak wyniki?
Wszystko dobrze. Andrzej ma remisję. Krew bardzo dobra.
Michał wbiegł do sali z radością.
Andrzejku, co ty tam robiłeś? Już dobrze. Nie płacz, Natalio. Syn zdrowieje. Co robiłeś, Andrzejku?
Tato, mówiłeś o statkach? Wygrywałem każdą bitwę czerwonymi.










