Miłość moich marzeń porzucił dla mnie żonę, ale choćby nie przeczuwałam, jak wszystko obróci się przeciwko mnie.

twojacena.pl 2 dni temu

Mój wymarzony mężczyzna zostawił dla mnie żonę, ale choćby nie przypuszczałam, jak bardzo wszystko obróci się przeciwko mnie.
Podziwiałam go jeszcze z czasów studiów. Można powiedzieć, iż to była miłość bezwarunkowa naiwna i ślepa. Gdy wreszcie zwrócił na mnie uwagę, kompletnie straciłam głowę. Stało się to kilka lat po ukończeniu uczelni trafiliśmy do tej samej firmy. Mieliśmy podobną specjalizację, więc nie było w tym nic dziwnego, ale ja wierzyłam, iż to przeznaczenie.

Wydawał mi się ideałem. W młodości nie przeszkadzało mi, iż miał już żonę. Nigdy nie byłam zamężna i nie wiedziałam, jak to jest patrzeć na rozpad małżeństwa. Dlatego też nie czułam wyrzutów sumienia, gdy Tomasz postanowił zostawić dla mnie swoją żonę. Kto by pomyślał, iż przyniesie mi to tyle cierpienia? Ludzie mówią prawdę nie da się zbudować szczęścia na nieszczęściu innych.

Gdy wybrał mnie, byłam w siódmym niebie i gotowa byłam wybaczyć mu wszystko. W codziennym życiu okazał się jednak daleki od księcia z bajki. Jego rzeczy walaly się po całym domu, a zmywanie naczyń traktował jak osobistą zniewagę. Wszystkie domowe obowiązki spadały na mnie, ale wtedy wcale mnie to nie obchodziło.

Szybko zapomniał o swoim poprzednim małżeństwie. Nie mieli dzieci, a ślub, jak się okazało, został zaaranżowany przez jej rodziców. Ze mną było inaczej przynajmniej tak mi mówił.

Moje szczęście trwało krótko, bo wszystko się zmieniło, gdy zaszłam w ciążę. Na początku Tomasz był zachwycony perspektywą ojcostwa. Zorganizowaliśmy choćby rodzinną imprezę z tej okazji. Wszyscy życzyli nam miłości i zdrowia dla naszego dziecka.

Tamten wieczór zapisał się w mojej pamięci jako jeden z najpiękniejszych. Nie żałuję go. Ale od tamtej chwili moja ślepa miłość zaczęła gasnąć.

Im bardziej rosła moja brzuch, tym rzadziej widywałam Tomasza. Poszłam na urlop macierzyński, więc spotykaliśmy się tylko późnymi wieczorami. Coraz częściej zostawał w pracy lub chodził na firmowe imprezy. Na początku mnie to nie dziwiło, ale gwałtownie zaczęło mnie męczyć. Domowe obowiązki stawały się coraz trudniejsze nie mogłam już choćby schylić się, żeby zebrać porozrzucane skarpetki.

Wtedy zaczęłam się zastanawiać czy nie pospieszyliśmy się z tym dzieckiem?

Wiedziałam, iż uczucia z czasem stygną, ale nie spodziewałam się, iż tak szybko. Tomasz wciąż przynosił mi kwiaty i czekoladki, ale najbardziej pragnęłam po prostu jego obecności.

Wkrótce stało się jasne, iż te firmowe imprezy nie były niewinne. Koledzy przy kawie wspomnieli, iż w naszym dziale pojawiła się nowa, młoda pracownica. Braki kadrowe i tak były duże, a gdy poszłam na urlop, sytuacja stała się krytyczna. Co za ironia.

Nie byłam pewna, czy chodzi o nią, ale Tomasz na pewno miał kogoś innego, bo nagle nie miał ani chwili wolnego. Albo pracował, albo był na służbowym spotkaniu, albo na kolejnej firmowej imprezie, której nie mógł opuścić. Pewnego dnia znalazłam w kieszeni jego marynarki karteczkę podpisaną nieznanymi mi inicjałami. Nie wiem, co mną kierowało, ale odłożyłam ją z powrotem i udawałam, iż nic się nie stało.

Było okropnie zostać samą w siódmym miesiącu ciąży, podczas gdy mój mąż narzekał, iż jestem zbyt nerwowa. Każda kłótnia kończyła się jego rozczarowanym westchnięciem. Nie wiem jak, ale zrozumiałam, iż jeżeli poruszę ten temat, na pewno zostanę sama. Strach przed utratą męża był tak duży, iż nie mogłam myśleć o niczym innym. Mówią, iż jeżeli czegoś się zbyt mocno boisz, na pewno się to spełni.

Choć Tomasz pięknie się mną opiekował, nie był prawdziwym dżentelmenem. Najgorsze słowa, jakie usłyszałam, brzmiały: Nie jestem gotowy na dziecko i Mam kogoś innego. Nie pamiętam choćby dokładnie, jak mi to powiedział, ale w tamtej chwili czułam, iż tracę rozum.

Nie spodziewałam się, iż znajdę w sobie siłę, by złożyć pozew o rozwód. On też chyba nie spodziewał się, iż przestanę tolerować jego zachowanie. I na pewno nie przewidział, iż następnego dnia wyrzucę wszystkie jego rzeczy za drzwi. Wtedy cieszyłam się, iż mieszkanie było wynajęte nie musieliśmy się o nie kłócić.

A co z dzieckiem? Pomyśl o nim. Jak je utrzymasz?

Znajdę sposób. Będę pracować zdalnie. Poza tym rodzice od dawna oferowali mi pomoc. Mama zawsze mówiła, iż to kobieciarz powinnam była jej posłuchać.

Prawdopodobnie odpowiedzialność za przyszłość mojego syna dała mi siłę. Samodzielnie nie miałabym odwagi odejść.

Ale zrozumiałam też, iż nie chcę wychowywać dziecka z takim ojcem.

Jego zdrada była tak podła, iż nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Nagle przestałam być ślepa.

Pierwsze miesiące po rozwodzie, w tym poród, były bardzo trudne. Wróciłam do rodziców, którzy zwłaszcza dziadkowie byli zachwyceni wnukiem. Nie mogę powiedzieć, iż nie tęskniłam za Tomaszem, ale starałam się o nim nie myśleć. W głębi duszy byłam pewna, iż postąpiłam słusznie i iż dam synowi wszystko, co najlepsze.

A potem nagle on znów się pojawił.

Okazuje się, iż Tomasz żałuje. Chce poznać syna. Ale czy ja tego chcę? A może lepiej byłoby przeprowadzić się do innego miasta?

Idź do oryginalnego materiału