Mój brat Szymon po studiach wyjechał do Poznania.
Dostał tam dobrą pracę.
Planował zostać tylko rok.
Chciał odłożyć pieniądze.
Potem miał wrócić do Krakowa.
Marzyło mu się własne mieszkanie u nas.
Życie napisało inny scenariusz.
Poznał dziewczynę, Zofię.
Zakochali się gwałtownie i mocno.
Wkrótce postanowili się pobrać.
Szymon został w Poznaniu na zawsze.
My, cała rodzina z Krakowa, nie znałyśmy Zofii.
Ślub odbył się w pośpiechu.
Ja byłam w dziewiątym miesiącu ciąży.
Nie mogłam jechać tak daleko.
Tata nie wyrwał się z pracy.
Pojechała tylko mama.
Wróciła zachwycona Zofią.
— Śliczna dziewczyna, serdeczna — mówiła mama.
Ale znajomość była powierzchowna.
Młodzi wyjechali w podróż poślubną.
Mama gwałtownie wróciła do Krakowa.
Mijały lata.
Zofii wciąż nie poznałyśmy bliżej.
Aż w tym roku Szymon zadzwonił podekscytowany.
— Jedziemy z Zofią w podróż po Polsce! — powiedział.
Plan był ambitny.
Najpierw dwa dni u nas.
Potem wesele kolegi we Wrocławiu.
Później zjazd klasowy w Toruniu.
Następnie rodzice Zofii w Sopocie.
Na końcu powrót do Poznania.
Ucieszyłam się bardzo.
Nasze mieszkanie jest małe, ale to nie problem.
Teściowa zaproponowała swój domek letniskowy pod Krakowem.
Mieliśmy tam przenocować gości.
Domek pamiętał lepsze czasy.
Nieodświeżany od lat, ale ciepły i czysty.
Byłam w świetnym humorze.
Czekałam na ten przyjazd z radością.
Wreszcie przyjechali.
Od razu zaczęły się schody.
Szymon przedstawił mi Zofię.
Ona od razu zaczęła narzekać.
— Duszno było w tym pociągu — powiedziała.
— I głośno, i tłoczno — dodała.
— Jestem wykończona tą podróżą — westchnęła.
Spojrzałam na Szymona.
On tylko się uśmiechnął nerwowo.
Zaprowadziliśmy ich do samochodu.
Czekała ich jeszcze droga do domku.
Co nas tam czekało — tego jeszcze nie wiedziałam.






